21.

Wiosna się już na dobre rozgościła w powiedzie Skaraborg (wym Skarabori) aczkolwiek dość niezrównoważona to panna. Jednego dnia kocha gorąco, drugie wieje lodowatym chłodem.

No, ale zieleni się wszystko, a ta durna magnolia koło sklepu z włóczkami już zakwitła. Ta jak zawsze nadgorliwa. Pozostałych pięć dopiero ostrożnie pokazuje puchate pączki, a ta już zestrojona jak panna na wydaniu. Ani chybi Optymistka.

Za miastem, Kinnekulle w zielonej mgle. Och jak ja to lubię, szkoda, że tutaj znika to szybko i łatwo przegapić. Trawy na pastwiskach i nieużytkach jeszcze szare, ale pola już poorane a czasem jak wiatr zawieje to czuć swojski zapach gnojówki nawet w mieście. Wczoraj, gdy jechaliśmy z Tosią na spacer już wiedzieliśmy w którym miejscu zamknąć wentylację.

Przedwczoraj skręciliśmy na jedną taką zapomnianą plażę. Kiedyś bywaliśmy tam regularnie z PSunią, po jej śmierci nie mogliśmy. Bolało.
Teraz zajechaliśmy. Parking od plaży oddzielał szlaban z groźnym napisem „Psy nie mogą odwiedzać obszaru plaży”. Polska dusza w nas się odezwała, tym bardziej, że mieliśmy za sobą czterdziestominutowy spacer podczas którego Tosia załatwiła swe potrzeby. Przeszliśmy za szlaban sami sobie wyszukując usprawiedliwienia: że pies na smyczy, że tylko do wody a poza tym nie ma wszak jeszcze sezonu.
Nikt się nas nie czepiał, bo nikogo nie było poza czaplą i kilkoma kaczkami w sąsiedniej zatoczce. Tosia poniuchała, napiła się wody, my popatrzyliśmy. A potem odkryliśmy ślady naszych bliźnich: zgniecione puszki wciśnięte między kamienia, butelka napoju do połowy pełna i plastikowe kubki, torba foliowa pełna śmieci. eM pieczołowicie udokumentował każdy ślad, dodał do tego zdjęcie szlabanu i wrzucił na fejsa z oburzonym komentarzem : żaden pies nie zostawia takich śmieci!
Tu dygresja będzie.
W Szwecji się zbiera psie kupy. Z tym, że są tacy co tego nie robią, ostatnio jakby coraz więcej. No ale są i tacy co robią to nadgorliwie i zbierają kupy swych pupili nawet na łonie natury. Problem w tym, że jak już przejdą np. cały Hindens Rev od nasady do czubka i z powrotem i całą te trasę niosą kupę swego psa w woreczku, to na parkingu okazuje się, że nie ma tej kupy gdzie wyrzucić. Po drodze zresztą też nie ma. Nie ma kosza na śmieci, żadnego. Co wtedy? Zostawiają ten zawiązany woreczek na parkingu albo na ścieżce. A folia jak wiadomo trwała jest.
Czy mylę się uważając, że już lepiej nie zebrać, ew. patykiem zgarnąć, żeby nie leżało na środku ścieżki?

Wracamy do tematu.
Jak wracaliśmy do auta to zobaczyłam wynurzającą się z lasu starszą parę z foliowymi torebkami w rękach. W torebkach coś się zieleniło. Natychmiast mnie olśniło: Kinnekulle (wymawia się Sinekule), wiosna, zielone liście…Ramslök! Czosnek niedźwiedzi!
– Hej! – odezwałam się przyjaznym tonem do pana – Czy to czosnek niedźwiedzi?
Podszedł bliżej. Za nim jego partnerka.
– Czy to berner sennen? – zapytała
– Tak, oczywiście, że możesz pogłaskać, ona to lubi. Zbierałeś ramslök?
Pan otworzył torebkę. Zaleciało smakowicie. eM się zdziwił, bo nie wiedział co to.
Pan wyjął jeden liść podobny do liścia konwalii i przełamał. Zapach zintensywniał.
– Skąd wiesz, że to ramslök? Łatwo pomylić z konwalią, a to niebezpieczne – zaniepokoiłam się.
– Konwalia tak nie pachnie, zobacz, wystarczy rozetrzeć w palcach – zaprezentował. eM zaciągnął się z zapachem z lubością. Pan podał mu liść:
– Smaka (spróbuj).
Spróbował. Oczy mu wyszły na wierzch.
– Będziemy robić zupę – pochwalił się pan.
– Zupy nie znam. Ale spróbuję – obiecałam.
W samochodzie eM ział ogniem.
– Ale to ostre! Co to jest?
Wyjaśniłam. Umówiliśmy się, że nazajutrz weźmiemy jakąś torbę i nazbieramy dla siebie.
Pierwszy raz o czosnku niedźwiedzim usłyszałam w jakiejś reklamie. Potem przeczytałam w jakiejś książce o Polakach zesłanych na Syberii, że bohaterka rozpoznała to ziele, nazbierała, ususzyła, dzięki czemu ona i jej mała córka przeżyły tę pierwszą zimę. Potem, na początku mojego mieszkania w Szwecji, byliśmy z PSunią na spacerze w innymi miejscu, ale też na Kinnekulle. Spotkałam wtedy też jakich starszych ludzi, którzy mi wyjaśnili, że ten dziwny zapach to od tych białych kwiatków, a te kwiatki to ramslök. Jakim cudem zapamiętałam nazwę – nie wiem, ale nie skojarzyłam jej z czosnkiem niedźwiedzim wtedy. W zeszłym roku gdzieś natknęłam się na artykuł o właściwościach tego ziela, a potem kupiłam pesto, które zawiozłam do Polski. Pachniało nieziemsko, ale nie spróbowałam.
Wczoraj nazbierałam liści. Zmiksowałam. Dodałam oleju, soku z cytryny i szczyptę soli. Mam i ja. Zielone, szwedzkie złoto, wasabi północy. Pesto/pastę czosnku niedźwiedziego.

Będzie do …wszystkiego. Do sosu, zupy, mięsa i moich chlebowych mazideł. Szkoda, że nie da się tego przechować w zamrażarce. Ani uhodować w doniczce na balkonie. Nie można też zbierać za dużo bo jest pod częściową ochroną i zbierać można tylko w obrębie Kinnekulle (podobno, muszę sprawdzić).

I tak minął weekend. A co u was?

6 myśli w temacie “21.

  1. ale zapachniało!
    w moim lokalnym sklepie jest tylko kiełbasa z czosnkiem niedźwiedzim. Podobno w lesie oddalonym ode mnie o 20 km jest tego czosnku zatrzęsienie. Ciekawe… jeśli znajdę czas, pojadę z ciekawości zobaczyć 🙂

    Polubienie

    1. lubisz czosnek i piekący smak? To ci posmakuje. Wygląda jak konwalia!! Uważaj! Rozetrzyj liść w palcach – poczujesz …zapach jedzenia, z lekką nutą czosnku. Ostatecznie ugryź – poczujesz pieczenie na języku, ostrzejsze niż przy najostrzejszej rzodkiewce.
      Jak masz w ogródku to ci powiem, że masz złoto. Susz, rób pesto, dawaj rodzinie cały rok, a najwięcej zimą. Ma tę zaletę, że się po nim nie jedzie czosnkiem. Teraz jest ostatnia pora by liście nie były zbyt włókniste.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s