Córcia wczoraj zaliczyła egzamin z jazdy i została pełnoprawnym użytkownikiem dróg. O czym donosi dumna mamusia.
Teraz szuka samochodu…
ych… uśmiecham się… jak to życie weryfikuje poglądy.
Jak kupiłam samochód na kredyt dziecko rzekło „Ale wiesz, że jeśli musisz na coś brać kredyt to tak naprawdę cię na to nie stać”.
Nie przyszło mi wtedy do głowy zapytać ją czy takim razie stać ją na nowego IPhone co dwa-trzy lata…
Potem zaczęła się uczyć jeździć.
I ciągle gadała, że ona to chce samochód elektryczny.
I całkiem nowy.
I w leasingu, bo to najwygodniej.
Teraz ogląda benzyniaki, kilkuletnie i na kredyt.
Na czym stanie – zobaczymy.
Póki co wyboru za bardzo nie ma. Bo rynek nadal nadal kiepski, w dodatku małe samochody, zwłaszcza nowe, cenowo nie ustępują tym większym.W dodatku ona chce konkretną markę, konkretny model. Wszystkie inne są „nudne”. Mały, bo w mieście mały jest praktyczniejszy. Takie…skrzyżowanie roweru z wózkiem na zakupy.
Yankie wyłazi z paskudnej infekcji. Został mu kaszel i prawie stracił głos.
Znowu spada mu forma.
W pracy go chwalą… ale na umowę na stałe to jakoś nie ma wpływu. Od ponad roku tylko mu przedłużają umowę na kilka miesięcy.
W dodatku podwyżki żywności i energii trzepnęły go kieszeni. A od stycznia w górę idą czynsze o jakieś 10%. Chłopaki zaczynają myśleć o wynajęciu tańszego mieszkania, ale czarno ja to widzę, bo w tej firmie gdzie wynajmują (i ja też) okres oczekiwania już jest dłuższy niż 4 lata. A oni stoją w kolejce rok. Jedyna szansa, że ktoś się zechce zamienić, bo mu będzie zależało na lokalizacji w centrum.
A ja…
Znowu chyba nie zrozumiałam jakich reguł.
Słuchałam fajnego podcastu. Potem go zgubiłam. Potem znalazłam wraz se stroną autorki, która miło zapraszała do zapisania się do newslettera. Zrobiłam to. Dostałam maila, osobistego bardzo w moim odczuciu. Na końcu była prośba żeby odpisać. Odpisałam, pochwaliłam się do czego zainspirował mnie podcast. Zapytałam o zdarzenie o którym wspomina na swojej stronie. Autorka odpisała… Podziękowała za zainteresowanie, pochwaliła pracę, zasugerowała jakieś poprawki.
Podziękowałam grzecznie, obiecałam że się poprawię, ale nie wiem czy we wszystkim co sugeruje. I zadałam kolejne pytanie z gatunku osobistych.
Pisałyśmy wieczorem, potem wcześnie rano. Ja odpisałam o 4. Ona do mnie o 5. Używałyśmy formy bezpośredniej czyli Ty. Zapytałam dlaczego nie śpi o 5 rano. To było to pytanie osobiste.
Odpisała w formie „Pani” pomijając pytanie osobiste, że oczywiście ostateczna decyzja jest oczywiście moja.
I zgłupiałam.
Yyyy…
Czy ja ją czymś obraziłam? Czy w ogóle powinnam była odpowiadać na newsletter mimo zaproszenia „NAPISZ DO MNIE”? Czy powinnam była zadawać pytania osobiste, ale dotyczące treści ujawnionych na stronie?
Czy mimo nieoficjalnej formy w jakiej ona pisze w newsletterze, powinnam i ja takiej samej używać?
Dodam, że pani jest w dziedzinie, która mnie mocno interesuje, dobra. Jej podcasty wkładają mi do głowy wiele rzeczy. Nie chcę się na nią obrażać, bo widzę, że mogę się od niej wiele nauczyć. Zakładam, że czegoś nie zrozumiałam… Albo może moje któreś zdanie zabrzmiało niegrzecznie?
Co byście zrobili?
PS.
Napisałam maila.
I dostałam odpowiedź. Z nieuwagi, bo dostaje dużo maili.
Jestem przewrażliwiona …Na to nie wpadłam. Jak zawsze gdy odpowiedź jest najprostsza…






























