125

Kiepskie spanie….jeszcze gorsze wstawanie.

Październik przyszedł z przytupem. Wczoraj rano były tylko 4stopnie. I wiało…a to niespodzianka. Fakt, że ładnie było, zwłaszcza rano, przed ósmą, gdy słońce jeszcze nisko. Taka – fotograficzna pogoda.

Byłam u Gulsum. Kiedyś, dawno temu, w czasach gdy chodziłyśmy na SFI (Svenska för invandrare) bylyśmy bardzo zżyte, choć ona młodsza i mogłaby w sumie być moją córką. Ale wiadomo, że jak coś iskrzy to wiek nie ma znaczenia.
Potem się nam kontakty rozlazły. Bo ja walczyłam z depresją i nie miałam siły wychodzić z domu i odwoływałam kolejne spotkania, a ona w międzyczasie urodziła dwójkę dzieci, a to też nie ułatwiało uprawiania życia towarzyskiego. Jej starsze dziecko było dzieckiem wymagającym co znaczy, że w zasadzie cały czas żądała matczynej uwagi. Weź tu porozmawiaj jak dzieciak co sekunda wyje…
Mąż G, wychowany w bułgarsko-tureckiej rodzinie jakoś nie widział powodu by nadmiernie się angażować w wychowanie dzieci. I tak dobrze, bo chłopak jest zapobiegliwy i nawet w Szwecji umiał zawsze znaleźć okazję do dodatkowego zarobku dzięki czemu szybko kupili mieszkanie w centrum miasta.
Mimo to G narzekała, bo zmęczona dzieckiem które miała przez 24/24 na dobę a chłop zostawiona z dzieciakiem na 30minut nie wiedział co z ryczącym począć.
Jak chodziła w ciąży z drugim dzieckiem to już nie byłyśmy tak blisko, ale któregoś razu miałam chęć tego jej chłopa złapać za czuprynę.
Bo taka sytuacja: w przysklepowej restauracji on i jego kolega czy kuzyn siedzą sobie za stolikiem. A ona, z brzuchem pod nosem goni za zwiewającą córką. On jak mnie zobaczył to się rozpromienił, bo generalnie to miły człowiek jest. Ale ja tylko warknęłam, że dlaczego to ona gania za dzieciakiem, to ona powinna siedzieć spokojnie. On się tylko rozpromienił jeszcze bardziej i mówi, że on przyzwyczajona.
eM mnie odciągnął mrucząc, żebym się nie wtrącała.
No, ale od tamtej pory minęło ponad cztery lata.
G zrobiła dwuletnią szkołę i została undersköterska ( czyli coś pomiędzy pomocą pielęgniarki a siostrą PCK). Szkoła wcale nie jest banalna, obejmuje całkiem poważne szkolenie medyczne, myślę, że podobne do tego jakie były w liceach pielęgniarskich. Bo osoby po tej szkole ida do pracy w różnych placówkach. Oczywiście największa część ląduje w tzw opiece domowej czyli zajmuje się osobami starszymi w ich domach – pomagają w codziennych czynnościach takich jak sprzątanie czy higiena osobista, pilnują brania leków, monitorują stan zdrowia, ale nie tylko do tego przygotowuje szkoła. Pracuje się w przychodniach, w szpitalach, w domach opieki różnej maści. Rynek jest ogromny i nadal wchłania każdego, kto tylko chce tak pracować.
G zrobiła więc tę szkołę i zaczęła pracować. I wtedy sytuacja zmusiła ją by wreszcie zostawiła dzieci pod opieką męża. Bo do tej pory namawiana by choć raz na miesiąc zostawiła dzieci mężowi a sama wyszła choćby i na półgodzinny spacer broniła się zaciekle mówiąc, że on sobie nie poradzi.
Jak przyszło co do czego to się okazało, że dzieci potrafiły bez szkody na zdrowiu przeżyć dzień pod opieką ojca.
No i niedawno wpadłyśmy z G na siebie, umawiałyśmy się długo na kolejne spotkanie, bo ciągle coś. W końcu spotkałyśmy się latem. G miała wolny dzień, dzieci miały zostać z ojcem. W ostatniej chwili okazało się, że mąż G, kierowca ciężarówki, wrócił późno, a wieczorem znowu ma jechać więc G zabrała dzieci ze sobą.
Oczywiście dzieci jak dzieci: mamo a on mnie małpuje, mamo a ona na mnie oddycha, a to ona zaczął, a to ona zaczęła!
Nie spotkałyśmy się wtedy w domu, bo u mnie Tosia, która poczciwości pies jest i bardzo by chciała się do dzieci przytulać, ale większość dzieci się jej panicznie boi z powodu gabarytów. A u niej wiadomo: mąż po nocnej zmianie.
Posiedziałyśmy wtedy w Espresso House – jedyna kawiarnia w mieście gdzie dają dobrą, różnorodną kawę i ciasto inne niż szwedzkie morotkaka (ciasto marchewkowe).
No a teraz G zaprosiła mnie do siebie. Miałyśmy się zobaczyć tydzień wcześniej, ale znowu dzieci…Tym razem mała zbiła sobie paluch, był rentgen i ganianie po lekarzach.
Wczoraj poszłam. Mąż G był w domu, bo on zwyczajowo pracuje już teraz nocami – co się dobrze składa, bo jak ona ma zmianę popołudniowa to dzieciaki zostają z ojcem, aż ona nie wróci.
Gadało się nam dobrze, tylko mi się szwedzki zacina, bo mówionego używam rzadko. G nadal jest pełna ciepła, lekko naiwna (już jej pewnie tak zostanie), wierząca w cuda i ogólnie pojętego Boga. Ach, noe tak. Bo G to w zasadzie muzułmanka. Mówię w zasadzie, bo z niej taka muzułmanka jak z większości Polaków – katolicy. Chustki nie nosi i nigdy nie nosiła, nie obchodzi ramadanu, na Boże Narodzenia stawia dzieciom choinkę a mięso ja takie, jakie spodoba jej się w sklepie. (Nie, przepraszam – jednak porównywanie G do polskiego katolika jest obraźliwe dla G). G jest pełna tolerancji, stara się zrozumieć każdego człowieka, choć jej rodacy (i Bułagarzy i Turcy) potrafią ją wzburzyć, ale jednak z nimi przestaje najczęściej, choć sądzę, że to nie do końca jest jej wybór. Tak samo jak nie do końca moim wyborem jest, że moi najbliżsi znajomi w Szwecji to Polacy. Po prostu: Szwedzi nie są skłonni do integracji z „obcymi”. Bywają życzliwi, pomocni, ale trzymają dystans i nie chcą się spotykać, kolegować, odwiedzać i kawkować wspólnie. Tak mają. Dlatego szwedzkie multi-kulti jest raczej pobożnym życzeniem.
Bo jak mówi Yankie: każdy w Szwecji ma prawo ubiegać się o każdą pracę byleby była zgodna z jego wykształceniem (a małym drukiem: bylebyś nazywał się, wyglądał i mówił jak rodowity Szwed).

A my umówiłyśmy się na kolejne spotkanie. Zobaczymy co znowu jej dzieci wymyślą by nam to uniemożliwić.

4 myśli w temacie “125

  1. Znam taką, co prawda Polkę w Polsce, dzieci obsiadają ją gdy tylko się spotykamy, zresztą dość przypadkowo. Trują i zawracają głowę przez cały czas, to samo, gdy dzwonimy do siebie. Nie ma na to siły……

    Polubienie

  2. Przypomnialy mi sie Twoje opowiesci szkolne:)

    U mnie pogodowo jest podobnie: w czwartek po nocnym deszczu i silnym wietrze, wyszlo piekne slonce, ale temperatura spadla a wiatr dalej hula! Wiec siedze z kubkiem kawy na kanapie marzac o spacerze z aparatem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s