Rollercaster – ostatni zjazd

Czyli epilog do …

Czyli epilog do wpisu Rollercaster

 

Człowiek uzależniony od alkoholu zawsze znajdzie powód i towarzystwo do picia. W przypadku mojej matki była to kuzynka. Było to o tyle gorsze, że kuzynka mieszkała po drugiej stronie podwórka.
Nie zawsze piły razem, ale gdy już…Wtedy były najgorsze jazdy: wyzwiska, groźby, plucie najgorszą nienawiścią.
Oooo…Pamiętam, do końca życia będę miała w głowie te teksty:
– Ciociuś, ale co się Kaśką przejmujesz, na łasce u ciebie siedzi, nie zasługuje na taką matkę, gdybym ja taką miała, co ma gówniara do gadania, za swoje pijesz, ciężko pracujesz to wolno ci odpocząć…
I tak dalej, i tak dalej.
Ciociuś był na zawołanie.
Pożyczyć pieniędzy, uciec przed pijanym mężem, zaopiekować się dzieckiem, wesprzeć. Bo przecież rodzina, najbliższa rodzina, siostrzenica, od jedynej siostry.
Wreszcie wyjechała. Znalazła sobie swoje szczęście gdzie indziej, z kim innym piła i z kim innym pić przestała, gdy zdrowie już pić nie pozwoliło.
Po jakimś czasie zaczęła przyjeżdżać. Gdy życie w jej osobistym piekiełku stawało się nie do zniesienia, pod pretekstem badań, wizyt u lekarzy, zjeżdżała do Miasteczka i zakotwiczała u matki na długie tygodnie, które przechodziły w miesiące. Nie dokładała się do opłat, ani do jedzenia, w ramach podziękowań znosząc chińskie badziewie ze sklepu „wszystko za 5 złotych”.
Jakiś czas potem pojawiła się druga siostrzenica.
Ta na odmianę nigdy nie piła przeciwnie niż jej mąż, świadek Jehowy, który uwielbiał. Tylko u siebie, w małej dziurze na Mazurach, nie mógł sobie pozwolić jako praktykujący Jehowita. Więc co kilka tygodni był wyjazd do cioci. Ciocia wódkę postawiła, żarcia nagotowała, zaopiekowała się i jeszcze kasę na drogę powrotną „pożyczyła”.
Zdanie córki było nieważne. Nie liczyła się w ogóle, bo nie ma nic do gadania głupia gówniara co myśli, że wszystkie rozumy zjadła, a nie wie, że rodzina to się powinna trzymać razem.
I tak się trzymała. Do teraz.
Kiedy windykatorzy różnej maści zaczęli nachodzić matkę zabierając ile tylko się dało z emerytury (pozdrawiam wszystkich wierzących w tanie kredyty), nie było już pieniędzy na goszczenie ukochanych siostrzenic. I skończyły się przewlekłe wizyty.

Kiedy jasnym się stało, że mój osobisty rollercaster zmierza ku ostatniemu zjazdowi, pojawiła się konieczność zapewnienia matce opieki. Najlepiej całodobowej. Być może na okres niedługi, póki matka po operacji nie dojdzie do sprawności na tyle by samodzielnie pójść do toalety czy zrobić sobie kanapkę a nim postęp choroby przykuje ją na powrót na łóżka.
Oczywiście są opiekunki z MOPSu. Ale uchawałą Rady Miasta koszt ich pracy obciąża mnie. Jak nie podpiszę zobowiązania, że pokryję koszty, to opiekunka do matki nie przyjdzie. Zamiast tego matka może trafić do zakładu opieki lub hospicjum.
Zakład opieki? Hospicjum? Matka, która odmówiła leczenia, bo nie chce mieć więcej do czynienia ze szpitalami?
Koszt opiekunki? Nieśmiało zapytałam sąsiadkę.
Sąsiadka Gośka, wykwalifikowana, bezrobotna pielęgniarka, kolejna koleżanka od kieliszka, która pomieszkiwała u matki, kąpała się, prała, gotowała, bo w jej mieszkaniu przez jakiś czas odłączono media. Gośka zażyczyła sobie 1 tysiąc złotych, za to że przyjdzie popołudniami (rano zajmie się nią opiekunka z MOPSu przecież, stwierdziła), podzieli się ugotowanym obiadem, pomoże w wieczornej toalecie, dopilnuje lekarstw.
Gdy przeliczyłam koszt opiekunki z MOPSu + koszt Gośki na korony to wychodzi połowa mojej miesięcznej pensji! Miesięcznej, przy optymistycznym założeniu, że będę nadal miała pracę w biurze, bo jak ją stracę, to płaca ze sprzątania nie pokryje całości. A co z opłatami? Z lekami? Środkami higienicznymi? Powiedzmy, że na jedzenie wystarczyłaby ta resztka z emerytury. A reszta?
Zdesperowana zadzwoniłam do kuzynki pierwszej.
Zreferowałam sprawę. Nie chcę za darmo, wiem, że im się też nie przelewa. Wiem też, że to ogromny ciężar i powinien kosztować, ale nie mam więcej.  Zapłacę ten tysiąc, który miałam dać Gośce. Przynajmniej będę spokojna, że nikt nie przepije matce pieniędzy i nie zostawi na czas picia matki bez pomocy.
– Ale ja po operacji jestem – usłyszałam od Alki – Może Ewa?
– Nie mogę, dopiero z Niemiec wróciłam, jesienią znowu jadę, to nie mogę. Może Ala? – usłyszałam od Ewki. – Po operacji? Alka? Przecież ona miała operację pół roku temu!

Pożegnałam się przerywając kuzynce w pół słowa.
Pieniądze z banku wybierze Pani Prezes Wspólnoty.
Dziewczyny z MOPSu obiecały stanąć na głowie i znaleźć kumatą opiekunkę już od poniedziałku. Na godzinę rano i godzinę wieczorem.  Jedna z pań z MOPSu zostawiła mi swój prywatny numer telefonu. Na wszelki wypadek.
Te kilka dni zajmuje się mamą Gośka, której zapłacę według stawki jaką podała.
Obiady zamówię w kateringu.
A kiedy już nie będzie innego wyjścia…Trudno. Będzie musiało być hospicjum.

A potem…
Potem będę wolna.
 
 



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s