Codziennik

Pora spojrzeć …

Pora spojrzeć prawdzie w oczy – jesień przyszła i nie ma na to rady. Gorzej, że tegorocznej jesieni daleko do złocistości i łagodności. Jesień tegoroczna jest brutalna i daje żadnych złudzeń: jest zimno i ciemno a będzie jeszcze zimniej i jeszcze ciemniej. Ranki wstają słoneczne, złote, ale zaraz zrywa się zimny wicher, nagania chmury – każdego dnia z innej strony świata, ale zawsze tak samo zimne i deszczowe.
Umęczona bólem głowy i zgagą , tydzień temu poszłam do lekarza. Na zgagę jakiś oeprazol i uspokojenie, że sama zgaga to za mało przyjemności jak na helikoptery. Na głowę, a konkretnie na zatoki krople z kortyzonem ( kortyzon! co za niespodzianka!). Cóż do wyboru miałam jeszcze czyściutką  penicylinę, a to wątpliwa atrakcja dla skopanego żołądka, więc się nie upierałam. Lekarz nie Kaszpirowski – przykładaniem rąk i liczeniem do dziesięciu zatok nie wyleczy. Opukał mnie jednak na tyle solidnie, że po wizycie u niego przez piątek i sobotę ból głowy nie poddawał się żadnej medycynie ani chemicznej ani ludowej, ani żadnym innym zabiegom…
No ale zakraplałam ten nos dwa razy dziennie, wg przykazań. Wreszcie poczułam ulgę. A następnego dnia – czyli wczoraj głowa nie bolała, ale bolało gardło. Świństwo spływa po gardle zamiast przez nos? Co jest u licha ? Oddycham normalnie, nos jest zatem drożny dlaczego więc zatoki oczyszczają się do gardła ?
Dziś rano wstałam jak zaczadzona – znów ból głowy, choć nie w części twarzowej. Taki…chorobowo-gorączkowy ból. Znaczy zatoki się pewnie oczyszczają, ale świństwo dalej płynie po gardle i daje nową infekcję. Fajnie: dziś mam Zozola, jutro wieczorem gości. Nie ma to jak sobie przygotować wiele atrakcji.
Co robić ? Oeprazol uspokoił żołądek, ale na tę penicylinę nie mam chęci, tym bardziej, że coś mi świta, że antybiotyk w zatokach przynosowych działa raczej „niebardzo”. Znacie domowe sposoby na zmuszenie śluzu do spływania nosem zamiast gardłem ? Chyba wolę katar…
Na razie dam gardłu płukankę z soli. Na pewno nie zaszkodzi.
Żeby jednak nie było zbyt monotonnie, że tylko zatoki – nos- gardło to ręka postanowiła uatrakcyjnić mi istnienie. I odmawia współpracy. Internet mówi, że to co mam to „łokieć tenisisy”. Ból w zewnętrznej części łokcia, ból w stawie nadgarstka gdy zaciskam na czymś dłoń. Jak to zwał, tak to zwał, najbardziej atrakcyjne są wieczory i noce. Ręka wystawiona spod kołdry rwie od łokcia po czubki palców. Bo nadal uznaję 17 stopni za optymalną temperaturę w sypialni. Po za tym nos to lubi. Mam więc do wyboru spać w ciepłku i dusić się z zatkanym nosem i wyschniętym na wiór gardłem, albo w zimnym i budzić się kilka razy w nocy z powodu szarpiącego bólu ręki…Doprawdy, czasem mam wrażenie, że moje części składowe prowadzą ze sobą nieustającą wojnę podjazdową. O takich drobiazgach jak ból bioder wieczorem i sztywność kolan rano to już nawet wspominać nie ma po co bo to małe miki jest w porównaniu do ręki. Prawej ręki. Za zmuszanie jej do ciężkiej pracy jaką jest pisanie za chwilę tez zapłacę swoją cenę. 
No ale tak podobno jest – jak masz prawie pięćdziesiąt lat, budzisz się  rano i nic cię nie boli to znaczy, że nie żyjesz.

Przepraszam, że ja tak cięgle tu mnie boli, tu mnie koli, to mnie nie dotykaj, ale czasem muszę. Rodzina nie zwraca uwagi, a wy nie macie innego wyjścia, bo może jednak na koniec powiem coś ciekawego.
No. Powiem.
Kot, wylizawszy się z ran po Arogancie, zaczął na powrót domagać się spacerów. Przy czym samo otwarcie drzwi jednych i drugich nie były dostateczną wskazówką „a idź!”. Siadał w progu, koło nóg i czekał. Ja kilka kroków na zewnątrz, on za mną…Noż, mamisynek normalny „pójdem ale z mamusiom”. No dobra, zaczęłam go wyprowadzać od początku. Aż do wczoraj, kiedy na resztce trawki zobaczył Razmusa. Napluł na niego, nawarczał, napuszył się i skoczył. Razmus pacyfista jest, cała jego postawa mówiła „jestem malutki, milutki, nie bij!” Nie wiem jak to się stało, że Zbój znalazł się przy schodkach. Ryzykując …no może nie życie, ale gustowne sznyty, złapałam za tyłek, wepchnęłam do klatki schodowej i zatrzasnęłam drzwi. Nie będę ryzykować utratą dobrosąsiedzkich stosunków dla kociego szaleństwa.

No. Rączka właśnie mówi – a chała, albo mi dasz odpocząć, albo…
Ulegam pod szantażem. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s