66.

Wreszcie wiem co z tym krosnem (krosnami?!) Niezależnie od siebie dwie osoby dostarczyły mi materiału poglądowego w postaci filmiku na YT.
Zatem mogę się dziś zabierać za zabawę.
O ile mnie wena twórcza nie pogoni.
Bo znowu od kilku dni świerzbią palce. Rzecz w tym, że ta Ada zaczyna żyć własnym życiem. Wczoraj na przykład z uporem maniaka wybierała się do przyjaciółki na Sylwestra. Nie wiem po co. Trzy raz zawracałam ją z drogi, a ona swoje. I poszła. W nagrodę za upór dostała całusa i oświadczenie całkiem obcego faceta, że jest piękną kobietą.
Nie pytajcie mnie, nie wiem po co jej to spotkanie. Ona pewnie pewnie i pewnie mnie do tego doprowadzi.
Ledwie wygrzebałam się z tego przełomu 97/98 żeby pójść do łóżka o ludzkiej porze a nie jak w niedzielę o 1.30.
Dziś mam jakieś dziwne spotkanie z koleżanką po fachu, Iriną. Nie wiem co może chcieć, choć nieco się domyślam, ciekawe czy trafnie.
Firma dla której sprzątam przechodzi kolejne przeobrażenia. Znowu będę miała nowych szefów. Taaaa…ta bezpośrednio nade mną już się wykazała.
Mona wzięła urlop na jeden dzień, na wczoraj. Mówiła o tym od ponad miesiąca. Tymczasem w piątek Pełniąca Obowiązki Szefowej zadzwoniła do mnie:
– Wiesz, że Mona bierze wolny przyszły tygodzień?
– Cały tydzień czy jeden dzień?
– Yyyyyy…
– Sprawdź dobrze, bo mnie wydaje, że jeden dzień tylko…
A jak wy pracujecie? Jak normalnie? A jak teraz Saba na urlopie? Nie mogła zapamiętać, no ale okej, dużo informacji, imiona egzotyczne a nie normalne szwedzkie Britt-Rose czy Vendela, wiadomo, że ciężko zapamiętać. Zlitowałam  się, obiecałam maila, napisałam, opisałam co trzeba wysłałam
O 14 znowu telefon. No tak, Mona chce tylko poniedziałek. I jak my pracujemy…
– Wysłałam ci maila, masz wszystko w mailu.
– A, prawda, no tak…To jak wypracujecie?
I że Mony nie będzie w poniedziałek i ktoś musi wziąć za nią jej zmianę.
Tłumaczyłam:
Mam inną pracę ( mój Szwed od tłumaczeń jest koszmarnie zaniedbany) i nie dam rady wziąć pracy za Monę tym bardziej, że ona ma jeszcze jedno miejsce gdzie czas pracy koliduje z tym moim normalnym czasem.
Acha. No to problem, bo ona nie ma zastępstwa.
– No to może pora znaleźć kogoś ekstra – ja
– Ale zazwyczaj to się ludzie nawzajem zastępują
– Ale mówię ci, że po pierwsze mam inną pracę i nie dam rady, po drugie czas pracy Mony w aptece koliduje z moim czasem tu.
Acha. To ona nie wie…I co teraz
Miałam na końcu języka tekst, że za zarządzanie to ona bierze pieniądze, na pewno większe niż ja za sprzątanie więc może niech wykona po prostu swoje obowiązki. Oraz, że ja się wcale nie dziwię, że ma problem, skoro bierze się za to w piątek o 14.
Zmilczałam, powiedziałam tylko, że niestety ja jej nie pomogę.
I co? Kto zgadnie?
Oczywiście! Nikogo nie było. Jak weszłam wczoraj do pracy to nie wiedziałam od czego zacząć. A ta mi jeszcze zaczęła wydzwaniać. Zignorowałam. Po pierwsze dlatego, że nie miałam czasu na pogawędki i tłumaczenie po kilka razy tego samego. Po drugie: ilekroć ktoś z nas dzwoni to nikt telefonu nie odbiera, no to zobacz jak to fajnie. Po trzecie: mój prywatny telefon, naprawdę nie muszę go odbierać bo szefowa dzwoni.
Wreszcie jak się obrobiłam (półtorej godziny, pot cieknący po tyłku i stres ) oddzwoniłam.
I co? Bo jej ktoś tam zadzwonił i mówił, że kuchni to góra garów.
– No i właśnie dlatego nie odbierałam.
– Ale zajmiesz się tym?
– Już się zajęłam.
– Acha, okej. A toalety? Bo wiesz, to najważniejsze
– Też się tym zajęłam
– A w kuchni?
I tak kilka razy.
Nie wiem czy bardziej nienawidzę samej pracy czy bardziej tej firmy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s