Najpierw był ten sklep w CH Alfa. Ostatnio jak zaszła i zapytała czy jest jej rozmiar panienka siedząca za kontuarem nawet nie drgnąwszy, odparła:
– Nie ma…
Od razu nasunęło się jej skojarzenie z Laskowikiem i jego sklepem warzywnym.
Tym razem postanowiła byc twrda, chamska i bezczelna. Wybrana z bankomatu wypłata męża miała jej dodać pewności siebie.
Weszła, zapytała. Panienka, jakaś inna niż poprzednio skrzywiła się nieznacznie, ale ponieważ w sklepie była właścicielka ruszyła swój niechętny,mały tyłeczek i zaczęła szperać.
To co pokazała, w rozmiarze ewentualnie pasującym wywołało w niej natychmiastowy okrzyk sprzeciwu.
Bielizna w kolorze mokrego piachu na plaży czyli jakby nie prana od zawsze? Biała też nie znalazła jej uznania- biel po kilku praniach szarzeje, następny zakup będzie bóg wie kiedy…W końcu zgodziła się przymierzyć ze dwa egzemplarze. Za małe, drapiące, uciskające w ramiona.
A niby taka marka- mruknęła pod nosem. Jeszcze miała dobry humor, bo przed nią były inne sklepy. W innych słyszała tylko :
– O nieee, takich rozmiarów nie mamy…
Kiedy wyszła z czwartego sklepu z taką samą odpowiedzią rzuciła tylko :
– Kurwa!- krótko, dobitnie, głośno. Echo klatki schodowej zwielokrotniło tylko jej głos, dudniącym pogłosem. Szła Starym Miastem i czuła jak w gardle zbiera się jej znajoma kula złości z bezsilności. Czerwony plecak spadał z lewego ramienia, ciążył, ciagnął ku ziemi. Kurtka grzała, oczy jak zwykle łzawiły od słońca i wiatru pomimo wielkich okularów. Na końcu Prostej bez większej nadziei zaszła do kolejnego salonu.
– Nie, tu nie ma, ale niech pani pójdzie do Alfy.
– Byłam – warknęła. Już nie była grzeczna. Miała w nosie grzeczność – Mają tylko Triumpha i żadnego wyboru- dodała ze złością.
– Nie, nie, to pani była nie u nas, u nas nie ma Triumpha.
Wróciła do Alfy. Wróciła? Powlokła się, zniechęcona, zła na cały świat, a najbardziej na stwórcę, że ją tak hojnie wyposażył. Klęła w duchu na całego:
– Se kurwa załóż dwa odważniki na szyję i pochodź tak kilka dni, a jeszcze poszukaj coś w co te odważniki ubrać. I najlepiej żeby ci z wypłaty jeszcze na jedzenie zostało…Jeszcze ci jakas pipa powie z przekąsem, aleś se pani uhodowała. Se, kurwa, uhodowałam. Tak! Kurwa! Nawoziłam i spulchniałam, żeby mi urosło…
Tak wróciła do Alfy, odnalazła sklep. Weszła. Towaru było pełno, jak wszędzie przecież.
Zaczepiła jedną ze sprzedawczyń
– Szukam rozmiaru X oraz Y , ale pewnie nie macie…
– Zaraz poszukamy. Jakieś ograniczenie cenowe?
– Nie – i tak pewnie nic nie znajdą – pomyślała. Dziewusia postury jej córki pomknęła w stronę stojaczka. Zaczęła od tego z przeceną. Zdumiało ją to, bo Dziewusia stała najpierw przy tym z napisem "Nowa kolekcja".
– Ke? – zapytała siebie w duchu – Jej się chce???
Obdarowana sześcioma sztukami w kolorach tęczy poszła do przymierzalni. Poprzez zamknięte drzwi, Dziewusia podała jej jeszcze następne sztuki.
Żadna nie pasowała.
Dziwusia się zacukała.
– Może trochę większy obwód?
Poszukały. Teraz już razem. Wracała do przymierzalni jeszcze dwa razy, ale w końcu znalazła dwie sztuki. Biel i beż. Ten biały miał na metce obwód o 10 centymetrów większy od tego jaki naprawdę miała, ale pasował niemal idealnie. Ten beżowy, był wg metki mniejszy od białego, ale okazał się sporo za duży w obwodzie. Mimo to wzięła oba: w świetle sklepowych żarówek oraz poprzez kontrast zobaczyła prawdziwe oblicze bielizny, którą z siebie zdjęła.
Dziewusia nabijając na kasę popatrywała na nią z mieszaniną litości oraz ulgi. Ulgi, że jednak klientka coś wybrała, co prawda po godzinie. Litości, bo…
– Taki rozmiar jest właściwie niespotykany, chyba powinna pani szyć bieliznę na zamówienie – powiedziała współczująco. Ona się uśmiechnęła. Co miała powiedzieć? "Wiem"? Wyszła lżejsza tylko o 90 złotych i bogatsza o dwa staniki. Postanowiła kupić białą bluzkę, bo oszczędziła na poprzednich zakupach. Zwykłą, koszulową. Poszła do ulubionego sklepu, w którym rozmiar 40 ma faktycznie rozmiar 40 a nie 36.
Spędziła tam nastepną godzinę. Sam na sam ze sobą, z lustrami oraz rozmiarami. Kupiła wprawdzie, ale tak "na upartego". Bo w czymś chodzic trzeba, a wiosna i lato idą…
Rano, w samotni swej dziupli, lała gorące łzy upokorzenia, złości, bezsiły. Jak zawsze po zakupach.