Termometr pokazuje -15.
Basil zakopał się w kocyku leżącym na starym fotelu, tuż przy kaloryferze.
Tosia na spacerze biegła, ale do domu nie chciała.
Ja – ubrana w dwie kurtki, wełnianą podwójną czapę, ocieplane spodnie założone na legginsy, dwie pary skarpet- czułam jak po 15 minutach chłód zaczyna ogarniać plecy, kolana, stopy…
Natomiast w nocy powietrze było tak suche, że budził mnie zatkany nos i obolałe gardło. W końcu około godziny drugiej przypomniałam sobie, że mam nawilżacz i go włączyłam. Uchyliłam też okno. Leciutko, na milimetr może, ale dopiero wtedy udało mi zasnąć porządnie.
Poza tym zachciało mi się mięsa! Słyszał to ktoś???
Kupiłam gulaszowe, wrzuciłam do żeliwnego gara i zrobiłam coś w stylu pulled pork. Jem z chlebem, lub bułką hambugerową. Jak wymyślę jakiś sos to zjem jeszcze na obiad z kartofelkami i surówką z kapusty kiszonej lub słodkiej.
Poza tym postanowiłam sprawdzić swoje opcje i założyłam konto na takim jednym portalu. Przymusu nie czuję, ale w sumie co szkodzi sprawdzić, czy rzeczywiście każda potwora znajdzie swego amatora. O czym donoszę z pewnym takim zawstydzeniem.
Nie wiem czy się odważę, ale może od czasu do czasu doniosę o postępach oraz przemyśleniach.

