Jak zabłąkanych ptaków głos
Jak liść przez chwilę piękny nim go wiatr strąci z drzewa
tak w nas głęboko skryte śpią
Małe tęsknoty krótkie tęsknoty
znaczące prawie tyle co nic
nagłe i szybkie serca łopoty
kto by nie znał ich
a bo…tak mi jakoś.
Małe tęsknoty. Jakieś urazy i smuteczki i obawy.
Czyjeś milczenie. Czyjeś słowa.
Moje jestestwo zachowuje się jakby zrzuciło stary naskórek, a teraz nagie i nadwrażliwe kuli się pod dotykiem innych.
Z rzeczy dobrych, które w takich razach koniecznie należy sobie przypomnieć:
Fajna rozmowa z synem. Zapamiętać koniecznie : mam fajnego syna. Mądrego, z ogromnym poczuciem humoru, z samokrytyką na miejscu. Tylko czasem on sam o tym zapomina i trzeba mu przypomnieć. Zwłaszcza jak ogarnia go złość.
Córcia. Coraz częściej zamiast kłótni i stawiania na swoim po prostu wypracowujemy kompromis. Jak się wściekam o bałagan to ona przez kilka dni sprząta.
Przyjaciele. Przecież są i to wcale nie mało. To nic, że może nie tak blisko. To nic, że są nieidealni. Są. I to ich największa zaleta.
Perspektywy…
albo lepiej nie. Bo w tle perspektyw pojawia się strach o to co to będzie.
Nie wiem czemu mi nijak. Może to rajzenfiber ?
Dziś znów szwedzki na 19. czyli trzy godziny wędrówek po mieście i powrót do domu o 21:30. A jutro wyjazd "na zaświatku" (przeczytałam to kiedyś w jednej książce, w której moje miasteczko wymieniono pełna nazwą) Na zaświatku. Będę przez okno autobusu patrzyła jak wstaje słońce. A potem jak idzie spać.
…a tak się marzy pusta plaża nad morzem. I głos mruczący do ucha piosenkę Gary’ego Moora. Still got the blues for yuo.
Nie wiadomo skąd zjawiają się zakatarzone
wyproszą łzę i żalu łut
posiedzą podumają i jak gość nieproszony
nim się rozwidni znikną już
Małe tęsknoty krótkie tęsknoty
znaczące prawie tyle co nic
nagłe i szybkie serca łopoty
kto by nie znał ich
Małe tęsknoty ciche marzenia
zwiewne jak obłok kruche jak dym
nieodgadnione w nas duszy westchnienia
kto by tam nie znał ich …