Miała być wycieczka z Adamem i jego dziewczyną, no ale się porobiło u nich i w efekcie pojechaliśmy we dwoje + Tosia.
Trollhättan leży dość blisko nas. Miasto jak miasto …
„co dzień kino, co pół roku cyrk”.
Tuż za Trollhättan, na północy, z Wener wypływa Göta (wymawia się Jeta) – krótka, ale potężna rzeka. Göta ma tylko 93km długości, przepływa przez Trollhättan, Kungälv, Göteborg i wpada do Kattegat.
Jest rzeką wykorzystywaną do żeglugi oraz produkcji energii elektrycznej.
Co ciekawe: Szwedzi mają różne określenia na rzeki.
Jest älv albo flod -wielka rzeka, najczęściej płynąca z gór, wpadająca do morza. Sądzę, że np. Wisła mogłaby być älv.
Jest też å – rzeka mniejsza, spokojniejsza – Łyna na bank by była å.
Ale – może być i tak:
– Ci ludzie w twoim mieście to dziwni są – powiedział Szwed.
– Dlaczego?
– Oni myślą, że wszystko wiedzą lepiej, że są lepsi od reszty.
– … (zachowuję swe opinie o mentalności bonde w moim miasteczku dla siebie)… Taaak?
– Patrz. Lidan jest długi, nie? Płynie przez kilka komun. I wszędzie mówi się, że to jest å. Ale jak wpływa do Mieściny to od razu mówi się, że jest älv! Ale jaka älv?! To normalna å jest! Älv to jest Göta!
No. 11 lat tu mieszkam i nie wiedziałam. Nawiasem mówiąc Lidan jest też długi na 93km.
Ale wracajmy do naszej Goty (już bez szwedzkich znaków, dobrze?).
Jest to potężna rzeka, płynie przez Trollhattan kilkoma ramionami i tam jest jedna z potężniejszych chyba zapór i elektrowni na tej rzece. W każdym razie to ta zapora służy do regulacji poziomu wody i w Wener i w Gotcie. Spektakularne jest codzienne spuszczanie nadmiaru wody, zwłaszcza w sezonie letnim. W ciągu kilkunastu sekund zapora kilkoma kanałami wypuszcza potężne ilości wody do niemal pustego, skalistego koryta wypełniając je w całości. Strona internetowa podaje, że z każdego spustu wypada około 300 tysięcy litrów wody na sekundę. To zjawisko zawsze gromadzi sporą widownię na moście Oskara ponad zaporą. Przyznam, że choć widziałam to wiele razy, zawsze oglądam z zainteresowaniem i pewną dozą lękliwego szacunku dla potęgi natury.
Teraz, jesienią wypuszczanie wody nie odbywa się tak widowisko i nie tak regularnie, zresztą w jednym miejscu widzieliśmy paletę z cementem, drabinki i bramki, więc zapewne trwają prace konserwacyjne.
Powyżej zapór i elektrowni wznosi się góra której krawędzią biegnie ścieżka turystyczna zabezpieczona solidnym płotem. W niektórych miejscach do zbocza przymocowane są metalowe kładki – balkony skąd bez przeszkód można oglądać rzekę, koryto, mury starych i nowych budynków.
My wczoraj poszliśmy dalej niż zwykle – oczywiście zdążyliśmy się pokłócić o kierunek po drodze. W efekcie zrobiliśmy sobie spacerek siedmiokilometrowy. Z czego kilka razy było trzeba zejść w dół lub wejść na górę po schodach na wysokość pięter.
Moje kolana oraz mój krzyż mszczą się dziś na mnie.
Ale jaki tam były widoki..!










