113. W snach

Nie wiem dlaczego przychodzi. Ale przychodzi dość często. Zwykle jest tylko fantomem, czymś o czym wiem, że istnieje ale nie mogę go spotkać. Męczę się wtedy i szukam, uporczywie i bez skutku.
Budzę się poirytowana i zżymam się na własny mózg, że mi takie jazdy funduje.
Czasem jest bardziej namacalny. Jest, ale odwraca ode mnie twarz, chowa oczy, wytropiony – zamyka się przede mną, odgradza innymi ludźmi i zdarzeniami.
Budzę się wtedy z przeraźliwym smutkiem, ogromnym rozczarowaniem i szarpiącą tęsknotą.
A czasem…bardzo rzadko. Jest tak jak dzisiaj. Obejmuje mnie wzrokiem, a w spojrzeniu ma uśmiech i ciepło. Dotyka mojej dłoni, jak zawsze, takim lekkim jak dotyk motyla gestem. I czuję jak coś się we mnie rozlewa i koi, jakby mi ktoś położył ciepłą dłoń wprost na sercu.
Budzę się i coś w duszy mi mówi „wszystko będzie dobrze”. Ale oczy mi wilgotnieją.

Zdarzyło się nie pierwszy raz,
Że wrócił gdzieś o wschodzie
Jak z morskiej piany biały ptak
Mój Anioł Stróż, dobrodziej…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s