Miałam nie pracować. Tak ? Miałam. I co ? I we wtorek jadę na rozmowę. I się napaliłam, choć to praca w księgowości. Tak to jest z tymi planami.
Tymczasem niespodzianka:
Pismo przyszło z administracji do mnie z nakazem poprawienia rury wyciagającej spaliny od piecyka w łazience. No bomba!
Piecyk wisi około półtora metra od kratki kominowej. I te półtora metra lekkiej rury ciagle się z tej kratki wysuwa z prostego powodu: blok się przechyla bo z jednej strony jest podmoknięty fundament. Na dodatek aktualne przepisy nakzują by ten piecyk znalazł się niemal pod kratką.
W nszych planach remontowych jest przeniesienie i wymiana piecyka oraz całej instalacji gazowej. Ale na litośc boską: jak mam to robić za własne pieniądze to w terminie, który mnie będzie pasował. Zwłaszcza, że mieszkanie należy w dalszym ciągu do gminy, a nie do mnie. Od chwili moich narodzin w tym mieszkaniu nigdy nie był przeprowadzany porządny remont.Było malowanie, ew. wymiana gniazdek. Po wielu latach nacisków, 10 lat temu, doczekałam się, że stare, zwichrowane, pełne szczelin dwuskrzydłowe drzwi balkonowe wymieniono mi na jednoskrztdłowe, całe z szyby, ale nadal mało szczelne. Oraz wypaczone okno w kuchni wymieniono mi na drugie. Też wypaczone. Tamto się przynajmniej dało porządnie zamknąć.
A czynsz płacimy wcale nie malutki. Dużo wyższy niż mieszkańcy bloków w innej części Miasteczka. Bo nasz blok stoi w centrum. Heh, Taisha powiedziała, że Miasteczko to tylko centrum. Tamci mają w czynszu nie tylko wodę, ścieki, ale też wodę ciepłą oraz gaz. Przynajmniej tak było kilka lat temu. Teraz przyznam, że nie wiem.
Nie zmienia to faktu, że z tego co wiem, mam obowiązek remontować zajmowany lokal, ale tylko w zakresie zniszczeń wynikających z normalnej ekspolatacji lub przeze mnie zawinionych. Piecyk gazowy tak został zainstalowany bo taki był projekt. Teraz przeniesienie go wymaga kolejnego projektu oraz całkiem sporych pieniędzy. Na oko z tysiąc złotych. Do tego nowy piecyk to kolejny tysiąc. A oni mi paluszkiem grożą.
Chciałam powalczyć na pisma, na pyskówki, ale…I tak wiem, że nic nie wskóram. Nie chce mi się sobie nerwów szargać.Tak samo jak z przewracającą się ścianką w piwnicy- nawet wiem co usłyszę: proszę podeprzeć kołeczkiem.
Znów zastanawiam się nad celowością wykupu tego mieszkania. Czynsz mi nie zmaleje, a jeszcze będę musiała dopłacać do remontów bloku. Bloku, który coraz bardziej zapada się w ziemię z jednej strony. Kupić by sprzedac? Zdaje się, że jest jakiś , chyba pięcioletni okres w czasie którego sprzedać nie wolno.
Aaaa tam…
Ide lepić pierogi i pomysleć, czy dam sobie rade w nowej pracy.
Pierogowe rozmyślania
Miałam nie pracować. Tak…