Dziś z okazji dnia urodzin Trójka gra Jacka Kczmarskiego.
Było Żródło ( dreszcze!)
Byli Świadkowie ( gniew!)
Było Przedszkole (kiwanie głową).
Swoja drogą, każda z piosenek to dla mnie osobna historia, oddzielne wspomnienia, czasem zupełnie nie związane z tym o czym Kaczmarski opowiada…
"Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego" – przypomnia mi Kozę, zwanego też Faszystą. Koza twierdził, że urodził się w tym samym dniu co Hitler ( 21 kwietnia chyba), że Żydów to do gazu. Był trochę niedostosowany, nie wiem czy więcej było w nim wariata czy geniuszu. Historię miał w małym paluszku, zwłaszcza tę ostatnią. Koza twierdził tez, że gdyby mógł zastrzeliłby wszystkie baby. Jego ulubione nauczycielki, obie Baśki ( jedna- polonistka, druga-historyczka) zapytały go kiedyś:
– Koza, nas też?
– Też- mruknął Koza niedbale, by po chwili dodać: – Ale potem bym żałował.
Po jakimś czasie Baśki przeplotkowały mi, że Koza oświadczył iż mnie to by NIE zastrzelił.Koza się ożenił, kupił mieszkanie, ma córeczkę, której nie dałby tknac nikomu palcem.
"Carmaniola"- to zawsze właśnie Baśki. Razem zjechały do Miasteczka, uczyły w jedynej wówczas ponad podstawowej szkole. Szkoła była mechaniczna- zawodówka, technikum i liceum i trafiali tam głównie chłopcy i najcześciej z kiepską chęcia do nauki.Baśki organizowały teatr szkolny, rajdy, wyciczki w góry. Wielu chłopakom pokazały, że jest na świecie coś więcej niż tylko droga do szkoły, fajki za sklepem i tanie wino. Uczyły Marcepanka, dzięki czemu ja też znalazłam się w strefie ich wpływów. Za co losowi dziękuję. Jedna Baśka mieszka daleko, daleko w górach, druga- robi to samo co robiła.
"Encore! Jeszcze raz!" oraz "Autoportert Witkacego" to Rafał. Dostawałam dreszczy to grał i śpiewał. Przejmująca skarga carskiego strażnika, w ustach Rafała brzmiała niesamowicie, wytrącała z rytmu, wyrywała z kolein codziennego samozadowolenia. "Autoportret" zmuszał do myślenia. Rafał grał ( i do dziś gra) naprawdę świetnie, ma silny, wyrazisty głos, przy niepozornej powierzchowności, na ten głos wyrywał najfajniejsze laski. Kiedyś urządził mi koncert. Siedziliśmy u "Basiek" gdy nadciągnął Koza i ukryliśmy się przed nim w pokoju jednej, żeby gospodynie go szybko spławiły. Koza nie dawał się spławić przez co najmniej godzinę tkwił w pokoju tej drugiej.Rafał nudę zabijał właśnie grą. Brał udział w eliminacjach do Spotkań Zamkowych, miał spore szanse, ale pociągnęła go inna miłośc : Tatry i wspinaczka. Eliminacje olał . Dlaczego się w nim nie zakochałam? Był (jest) młodszy o jakieś 3 lata, no i ja się już wtedy kochałam w Marcepanku. Rafał jest sam, pracuje bo musi, kiedy może wyrywa się w świat, dwa związki mu padły, zostały dzieci.
"Wieczór kawalerski" to Waldek. Jego stryj przez chwilę "robił" u mnie za tatusia- znaczy ojczymem moim był. Waldek przyjaźnił się z Rafałem, razem wspinali w Tatrach oraz na skałkach. Razem usiłowali wspiąć się na basztę oraz kościół. Kiedy po towarzystwie poszła fama, że Waldek się żeni, Rafał oraz drugi przyjaciel Waldka- Jurek- na najbliższej imprezie, na powitanie zagarli mu właśnie "Wieczór kawalerski".Waldek mieszka w Londynie, i właśnie po 5 latach rozłąki ściągnął do siebie żonę i córkę.
… i tak dalej i tak dalej…
Do dziś mam kasety z nagraniami z Radia Wolna Europa.