express prowincjonalny

Firanki uprane- …

Firanki uprane- zasłony się piorą- okna umył Marcepanek-pozostałe porządki w toku- jeden obiad zrobiony- drugi czeka na powrót Młodego- Golfik znów chory- Marcepanek zajęty reanimacją-balokn sprzątnięty- dwie książki w czytaniu- jasne błękitne okna i cień wiatru-zaczynają kwitnąć drzewka owocowe- wczoraj widziałam przylaszczki- dziś widziałam fiołki- Wielkanoc za tydzien- wiosna w całej krasie-chcę nad "pięćdziesiatkę"!

Z placu boju donosi pokonana prowincja…

Jeszcze o Finlandii

Jedna z firm …

Jedna z firm werbujących do pracy w Finlandii do której wysłaliśmy zgłoszenie Marcepanka poprosiła o dodatkowe dokumenty. Zadzwoniłam, zaczęłam rozmawiać z miłym panem. Pan rzekł:
– Ja z Finlandią współpracuję już od kilkunastu lat – 
– Oooo, a to może mi powiedzieć czy to prawda, że tam można domów nie zamykać, bo tacy uczciwi? – zapytałam.
– No wie pani…teraz tam trochę Polaków najechało…- usłyszałam.

Śmieszne?  

Zapracowanie

Plany na …

Plany na poniedziałek:
– posprzątać pracowy pokój – dobrze, że podłoga z paneli; 
– umyć pracowe okno – na wysokim II pietrze, okno też jest wysokie, boję się stanąć na parapecie;
– zrobić VATa
– zrobić PITa jednej miłej starszej pani
– wydrukować PITa jednej miłej młodszej pani
– wysłać resztę ulotek reklamowych
i to wszystko pomiędzy normalnymi codziennym obowiązkami pracowymi.
O dziwo mam chęć.
To lece, żeby mi przypadkiem nie minęło 

Wiosna , ach to ty…

Słońce wywlekło mnie …

Słońce wywlekło mnie z łóżka już o siódmej. Przez chwilę kombinowałam czy to co pokazuje każdy zegarek to godzina stara czy nowa. W końcu machnąwszy ręką na numer godziny napiłam się kawy, poczytałam, podrapałam P-Sunię za uchem, poczochrałam kota…A zegar dalej pokazywał jakąś barbarzyńską porę. Spojrzawszy prze okno kuchenne na basztę wciągnęłam na grzbiet CokolwiekByleCiepłego, higienę zbyłam umyciem kłów i poleciałam cmokając na psa, bo się bałam, że mi te boćki jednak na żer uciekną. Nie uciekły jak widać, za to zgrzałam się setnie, bo przesadziłam z grubością odzieży. Słońce grzało jak opętane, a ptaki chyba miały jakieś popisy albo specjalnie dla mnie zrobiły festiwal. Ulice były puste, z kościelnych głośników nawet o dziwo nie zawodził żaden muezin, może im w końcu ktoś tych wątpliwych popisów zakazał. Nic nie zakłócało mi odbioru wiosny. A wiosna się rozszalała. Na niektórych krzakach już są nie pąki a liście, śliwki mirabelki, co rosną u nas niemal na każdej miedzy już mają białe czubki pąków.
Wróciłam ułażona, zastałe mięśnie i stopy krzyczały zmiłowania, ale z rozpędu jeszcze co nieco w domu porobiłam, poobrabiałam zdjęcia, potem obiad z cyklu "dla każdego co innego"…I ciągle było mi mało. Mało słońca, powietrza, zieleni…Wywlekłam męża do lasu.
Rozpiera mnie radość i energia jakiej nie czułam w sobie od długich tygodni.

Co ta wiosna robi z człowiekiem !

Dzień…

Dziś z okazji dnia …

Dziś z okazji dnia urodzin Trójka gra Jacka Kczmarskiego.
Było Żródło ( dreszcze!)
Byli Świadkowie ( gniew!)
Było Przedszkole (kiwanie głową).
Swoja drogą, każda z piosenek to dla mnie osobna historia, oddzielne wspomnienia, czasem zupełnie nie związane z tym o czym Kaczmarski opowiada…
"Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego" – przypomnia mi Kozę, zwanego też Faszystą. Koza twierdził, że urodził się w tym samym dniu co Hitler ( 21 kwietnia chyba), że Żydów to do gazu. Był trochę niedostosowany, nie wiem czy więcej było w nim wariata czy geniuszu. Historię miał w małym paluszku, zwłaszcza tę ostatnią.  Koza twierdził tez, że gdyby mógł zastrzeliłby wszystkie baby. Jego ulubione nauczycielki, obie Baśki ( jedna- polonistka, druga-historyczka) zapytały go kiedyś:
– Koza, nas też?
– Też- mruknął Koza niedbale, by po chwili dodać: – Ale potem bym żałował.
Po jakimś czasie Baśki przeplotkowały mi, że Koza oświadczył iż mnie to by NIE zastrzelił.Koza się ożenił, kupił mieszkanie, ma córeczkę, której nie dałby tknac nikomu palcem.
"Carmaniola"- to zawsze właśnie Baśki. Razem zjechały do Miasteczka, uczyły w jedynej wówczas ponad podstawowej szkole. Szkoła była mechaniczna- zawodówka, technikum i liceum i trafiali tam głównie chłopcy i najcześciej z kiepską chęcia do nauki.Baśki organizowały teatr szkolny, rajdy, wyciczki w góry. Wielu chłopakom pokazały, że jest na świecie coś więcej niż tylko droga do szkoły, fajki za sklepem i tanie wino. Uczyły Marcepanka, dzięki czemu ja też znalazłam się w strefie ich wpływów. Za co losowi dziękuję. Jedna Baśka mieszka daleko, daleko w górach, druga- robi to samo co robiła.
"Encore! Jeszcze raz!" oraz "Autoportert Witkacego" to Rafał. Dostawałam dreszczy to grał i śpiewał. Przejmująca skarga carskiego strażnika, w ustach Rafała brzmiała niesamowicie, wytrącała z rytmu, wyrywała z kolein codziennego samozadowolenia. "Autoportret" zmuszał do myślenia.  Rafał grał ( i do dziś gra) naprawdę świetnie, ma silny, wyrazisty głos, przy niepozornej powierzchowności, na ten głos wyrywał najfajniejsze laski. Kiedyś urządził mi koncert. Siedziliśmy u "Basiek" gdy nadciągnął Koza i ukryliśmy się przed nim w pokoju jednej, żeby gospodynie go szybko spławiły. Koza nie dawał się spławić przez co najmniej godzinę tkwił w pokoju tej drugiej.Rafał nudę zabijał właśnie grą. Brał udział w eliminacjach do Spotkań Zamkowych, miał spore szanse, ale pociągnęła go inna miłośc : Tatry i wspinaczka. Eliminacje olał . Dlaczego się w nim nie zakochałam? Był (jest) młodszy o jakieś 3 lata, no i ja się już wtedy kochałam w Marcepanku. Rafał jest sam, pracuje bo musi, kiedy może wyrywa się w świat, dwa związki mu padły, zostały dzieci.
"Wieczór kawalerski" to Waldek. Jego stryj przez chwilę "robił" u mnie za tatusia- znaczy ojczymem moim był. Waldek przyjaźnił się z Rafałem, razem wspinali w Tatrach oraz na skałkach. Razem usiłowali wspiąć się na basztę oraz kościół. Kiedy po towarzystwie poszła fama, że Waldek się żeni, Rafał oraz drugi przyjaciel Waldka- Jurek- na najbliższej imprezie, na powitanie zagarli mu właśnie "Wieczór kawalerski".Waldek mieszka w Londynie, i właśnie po 5 latach rozłąki ściągnął do siebie żonę i córkę.
… i tak dalej i tak dalej…
Do dziś mam kasety z nagraniami z Radia Wolna Europa.

Złóżcie jej życzenia

<span style="FONT-SIZE: …

Dzisiaj  Światowy Dzień Poezji.

A ty nie lękaj się poezji
i pokłoń się jej nisko –
za to, co o niej wiesz i nie wiesz,
za wszystko, nic – i za to wszystko.

A ty jej bądź jak dom obszerny
nad rzeką serca, u stóp duszy
i przebacz, gdy nie będzie wierna,
gotowa bądź gdy zranić musi.

Ty ją opatruj, kiedy nieraz
krwią się zaleje od tętnicy
i czule wskrzeszaj gdy umiera,
krzycz kiedy milczy, milcz gdy krzyczy.

I – proszę – matkuj jej jak umiesz.
Wiem – nieraz ręce nad nią złamiesz.
I może tego nie zrozumiesz –
będę dla ciebie jak ty dla niej.