Tapety

Pomyślałam, że w …

Pomyślałam, że w oczekiwaniu na stolarza mogę już zacząć wybierać tapety. Najpierw na stronie sklepu się napalałam, na różne takie. Na przykład – delikatna zieleń, a na jednej ze ścian brzozowe gałązki w takim samym odcieniu. Kuchnia słoneczna, jasna, ta zieleń, i brzozy, aż się prosiły, ale. Rozsądek podpowiadał, żeby się nie zżywać z pomysłami, bo wątpliwym jest by w czynszowym mieszkaniu zechciano położyć tapetę po 500 kr za rolkę. 500 kr czyli jakieś 250 plnów.  Biorąc nawet różnice w zarobkach pod uwagę to jednak nieco drogo.
No, ale może jednak uda mi się coś wybrać nawet z tego co mi dadzą do wyboru ?
Wzięłam wczoraj katalogi i dopadłam ich w domu jak pies gończy, prawie ze ślinotokiem. Dopadłam, przeleciałam…i zdechłam. No bo ja się spodziewałam, że wybór nie będzie łatwy. Ale spodziewałam się…że tak powiem…bardziej optymistycznie. To znaczy ja sądziłam, że wybrać będę musiała między śliczną a piękną. A tu zawód. Bo muszę wybrać między szarą a szaroburą.
Co ja zrobię, że jak to dziecku komunizmu, szare, beżowe, poszarzone odcienie wszelkich kolorów, zawsze będą mi się kojarzyć z papierem pakowym w jaki zawijano rybę i mięso i nic pięknego i eleganckiego w tym nie widzę. No nie widzę. Ja lubię kolor. Zieleń ma być wyraźna, błękit ma być wyraźny, czerwień ma być ostra. A tu wszystko jest jakby ze spłukanego pędzla. Nawet biel.
Dziecko wezwane do pomocy, obejrzało kilka stron, pokręciło głową z dezaprobatą, odmówiło dalszej pomocy twierdząc, że te barwy działają na niego depresyjnie.
Mąż zasiadł na katalogami z miną "nie znasz się" i "ja ci pokażę ładne" …i w końcu "ja też się chyba nie znam".
W założeniu kuchnia miała być niebieska. Bo to dobry kolor dla kuchni, bo podobno muchy nie lubią dużych połaci błękitu. Tylko, że błękit w tych katalogach bardziej przypominał niebo deszczowe niż słoneczne. A tu zieleń migotała w zakamarkach duszy. Rozgoniłam męża pomysł na niebieskie, a raczej szaro-bure pasy. Za to pozwoliłam samodzielnie decydować o przedpokoju.
Wybraliśmy jedyne co nam się wydawało najmniej brzydkie.
Kuchnia będzie w rozwodnionej zieleni. Z jedną ścianą w kwiatowy motyw w tym samym odcieniu zieleni. Mąż naturalnie już by naćkał mi tych kwiatków po jednym pasku wszędzie, ale to mu wybiję z głowy w trakcie.
Przedpokój będzie w czarno białe motywy drzew.
Ja się skłaniałam ku czarnym szkicom domów, też było fajne.
I jeszcze czerwień mi się podobała, ale wtedy nikt by skrzyni nie widział.
A dziś rano przejrzałam katalogi raz jeszcze, żeby się upewnić co do wyboru w dziennym świetle. O ile to co mam za oknem dzisiaj można nazwać światłem dziennym a nie zmierzchem. Ale wynalazłam jeszcze jedną fajną kombinację, ale nie do kuchni. Bo kuchnia wciąż mi zielenieje.
I fajne do dużego pokoju znalazłam – szaro-srebrny mazaj na białym tle. I jako kontrast – jedna ściana ostro czerwona. Nawet nie cała, tylko na środku. I zasłonki- panele z szaro-czerwonymi motywami na białym tle.
I było jeszcze kilka innych wzorków, które bym zastosowała.
No, ale po za tym, to naprawdę już nie było w czym wybierać. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s