Edukujemy się

Młody edukuje matkę w …

Młody edukuje matkę w angielskim.
– Wiesz jaka jest różnica pomiędzy angielskim a amerykańskim? – pyta
– Yyyyy…Akcent? – matka robi mądrą minę
– Nie! Posłuchaj:do przejścia podchodzi staruszka i pyta stającego młodzieńca czy pomoże jej przejść na drugą stronę. Co odpowie Anglik?
– ???
– Jes, sziur
– A Amerykanin? – matka inteligentna: załapała
– A Amerkanin: Ar ju crejzy faken de bicz?

Nie wierzcie reklamom!

Do wieczora jeszcze …

Do wieczora jeszcze jakoś dofunkcjonowałam. Skończyłam pracę, zaliczyłam umówioną herbatkę w przemiłym towarzystwie ( Dziękuję Ewo za miłe popołudnie). W drodze na dworzec uświadomiłam sobie :
po 1. że nie mam siły iść, ale przystanek MPK zostawiłam za sobą;
po 2. wlokę ze sobą torbę z częściami, które miałam w imieniu męża wysłać;
po 3. nie mam siły stać na poczcie, coś pakować, coś adresować.
Wsiadłam do pierwszego busa ( okazało się, że był nim Śmierdziel) i poejchałam do domu.
A potem to już było coraz gorzej…O trzeciej nad ranem szukałam aspiryny i wody, i czegoś na katar i tabletek od gardła i termometru. Aspirynę powtórzyłam rano.
A teraz siedzę i zwijam się z bólu. Nie , nie od głowy czy gardła.
Żołądek. O, jak on nie lubi aspiryny i wszelkich innych acidum acetylsalicylium. Dlaczego durna pała znów uwierzyłam reklamie?
Chcę do domuuuu…
Chcę się położyć…
…niech mnie ktoś przytuli!

Czasem też rozmawiamy

Miśce spodnie spadają z …

Miśce spodnie spadają z tyłka – znów schudła bez żadnych zabiegów ( w jej wieku tez tak miałam, teraz mi się odwróciło- tyję bez żadnych zabiegów)
Młodemu podeszwa odstaje od reszty buta co Młody zauważył po misiącu chodzenia z taką podeszwą.
Marcepanek… Ten ma swoje plany.
W każdym razie znów nerwowo wyczekujemy na kasę.
– Weź sprawdź, kiedy wystawiłeś rachunek, zadzwonię i sprawdzę czy w ogóle dotarł, żeby nie było jak ostatnio- powiedziałam do Marcepnka.
– A kiedy ma być przelew? – zainteresowała się Miśka. Te dzieci to mądre teraz, że hoho! ja w jej wieku nie wiedziałam co to przelew.
– 19 ma być. Tak mi się wydaje – powiedziałam ostrożnie.
– A nie 23? – Miśka oderwała się gadu z Kubusiem
– Eeee, mnie się wydaje , że 29 – dorzucił Marcepanek.
Po czym sprawdził i wyszło, że 26.
Młody , rozwalony na fotelu oderwał błędny wzrok od Balladyny.
– Każdy co innego: mama twierdzi, że 19, Miśka, że 23 ,tata, że 29. I nikt nie miał racji – podsumował radośnie.
– I kto jest największym optymistą w tym domu? Ja! – zatriumfowałam.  

Myśliwski weekend

<p …

Bilans łowów sobotnio – niedzielnych:
– myszołów nad rozjechanym jeżem tkwiący nieruchomo kilka centymetrów od jezdni złapany w locie
– sarenki pasące sie pod lasem co dzień o tej samej porze 
– jedna jaszczurka wygrzewająca się na pniu
– dwa ślimaki notorycznie płoszone przez P-Sunię
– jedna zięba ( namqu- ratuj!bo nie jestem pewna)
– jeden samolot
– jedna czerwona mrówka w biustonoszu
Bilans : akumulatory, które dotąd krzyczały"wymień baterie" naładowane pozytywną energią. Głowa pełna ptasiego krzyku, nos pełen wiosennego zapachu, oczy załzawione (alergia).
Wrażenia fotograficzne tu : >>klik klik<<  

Brawo panie Jurek!

Bardzo podoba mi się …

Bardzo podoba mi się decyzja pana Marka Jurka. Popieram, klaszczę i w ogóle jestem pełna entuzjazmu i zachwytu dla tego człowieka. Nareszcie, nareszcie ktoś kto sobie w kaszę dmuchać nie da -żadnych układów, żadnych kompromisów. I słusznie! Najlepiej panie Jurek, na złośc tym wszystkim co nie podzielają pana poglądów niech się pan w ogóle wycofa z życia politycznego. I namówi do takiej decyzji jeszcze przewodniczącego LPR pana Giertycha. Będzie o dwóch oszołomów mniej.

lubię?

Mówisz Mozarciku, że …

Mówisz Mozarciku, że czas na "lubię"?
Dzis ciag dalszy "nie lubię" ale może odczaruję?
Lubię mojego kota
Lubię mojego psa
Lubię Marcepanka
Lubię jak pada deszcz jest ciepło i nie ma wiatru
Lubię Anię Jopek i słowa które śpiewa
Lubię Marzenkę
i jeszcze kilka innych osób
Lubię zieloną mgłę na drzewach
Lubię milczeć
Lubie zatopić się we własnych myślach na spacerze do lasu
Lubię brzozy

Dużo rzeczy lubię jak widać.
Czy siebie lubię? Staram się. Kiedyś mi się to uda. Na razie lubię moje smuteczki i zadumania.

Wielkanocnie

<img height="240" alt=" …

 Kochani!
Żeby Wam króliczki i zajączki kicały po główkach.
Żeby Wam pisanki turlały się po stołach i brzuszkach.
Żeby szynka i baby nie tuczyły.
Żeby Lany Poniedziałek był ciepły.
Żeby rodzina była w komplecie.
I wszystkiego, wszystkiego….

Wyhoduj se kompleksa

Najpierw był ten …

Najpierw był ten sklep w CH Alfa. Ostatnio jak zaszła i zapytała czy jest jej rozmiar panienka siedząca za kontuarem nawet nie drgnąwszy, odparła:
– Nie ma…
Od razu nasunęło się jej skojarzenie z Laskowikiem i jego sklepem warzywnym.
Tym razem postanowiła byc twrda, chamska i bezczelna. Wybrana z bankomatu wypłata męża miała jej dodać pewności siebie.
Weszła, zapytała. Panienka, jakaś inna niż poprzednio skrzywiła się nieznacznie, ale ponieważ w sklepie była właścicielka ruszyła swój niechętny,mały tyłeczek i zaczęła szperać.
To co pokazała, w rozmiarze ewentualnie pasującym wywołało w niej natychmiastowy okrzyk sprzeciwu.
Bielizna w kolorze mokrego piachu na plaży czyli jakby nie prana od zawsze? Biała też nie znalazła jej uznania- biel po kilku praniach szarzeje, następny zakup będzie bóg wie kiedy…W końcu zgodziła się przymierzyć ze dwa egzemplarze. Za małe, drapiące, uciskające w ramiona.
A niby taka marka- mruknęła pod nosem. Jeszcze miała dobry humor, bo przed nią były inne sklepy. W innych słyszała tylko :
– O nieee, takich rozmiarów nie mamy…
Kiedy wyszła z czwartego sklepu z taką samą odpowiedzią rzuciła tylko :
– Kurwa!- krótko, dobitnie, głośno. Echo klatki schodowej zwielokrotniło tylko jej głos, dudniącym pogłosem. Szła Starym Miastem i czuła jak w gardle zbiera się jej znajoma kula złości z bezsilności. Czerwony plecak spadał z lewego ramienia, ciążył, ciagnął ku ziemi. Kurtka grzała, oczy jak zwykle łzawiły od słońca i wiatru pomimo wielkich okularów. Na końcu Prostej bez większej nadziei zaszła do kolejnego salonu.
– Nie, tu nie ma, ale niech pani pójdzie do Alfy.
– Byłam – warknęła. Już nie była grzeczna. Miała w nosie grzeczność –  Mają tylko Triumpha i żadnego wyboru- dodała ze złością.
– Nie, nie, to pani była nie u nas, u nas nie ma Triumpha.
Wróciła do Alfy. Wróciła? Powlokła się, zniechęcona, zła na cały świat, a najbardziej na stwórcę, że ją tak hojnie wyposażył. Klęła w duchu na całego:
– Se kurwa załóż dwa odważniki na szyję i pochodź tak kilka dni, a jeszcze poszukaj coś w co te odważniki ubrać. I najlepiej żeby ci z wypłaty jeszcze na jedzenie zostało…Jeszcze ci jakas pipa powie z przekąsem, aleś se pani uhodowała. Se, kurwa, uhodowałam. Tak! Kurwa! Nawoziłam i spulchniałam, żeby mi urosło…
Tak wróciła do Alfy, odnalazła sklep. Weszła. Towaru było pełno, jak wszędzie przecież.
Zaczepiła jedną ze sprzedawczyń
– Szukam rozmiaru X oraz Y , ale pewnie nie macie…
– Zaraz poszukamy. Jakieś ograniczenie cenowe?
– Nie –  i tak pewnie nic nie znajdą – pomyślała. Dziewusia postury jej córki pomknęła w stronę stojaczka. Zaczęła od tego z przeceną. Zdumiało ją to, bo Dziewusia stała najpierw przy tym z napisem "Nowa kolekcja".
– Ke? – zapytała siebie w duchu – Jej się chce???
Obdarowana sześcioma sztukami w kolorach tęczy poszła do przymierzalni. Poprzez zamknięte drzwi, Dziewusia podała jej jeszcze następne sztuki.
Żadna nie pasowała.
Dziwusia się zacukała.
– Może trochę większy obwód?
Poszukały. Teraz już razem. Wracała do przymierzalni jeszcze dwa razy, ale w końcu znalazła dwie sztuki. Biel i beż. Ten biały miał na metce obwód o 10 centymetrów większy od tego jaki naprawdę miała, ale pasował niemal idealnie. Ten beżowy, był wg metki mniejszy od białego, ale okazał się sporo za duży w obwodzie. Mimo to wzięła oba: w świetle sklepowych żarówek  oraz poprzez kontrast zobaczyła prawdziwe oblicze bielizny, którą z siebie zdjęła.
Dziewusia nabijając na kasę popatrywała na nią z mieszaniną litości oraz ulgi. Ulgi, że jednak klientka coś wybrała, co prawda po godzinie. Litości, bo…
– Taki rozmiar jest właściwie niespotykany, chyba powinna pani szyć bieliznę na zamówienie – powiedziała współczująco. Ona się uśmiechnęła. Co miała powiedzieć? "Wiem"? Wyszła lżejsza tylko o 90 złotych i bogatsza o dwa staniki. Postanowiła kupić białą bluzkę, bo oszczędziła na poprzednich zakupach. Zwykłą, koszulową. Poszła do ulubionego sklepu, w którym rozmiar 40 ma faktycznie rozmiar 40 a nie 36.
Spędziła tam nastepną godzinę. Sam na sam ze sobą, z lustrami oraz rozmiarami. Kupiła wprawdzie, ale tak "na upartego". Bo w czymś chodzic trzeba, a wiosna i lato idą…
Rano, w samotni swej dziupli, lała gorące łzy upokorzenia, złości, bezsiły. Jak zawsze po zakupach.

 

TO

Uprzejmie donoszę, Panie…

Uprzejmie donoszę, Panie Redaktorze, że odkryłam u siebie coś dziwnego. Jakiś odrost, albo co gorszego. Odkryłam to dopiero dziś rano, ale odrost pojawił się znacznie wcześniej tylko ja go nie zauważyłam. Bo to człek tyle ma na głowie, że nie ma czasu na siebie patrzeć w lustro. Aż tu dziś , jakoś podejrzanie wcześnie wstałam, kawę zdążyłam wypić, szłam do łazienki, patrzę a tu się wlecze coś za mną. Ja do łazienki TO za mną. Ja do kuchni TO też. Było gdy się obudziłam. Było jak zasypiałam. Jak wieczorem siedziałam na fotelu i czytałam tez było. I przy biurku jak na allegro patrzyłam – też było. No mówię: jest zawsze i wszędzie.
Rano odkryłam, że ni chybi musi być przyrośnięte skoro tak ciągle jest. Tylko cwane jest, bo na ulicy i w pracy się chowa. No, nie widać go. Ale musi być. Skoro w domu jest…
Załamało mnie to odkrycie. Usiadłam cięzko na stołku i zapytałam TO :
– Czego ty za mną wszędzie chodzisz? Czy ty mój ogon jesteś?
Nie odpowiedziało. Tylko dźwięki wydawało. Takie warcząco-mruczące. Patrzyło mi w oczy. Jakoś przymilnie chyba… Dotknęłam. Miłe było w dotyku, Panie Redaktorze. Postanowiłam polubić bo skoro mi wyrosło to trzeba zaakceptować, nie? Tylko co ludzie na to powiedzą? Bo ja mówiłam wszystkim, że to kot, a teraz widać, że wcale nie, bo kot nie przyrasta … To co ja mam tym ludziom powiedzieć? Panie Redaktorze?