Zabić kota

Kocio to ma chyba …

Kocio to ma chyba jakieś zapędy sadystyczne.
Każdy kto tu zagląda wie, że Kocio ma dwie miłości: żarcie i spanie. Potem jest Pańcio. Potem jest długo nic. Potem cała reszta.
Ja plasuję się gdzieś tak w dolnej strefie stanów niskich. I Kocio daje mi to wybitnie odczuć. Niewdzięcznik.
No tak:
Kto Kocia głąszcze jak mu wieczorem na pieszczoty się zbiera? Pańcia.
Kto Kociowi rzuca surowe mięsko przy gotowaniu obiadu?
Pańcia.
Kto Kociowi puszki z żarciem otwiera?
Pańcia.
kto broni Kocia jak się z niego wyśmiewają, że głupek, tłuśćioch i leń?
Pańcia.
A Kocio co na to?
Kocio budzi swą Pańcię co dzień rano. Wskakuje Pańci na biust, układa się na nim ja na poduszeczce ( miękko mu) i leży. Lezy tak chwilę a potem zaczyna mruczeć. Jakby mu miło było. Ale nie ma co się łudzić. Mruczenie Kocio w tym momencie nie ma na celu wyrażenia zadowolenia. Kocio mruczy bo się niecierpliwi. Bo jemu głód marsza gra. Kiedy mruczenie trwa strasznie długo ( czyli jakąś minutę) to Kocio zwielokrotnia odgłosy akustyczne i zaczyna miauczeć. Do tego jeszcze potrafi przytknąć swój zimny i mokry nos do ucha. Pewnie żeby efekty akustyczne wzmocnić. A potem jeszcze smyra łapą.
Kocio domaga się śniadania.
I nie byłoby w tym nic zdrożnego gdyby nie fakt, że on na to śniadanie wybiera porę jak najbardziej nie sprzyjającą.
Ktoś myśli, ze on to robi o trzeciej w nocy?
A może o piątej?
NIE! On to robi zawsze pięć minut przed budzikiem. Zawsze wtedy gdy człowiek ma ostatnie, najbardziej drogocenne sekundy snu. Gdy z błogością dosypia sobie jakis miły sen.
Co wieczór obiecuję sobie, że zabiję drania kapciem jak mi to zrobi nazajutrz. I co?
I ledwie otworzę oczy w poszukiwaniu kapcia Drań z triumfalnym miauczeniem zrywa się ze mnie i leci do kuchni, w progu odwraca się i wyje jeszcze głośniej i jeszcze bardziej oburzonym tonem:
– No co jest, co sie tak grzebiesz?

Zabiję go kiedyś w afekcie. Zobaczycie. A z futra zrobię sobie skórkę do grzania pleców.

Debaty świąteczne

– A co ty byś …

– A co ty byś chciała?- zadała mi rodzina tradycyjne pytanie.
– Książki- odparłam monotematycznie.
– Na pewno chcesz książkę?- zapytał mój syn wątpiąco.
Przytaknęłam z mocą.
– A nie wolałabyś czegoś innego?- zapytał
– Nie. Chcę książki- powiedziałam twardo. Bo coś czułam, że Młody ma coś w zanadrzu.
– A może chcesz najnowszą cześć przygód Garfielda? – zrezygnował z podchodów.
– Nie.Nie chcę.
– Ale lubisz koty?
– Ale na gwiazdkę chcę książki.
– Eeeee…- zacukał się Młody- To wybierz co wolisz: Garfielda czy…Garfielda
– Książki
– Ale jesteś nudna…Garfield jest fajny- zachęcał. 

Ze spraw przyziemnych

Dostałam ci ja …

Dostałam ci ja onegdnaj sms-a:
"Jeszcze dwa dni trwa promocja- przyjdź i kup jedną rzecz, drugą dostaniesz gratis"
A ponieważ mąż w miał jakieś zajęcie w pobliżu rzeczonego sklepu, to weszłam- tak bezmyślnie. Dopiero gdy usłyszałam jak jakaś pani pytała w kasie o promocję z sms-a to mi sie skojarzyło.
Mąż się grzebał z robotą, a ja oblazłam spokojnie wszystkie półki, wieszaki i regały.
Wybrałam z 6 rzeczy, poszłam do przymierzalni.
Najpierw poszły upragnione przeze mnie bluzki- koszulki bawełniane. Wszystkie były w fioletowo-burym kolorze i we wszystkich wyglądałam jak baleron.
Potem poszły bluzki koszulowe. Czyli dwie. Ta "koralowa" zapinana na napy, się nawet dopięła, ale się zaraz rozlazła na wypukłości mojej klatki piersiowej.
Ta czarna- leżała zupełnie dobrze. Przełknęłam rękaw 3/4, bo jak sie nie ma co się lubi…
Na koniec został sweterko-bluzek też w burym kolorze, z kimonowym rękawem…
Wymiękłam. Bo krój jak na mnie nietypowy, kiedyś widziałam coś podobnego w poradach dla puszystych, ale czy ja aby na pewno…? Zadzwoniłam po męża. Przyszedł. Popatrzył na czarną koszulę. Powiedział.
– Ok.
Na widok sweterka mało mu głowa nie spadła z karku tak entuzjastycznie pokiwał. To wzięłam. Za dwie bluzki zapłaciłam 99,90. (Znaczy sweterk tyle kosztował, a koszula była gratis).
W domu sweterek okazał sie być w pięknym czekoladowo-brązowym kolorze o jakim od dawna marzyłam. Jak celowo szukałam to nic nie widziałam. Ale te lampy jednak oszukują. Ciekawe- jaki kolor miałaby ta koralowa koszula? Może pomarańczowy?
– Co to jest że wszędzie jest tylko czarne i czarne? – zapytał mnie mąż ostatnio w sklepie.
– Żałoba ogólnonarodowa. Trwa już od kilku lat, nie zauważyłeś? – nie zauważył. Jak to jest, że jak tylko opadną liście w sklepach nie ma innego koloru tylko czerń, czerń i czerń?

To mnie się udało. Nie dość, że kupiłam coś co nie jest czarne to jeszcze pasuje.
Teraz się będę stroić: jednego dnia czarny sweter, drugiego- brązowy, trzeciego czarna bluzka, czwartego bluzka w szaro-czarną kratkę, piątego…???
Mam za mało o 1 bluzkę!

Dzień po Mikołajkach

Niebo "zbłękitniało…

Niebo "zbłękitniało nagle rajem".
Pojedyczny promień rykosztem wpadł mi do pokoju.
Huk w głowie uciszony Upsarinem C.
Nos przytkany, ale już nie boli.
W sobotę ruszam szukać sklepu z materiałami. Mam niezłą krawcową w sąsiednim bloku, chyba będzie umiała uszyć prostą koszulę? Albo ze dwie. Wypchajcie się producenci konfekcji damskiej. Sami sobie noście swoje "calineczki". Bawełniane koszulki kupię sobie w dziale męskim. I wtedy będą to te o rozmiarze S. Poprawię swoje ego.
Trzeba myśleć pozytwnie. W końcu inaczej nie można jak ma się wkoło tylu życzliwych ludzi, nie?

PS.

Kto do licha ustawił mi …

Kto do licha ustawił mi przypominajkę w telefonie, że buczy punkt 9 i wyświetla dziwne komunikaty?
Wczoraj było to "Dzień dobry Kasieńka"
Dziś "Bzydal".
Ciekawe co będzie jutro? Nie sprawdzam, żeby mieć niespodziankę.

Nuuuuudyyyy

Nie cierpię mieć …

Nie cierpię mieć kataru!
Gardło drapie, nos w środku kręci, a zwierzchu piecze od chusteczek. Błeeeee!
W pracy znów bezruch i bardzo mi się to nie podoba. Wczoraj – mocno zdesperowana samotnością, brakiem zajęcia wyszłam w końcu pozałatwiać sprawy.
W sądzie odebrałam zaświadczenie, że nie figuruję w kartotece karnej. Znów miałam stany lękowe, że może jednak coś się znalazło – chyba mam jakąś paranoję bo na widok policjanta też na wszelki wypadek robię rachunek sumienia. Zostało mi po komunie?
Kupiłam kolejny toner do drukarki i najtańsze głośniczki. I teraz gra mi radio Trójka.
A potem przyszła jedna pani, co była moją klientką i przyniosła mi samorozwojowe książki. Bo się zgadałyśmy , że obie przerabiałysmy podobne tematy w życiu.
I w ogóle chyba miałam Mikołajki, bo Marzenka mnie obdarowała dwoma kwiatkami co dogorywały w jej poprzedniej pracy.
I jeszcze sobie miło i długo pogadałam z jedną, fajną dziewczyną na gadu.
I to była cała moja praca.
A nie. Jeszcze rano odebrałam wiadomość głosową na telefonie służbowym. Jakiś pan w nieparlamentarnych słowach wymyślał innemu panu. Może mojemu Bossowi? Ciekawe czym Boss się tak naraził.
Wczoraj była Barbórka. Wysłałam siostrze życzenia. Dawno jej nie widziałam…
Dziś znów pusto.
Co jest?
"Oj Lamia, Lamia, a mogła być z ciebie taka fajna dziewczyna, ech!"
Uwielbiam "Seksmisję"

Nie tylko złoto się świeci

Uaaaaa!
Mamy …

Uaaaaa!
Mamy wicemistrzostwo.
Dobra- żaden ze mnie kibic. Jedyna piłka na jakiej odrobinę się znam to nożna. Ale jak dzieciaki zaczęły kibicować i jak zaczęliśmy z tymi Brazylijczykami przegrywać to ten…No, zdenerwowałam się z lekka. Odeszłąm od telewizora żeby młodych uszu nie kalać.
Ale wicemistrzostwo to też fajnie.
I najlepszy rozgrywający turnieju. ( Cokolwiek to znaczy).

Jak dobrze mieć sąsiada

– …

– Sąsiadka mnie zaczepiła – zameldował mi mąż wczoraj.
– O Jezuuuu, która? – jęknęłam – Co znowu?
– Ta z dołu…
Zdumiałam się bo ta zwykle nie była czepliwa, wręcz przeciwnie. Była miła tak samo jak jej syn, mój rówieśnik, który kandydował na burmistrza. 
– Co chciała?- zapytałam zaciekawiona.
– Wkurzysz się…
Nic mnie bardziej nie wkurza, jak takie odciąganie tematu.
– To wkurzę, mów- rozkazałam
– Zapytała : a czy ten karmnik to musi tam stać?
Miał rację: wkurzyłam się.
– Jasna cholera! Co jej karmnik przeszkadza?
– "A czy mi te ptaki to balkonu nie obsrają" ?- zacytował mąż.
– I co powiedziałeś?- zapytałam nerwowo
– Że ptaki trzeba dokarmiać. A ona na to, że ona też dokarmiała to jej nasrały. To teraz nie będzie…

Pomyślałam brzydko, że te ptaszki to chyba jej nie tylko na balkon nasrały. 
Mam nadzieję, że szybko się zestarzeję, i wtdy ja będę mogła pozatruwać życie innym, młodszym sąsiadom. Ot, tak. Dla rozrywki.

A tak ładnie żarło

Upracowałam się dziś …

Upracowałam się dziś fizycznie.
Przestawiłam szafę i pólokrągły regalik. Zrobiłam porządek ze stertą plakatów i ulotek. Przesunęłam cały mój kompleks biurkowy, co nie było łatwym zadaniem, bowiem całość składa się z trzech elementów skręconych ze sobą śrubami.
Teraz mam wrażnie, że w pokoju jest jaśniej i jakby większy w nim ład panuje.
Tomasz postraszył,że wywalą mnie z pracy za demolkę biura, ale byłam przwidująca i zapytałam wczoraj "Bossa" (próbuję nowe określenia) czy ma coś przeciwko. Wywalił na mnie swoje kałmuckie oczy , zaśmiał się i rzekł:
– Nic mnie to nie obchodzi. Sama się rządź. Mnie interesuje tylko żeby obrót był.
A, to mi w to graj.
Tylko , że dziś- jak za dotknięciem rożdżki- cisza. Był jeden klient i dwa telefony.
Nażarło się i zdechło? A może tylko dzień odpustu?  Może się ruszy znów za chwilę?

Godzinę temu widziałam przez okno błękit nieba i słońce. A to ci dopiero! Przez ostatnie trzy lata słońce w dzień widywałam wyłącznie jak wyszłam z pracy w środku dnia.
Najpierw ten stary spichlerz u Pryncypałów, zimny i mroczny przez cały rok, potem Nora.
Teraz cieszę się bo mam ciepło i widno. Fajna ta moja Dziupla. Jeszcze tylko kupię sobie jakiś kwiatek w kolorowej doniczce na parapet.
Okno. Taka zwykła rzecz, a cieszy, nawet jeżeli wychodzi na północ (tak mi się zdaje).
Noga mnie boli, a muszę iść do sądu.