Kilka dni temu dostałam wiadomość od Ylvy – mojej pielęgniarki cukrzycowej – że mi gratuluje, bo mój długoterminowy cukier spadł do prawidłowej wartości.
Widziałam też, że cholesterol się wyrównał. A jak sobie zmierzyłam ciśnienie to też mieściło się w granicach normy.
Czyli wszystko dobrze, ale znowu wrócił ból głowy – ten nocny, tuż nad karkiem z lewej strony.
Tylko teraz atakuje kiedy chce, a nie tylko w nocy.
Nie pomagają ćwiczenia. Zazwyczaj wystarczyło 2-3 dni z rzędu poćwiczyć i ból znikał. Teraz niestety nie znika.
Wciąż mam jakieś nieuzasadnione niczym podejrzenie, że ten ból ma związek z tym, co jem. A konkretnie z poziomem cukru. Możliwe, że z napięciem też. Bo wczoraj sobie pozwoliłam: kartofelki + cebulka szalotka+ pomidorek wszystko pieczone. Na deser arbuz bardzo słodki oraz mało słodki kawałek pleśniaka z rabarbarem. Zero zielonych liści. Nie mogłam zasnąć, choć nie byłam przejedzona, a od posiłku minęło ponad 2 godziny.
A dziś nad ranem znowu: łup.
Dziś chyba będzie makaron…
Rozważam poproszenie synka o pomoc w robocie. Taką mam extra robótkę…
Zuzu wróciła z Polski.
No nareszcie!











































































