Mróz trzyma już od kilku tygodni.
Z początku spadło trochę śniegu, ale przyszła odwilż i deszcz i zmyło wszystko.
A dwa dni później znów przyszedł mróz, ale już bez śniegu. I tak trzyma do tej pory.
Nie są to jakieś spektakularne minusy, raczej takie takie dość przyjazne człowiekowi: od -1 do -5 w porywach do -6. Na najbliższe noce prognozują nawet i -10 w nocy, ale …Posmatrim uwidim.
Nie ma wiatru, więc temperatura -5 jest nawet przyjemna jak się wychodzi z przegrzanego domu. No i słońce, pojawia się słońce i nawet już czuć, że grzeje. I sikorki dzwonią.
Oglądałam kilka dni temu statystyki covidowe w Szwecji i te wykazują tendencję zniżkową. Wirus chyba nie lubi mrozu… Więc niech ten mróz trzyma i do marca.
W zeszłą niedzielę było parszywie: buro, ciemno, z dużą wilgotnością. Nic nam się nie chciało, wzięliśmy Tośkę tylko nad jezioro, blisko domu.
Ale dzień wcześniej było słonecznie i bezwietrznie, pojechaliśmy na plażę.
Ciągle zapominam, że zaplanowałam porobić zdjęcia ciekawym znakom ustawianym przy bocznych drogach. Znaki są ostrzegające, proszące kierowców by zwrócili uwagę na dzieci lub zwierzęta domowe.
W drodze na Svalnäs jest np. taki:

Tośka była cała szczęśliwa. Spotkaliśmy rodzinkę na tej plaży: babcia, dziadek, córka i wnuczka – wszyscy dorośli. Zobaczyli Tośkę i całą grupą się zatrzymali podziwiać. A czy „får man klappa”? (Czy można pogłaskać?) Nie można, a trzeba! Odpięliśmy smycz, a Tośka poleciała w ludzkie stado cała szczęśliwa. Zachwycali się: jaka wesoła, jaka miła, jakie ma miękkie futerko, jaka to cudowna rasa te berny, znają, mieli w rodzinie, u znajomych, u sąsiadów… Stara, stała śpiewka, ale zawsze miło słyszeć.
Nasza gmina nie jest zbyt wielka, Tośka jest tu jedynym bernem. Zdawałoby się, że po prawie sześciu latach ludzie przywykną, ale nie. Zawsze, ale to zawsze na spacerze spotkam kogoś, kto się zachwyca, chce głaskać, albo chociaż się uśmiechnie i obejrzy z wyraźną sympatią.
Ostatnio z Yankiem stwierdziliśmy, że takie Tośki to trzeba ludziom na receptę wypisywać. To naprawdę doskonale robi na duszę, że ilekroć pojawiasz się w zasięgu psiego wzroku i węchu to wita cię bezinteresowna radość i uwielbienie. Nie ma, że się nie uśmiechniesz. …

Na tej plaży, dziadek zapytał skąd z Polski jesteśmy. Powiedziałam. Podałam odległość do Gdańska (12mil) i do Obwodu Kaliningradzkiego (8mil). Dziadek sobie umiejscowił nas na mapie, bo geografia z historią to jego hobby. I dawaj nas wypytywać.
Moglibyśmy tak godzinami, bo dziadek był spragniony egzotyki 😀
To typowe dla starszego pokolenia: oni są ciekawi Polski, jej historii, często nawet wiedzą sporo, ale zawsze zaskakuje ich informacja, że mój ojciec urodził się na Litwie, koło Wilna, bo to była Polska.
Takie to było miłe popołudnie.
Tydzień przeleciał wedle schematu: śpię do 4, wstaję, pracuję do 6. Potem zasypiam godzinę-dwie, potem idę z psem, a potem to inni ludzie organizuja mi czas, a ja pomiędzy telefonem, wizytą, sprawami rodzinnymi usiłuję pracować.
We czwartek miałam migrenę, ale taką, że hohoho…Nic nie pomogło. Jeszcze w piatek wstałam z bólem głowy (już tylko) i poczuciam „kaca”.
A wczoraj od rana słońce.
To pojechaliśmy oglądać wodospady, czy zmarzły.
Po drugiej stronie Hunneberg jest bardziej biało. I mroźniej, a przecież wciąż jesteśmy nad Vener.

Wodospady zamarzły częściowo.
Znowu nie umiem pokazać piękna, choć próbuję…
W ziemi tutaj pełno jest rudy żelaza i z tego powodu wody w większości potoków i stawów są brązowe.













Z wodospadów pojechaliśmy jeszcze do Västra Tunhem, żeby sprawdzić co woda i mróz zrobiły w grotach. A jechaliśmy tak:







A dziś znowu szaro, lekka wilgoć w powietrzu choć mróz, więc mniej fajnie.
Nie jedziemy nigdzie.
Chyba nastawię barszcz do kiszenia, znalazłam prosty przepis na YT u Tomasz Strzelczyka, bo to podobno samo zdrowie. Nie przepadam za buraczkami, ale może mi podpasuje?
Chciałabym jeszcze spróbować kimchi, nawet jest u mnie w sklepie w słoiku…ale wygląda mało przyjemnie. Ktoś z was jadł?














