Zza sceny

Młody ostatnimi czasy …

Młody ostatnimi czasy otrzymał nowe przezwiska. Matka go tytułuje Długim, ojciec nazywa Janki (od yankie). Informuję, bo jak mi się wypsnie to zaczniecie mnie pytać czy mam nowego syna czy coś.
Ewoluujemy.
Ostatnio doszłam do wniosku, że Młody zmieniając miejsce zamieszkania w bonusie dostał dwa lata dzieciństwa extra. W Polsce już by się szykował do wylotu z domu: na studia bądź do roboty a tu jeszcze dwa lata przed nim. My też często jakoś zapominamy, że mamy w domu dorosłego faceta a nie nastoletnie chłopię. Czego skutkiem bywają chwile takie jak wczoraj.
Młody, zwany inaczej Janki, był bowiem wczoraj na koncercie Iron Maiden. Bilet dziecko kupiło rok temu i rok temu otrzymał od ojca zapewnienie, że zostanie dowieziony i przywieziony z koncertu w Goeteborgu przy aplauzie mamusi, która w cichości ducha zastanawia się, czy gdyby dziecię wybierało się np. na Zlot Techno czy Koncert Graczy Gier Komputerowych to czy z równym entuzjazmem spotkałaby się ta idea u obojga rodziców. Ale ponieważ "Nomad" jest jednym z naszych ulubionych to dyskusji nie było.
No i "nadejszła wiekopomna chwila" wczoraj. Pojechli(śmy).
Tu dygresja kolejna będzie.
Ile razy wjeżdżamy do Gbg, nie jest to za często, ale bywa, to mamy wrażenie, że bez względu na kierunek i tak zawsze przejeżdżamy koło stadionu Ullevi. Nie rozumiem więc jakim cudem wczoraj, tego Ullevi, które było naszym miejscem docelowym znaleźć nie mogliśmy, a wplątawszy się w drogi ekspresowe, wylądowaliśmy w zupełnie innej części miasta. Oczywiście – żadnej mapy nie wzięliśmy, że o pożyczeniu nawigacji nie wspomnę. Po co skoro w Goeteborgu wszystkie drogi prowadzą na Ullevi.
To tak na marginesie.
Znaleźliśmy w końcu Ullevi, stojąc na światłach wykopaliśmy Jankiego z auta ( bo korki i zakazy i w końcu nie wiadomo gdzie się będzie można zatrzymać).
Nadmienię jeszcze, że kawaler wyjątkowo miał dylemat w co się ubrać. W koszulkę z Iron Maiden czy…w koszulkę z Iron Maiden, bo ma dwie. Wybrał co mu w ręce wpadło.
Na bilecie było napisane, że start o 17.30. Dodaliśmy godzinkę na support i optymistycznie stwierdziliśmy, że około 21 będzie koniec. Poszliśmy na spacer do Ikea.
O 21 pod stadionem kręcił się tłum ludzi w odpowiednich koszulkach. A do wejścia stały kolejki. Co rusz zaczepiali nas ludzie z obłędem i błaganiem w oku pytając czy mamy może bilety.
Tłumy kłębiły się nieprzerwanie. I pomyli się ktoś sądząc, że była to jedynie lub w większości młodzież. Odważę się postawić tezę, że rozkład wiekowy w przedziale 18-50 był równomierny. I równomierne było też upojenie alkoholowe.
Na słuch stwierdziwszy, że to co gra to nie jest to co powinno, poszliśmy na spacer…gdzieś. Przy okazji poznaliśmy kawałek miasta. Zaciekawiły nas rowery na wynajęcia. Stoją sobie takie rowerzyki, przypięte, obok jakiś wpłatomat na kartę, ale jak to działa ? 15 czy 30 minut takiego rowerka jest gratis. Opłata za godzinę 10 kr, to nie jest dużo. Ale jak to-to odłączyć ? Jak parkować gdy np. chcę wejść do sklepu? Wie ktoś ?
O 21.30 wróciliśmy pod stadion, znalazłszy wygodne miejsce na krawężniku z tyłu sceny oddaliśmy się uciesze kontemplacji. Znaczy załapaliśmy się na koncert na tzw. krzywy ryj. Nie byliśmy jedyni.
Dredziasty jamajczyk (tak wyglądał) usiłował z nami konwersować w swenglish (swedish+english).
Policja wyciągnęła trzech panów, jednego rzuciła na glebę, dwóch po konwersacji wpuściła z powrotem. Starsza pani, w rozdeptanych różowych klapkach przechadzała się tam i siam w dłoni dzierżąc zakupiony właśnie plakat. Co kilkanaście minut przebiegał pan w czarnych spodenkach i żółtej koszulce. Jakaś para uprawiająca jogging zatrzymała się na nabranie oddechu.
Pięćdziesięciolatek z wystającym brzuchem stał oparty o billboard z reklamą piwa Cider. Jakaś para podjechała rowerami, wyciągnęli torebki Burger Kinga i pożywiali się. Pan w żółtej koszulce z każdym okrążeniem zbierał coraz większy orszak…
Ktoś zapytał ochroniarza o której koniec. Za 10 minut. Dochodziła 23. Płot się odemknął. Wjechało kilka busów, ze dwa mercedesy. Wszystkie z ciemnymi szybami. Zaroiło się od żółtych kamizelek. Za płotem zapaliły się światła pokazując trzy, otwarte kontenery i stertę kufrów.
Grupa jeszcze grała a z bram zaczął wyciekać strumyk ludzi. Coraz większy, coraz szerszy. Patrzyliśmy ze zgrozą. Wychodzić PRZED zakończeniem koncertu ??? To po co w ogóle nań iść ? Nie, duszy Szweda jednak nikt nie pojmie.

Jeszcze długa solówka, werbel…
Mignęło kilka długowłosych głów, brama się otwarła, busy, w szpalerze żółtych i pomarańczowych kamizelek śmignęły, a tłum na stadionie wszczął gwałtowny protest. Ale już nie było po co.
"Jednej minuty nawet wszystko to nie trwało,
co było przeszło, znikło, z wiatrem uleciało,
tłum się miesza kręci i tłumem być przestaje,
na opustoszałym placu milicjant zostaje"
…że zacytuję klasyka.

W tłumie ludzi była czteroosobowa rodzina z dzieciakami we wczesnonastoletnim wieku. Wszyscy w koszulkach. A z tłumu kilka wyłowiłam polskie słowa. Nasi tam też byli.
 

Janki wyszedł schrypnięty, przygłuszony, pozytywnie nakręcony.
A my stwierdziliśmy, że następnym razem pójdziemy dalej w opiece: pójdziemy z nim na koncert.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s