Kocio

Nie, na to się nie …

Nie, na to się nie decydowałam, biorąc psiaka.
Miałam patrzeć jak Kocio ustawia szczeniaka w stadzie, jak dobitnie daje do zrozumienia, że moje łóżko to wyłącznie jego teren, jak z wysokości pralki albo ławy Kocio edukuje psicę w kwestiach hierarchii społecznej…
Nic z tego.
Po dziesięciu dniach obraz Kocia zmalał. Zostało mi w zasadzie pół kota.
Od razu pobiegłam do pobliskiej kliniki.
Gdzie zostawiono mnie z niczym, bowiem przyznałam się, iż urlop zdrenował mi portfel, a do wypłaty jeszcze dwa dni. Łaskawie ustalono termin wizyty na za dwa dni.
To niewiarygodne! W Szwecji?! Gdzie ludzie sobie ufają, gdzie kupując coś prze internet pierwszy raz od razu możesz wybrać rodzaj płatności „faktura” czyli zapłata po 30 dniach od otrzymania towaru?! Gdzie zwierzęta są członkami rodzin i traktowane są z całym szacunkiem?! Naprawdę ktoś odmówił pomocy ewidentnie cierpiącemu kotu? W dodatku, w klinice gdzie już jesteśmy zarejestrowani!
Nie wiem co mnie bardziej porusza.
Widoczne cierpienie Kocia czy znieczulica młodej Sofie?
Nie było Katariny. Katarina, wierzę w to święcie, Katarina machnęłaby ręką. I zbadałaby Kocia tak szybko i tak dokładnie jak tylko się da. Dałaby mu kroplówkę. I może coś na uspokojenie i uśmierzenie bólu. Katarina jest doktorem starej daty, ale takim, że mogłabym sobie nawet ogon wyhodować by w razie czego zostać jej pacjentem.
Jest mi smutno.
To nie tak miało być.
I strasznie się boję, że Kocio odejdzie. A ja nie jestem na to gotowa. Jeszcze nie. Nie teraz. Proszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s