112

Są takie dni w tygodniu,
gdy nic mi się nie układa
i jak na złość wypada wszystko z rąk.
Zasłaniam wtedy okna,
w najdalszym kącie siadam
i sama z sobą chcę do ładu dojść…

Zapowiadało się dobrze.
Wstałam jak trzeba, choć spało mi się kiepsko i wciąż coś się dziwnego śniło. No ale wstałam, porobiłam to, co zawsze rankiem czyli kawa, blogi, ablucje, pies. Potem zasiadłam do pracy i szło mi tak dobrze…tak dobrze. Aż o 10:30 zadzwonił telefon. Najstarsza moja klientka miała problem. I czy ja bym mogła zadzwonić, bo ona nie rozumie, bo ktoś mówi tak dziwnie, że nie łapie ani słowa…
Strasznie nie lubię takich spraw. Nie jestem dobra sytuacjach konfliktowych jako rozjemca. Tracę cierpliwość, zaczynam mówić podniesionym głosem, bardzo nieprzyjemnym tonem, nie daję rozmówcy dojść do słowa, zakrzykuję go. A potem mam kaca bo wiem, że zamiast załagodzić zaostrzyłam sytuacje. Pół biedy jesli to moja prywatna sprawa, gorzej jak klienta.
Ale NajstarszaKlientka była zdenerwowana i rozdygotana…To tak naprawdę młoda dziewczyna, ale jest ze mną od niemal samego początku. Ostatnio miała kilka nieprzyjemnych spraw: pracownica, której się kończyła umowa, ostatniego dnia powiedziała, że ona od jutra nie przychodzi. Rzecz w tym, że wiedziała, że NK chce jej tę umowę przedłużyć, ale się do ostatniego dnia nie zająknęła o tym, że odchodzi. Zemściła się…za co? Czort wie. NK twierdzi, że pracownica ciągle miała coś, ciągle jej się coś nie podobało, ale gdy klient się poskarżył na źle wykonaną przez nią usługę to się oburzyła.
Nie byłam tam, nie znam żadnej tak naprawdę, z NK pracuję od kilku lat, wiem, że jest pracowita, skrupulatna i nie dąży do konfliktu. Pracownicy nie znam.
Tymczasem dziś NK odebrała wyżej omawiany telefon. Zadzwonił jakiś mężczyzna, nie przedstawił się, nie podał skąd dzwoni za to zaczął coś mówić o prawach pracownika, o adwokacie , padło nazwisko męża pracownicy…No i czy ja bym mogła zadzwonić i dopytać.
Myślałam, że to jakiś …nie wiem…coach z biura pracy albo ktoś taki, bo NK odmówiła byłej pracownicy referencji. A tu się okazało, że to jakiś anonimowy pan nasłany przez męża byłej pracownicy postanowił NK złajać za atmosferę w pracy.
No i poszło jak poszło. On swoje -ja swoje. Trzasnął wreszcie słuchawką.
Oddzwoniłam do NK. Powiedziałam o przebiegu rozmowy, powiedziałam, żeby się nie przejmowała i żeby zgłosiła na policję nękanie. NK się ogarnęła, chwilę potem zadzwoniła raz jeszcze, już normalnym głosem, że facet jej teraz smsy śle. Powiedziałam, żeby zablokowała, a jak będą ją nękać niech idzie na policję.
Ale zdenerwowałam się i już.
Zdenerwowałam jakby dwutorowo. Raz, że zamiast załagodzić – chyba zaogniłam czyli NAWALIŁAM. Dwa, że prawdą okazuje się twierdzenie, że człowiek może wyjechać z Polski ale Polska z człowieka nie wyjedzie, bo to jest taki typowo polonijny klimat. To jest po prostu…Dzieci w piaskownicy. Najpierw pani się obrazi, że klient śmiał się poskarżyć a szefowa zwróciła uwagę. Potem pani poskarży się mężowi. Potem mąż się postanawia odegrać w tym celu prosząc swego znajomego by napsuł krwi byłej szefowej jego żony.
Kilkanaście kilometrów od mojego miasta jest fabryka mrożonek gdzie tylko właściciel jest szwedzki. Cała reszta to Polacy. Cuda się tam podobno dzieją, bo dodatkowo wszyscy ci ludzie mieszkają w jednej miejscowości lub w sąsiednich wioskach. Podobno bywa, że połowa ludzi nie gada z drugą połową bo biorą stronę w konflikcie miedzy byłymi przyjaciółkami które sobie poodbijały mężów.
Dobrą pracę dziabli wzięli, wbijałam każdy dokument po kilka razy, cofałam się, sprawdzałam, myliłam…
Dodatkowo od kilku dni dobijam się do różnych biur rachunkowych by znaleźć dla klientki biegłego i nikt mi na maila nie odpisuje.
A potem jeszcze przyszło pismo od ubezpieczyciela, że ponieważ nie zgłosiłam szkody to grożą mi takie i siakie konsekwencje….
Jak nie zgłosiłam, jak zgłosiłam? Napisałam maila z pytaniem o co chodzi, ale znowu wysadza mnie w powietrze.
Głowa boli mimo dwóch dużych paracetamoli.
Nalałam sobie brandy z colą i lodem. Z jakiegoś powodu ci Amerykanie są zawsze tacy „keep smiling” i wyluzowani. Może jak ja bym chodziła ciągle lekko nawalona to też bym się nie stresowała życiem.
Idę po dolewkę.
Zresztą…pogoda taka, że nic tylko się upić. Jesień i to na z gatunku parszywych: zimno i wieje. Żeby choć spokojny deszcz padał, to nie.

8 myśli w temacie “112

  1. Wiesz co, Trolla? To ja sobie też należę. W grupie raźniej. Co prawda chciałam zgubić ból głowy na spacerze, z którego właśnie wróciłam, ale jak mówisz… chłodno, ciemno, a łeb nadal boli. Jak się mąż zapyta, to przecież nie piję sama… 😉

    Polubienie

    1. ja staram się nie generalizować, bo mam tu kilku fajnych rodaków, większość moich klientów jest więcej niż w porządku, ale czasem te klimaty bywają trudne. Na szczęście nie muszę przebywać z tymi, z którymi nie chcę

      Polubienie

  2. To jest tutejsze „polskie piekielko” od ktorego nalezy trzymac sie z daleka, w przeciwnym razie znajdziesz sie w „wariatkowie” albo wpadniesz w depresje, jak masz slabe nerwy. :-))))

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s