Egzamin ze szwedzkiego

poszedł mi dobrze. Łatwy…

poszedł mi dobrze. Łatwy był.     

A dziś nad ranem obudził mnie ból na czole. Do pracy pojechałam jednak, w złudnej nadziei, że mieszanka herbata z cytryną + eferalgan z codeiną + kawa spełnią swoje zadanie.
Pomyliłam się. Wytrzymałam godzinę, potem powstrzymując łzy zwolniłam się u Żaby.
Spałam, z małymi przerwami do tej pory.
Miałam uczucie, że mój organizm skupił się na oddychaniu- inne czynności życiowe były chyba ponad jego siły.
Zrobiłam sobie żurek z torebki, nie wiem co Tamci we mnie na to powiedzą. Na bułkę, którą Im dałam w południe odcięli mi tę resztę energii jaką miałam  by utrzymać podniesione powieki.
Nie wiem co będę robiła w nocy.
W prawej skroni nadal łupie,  w prawe oko nadal dźga, choć dużo słabiej. Nie mam odwagi na kolejny antybólowiec.
Migrena jest i zawsze była u mnie siostrą stresu. Tylko ostatnio staje się coraz zjadliwsza. Przydałby się neurolog…Ale lepiej o tym nie myśleć. Nie dziś w każdym razie.

Plac Zbawiciela

Kiedy dwa lata temu …

Kiedy dwa lata temu wchodził na ekrany, wiedziałam, że nie powinnam go oglądać. Wczoraj wyemitowała go dwójka, a ja obejrzałam, choć wiedziałam, że w stanie dołka tym bardziej robić tego nie powinnam.
…Jakbyście się poczuli otwierając klapę w podłodze i widząc pod nią piwnicę pełną najgorszych koszmarów sennych?

Kąpiel w gorącej wodzie, łapanie oddechu w krtań zaciśniętą szlochem i kojący szept do tamtej dwudziestokilkulatki:
– Już tego nie ma, już minęło, już jesteś bezpieczna.  

A jednak paradoksalnie : dziś wróciła radość życia. Może dlatego ?

Dzień dziecka czy dzień dziękczynienia

<div style="text-align: …

Kiedy tak kłócę się z moimi dziećmi o różne sprawy małe i duże, kiedy po raz kolejny wynoszę po nich talerze, zbieram porozrzucane po całym mieszkaniu ich rzeczy, myślę sobie, że nieuchronnie zbliża się czas gdy dorosną, pójdą z domu, założą własne rodziny. Myślę sobie o tym i uśmiechm się na myśl, że za niedługo  moje dzieci zostaną rodzicami. Też będą toczyc spory o sprawy małe duże, będę sprzatać talerze i porozwalane rzeczy. A ja będę miała nareszcie  poczucie sprawiedliwości dziejowej.I to jest powód do dziękczynienia.

Sprzątnęliśmy garaż

Wreszcie. Zabierałam się…

Wreszcie. Zabierałam się do tego jak pies do jeża, od kilku tygodni. Marcepanek przez lata użytkowania zgromadził tysiące "przydasiów" . Co sobie dziś myślałam na jego temat to tylko ja wiem i nie przyznam się do tego nawet pod karą śmierci ;). Ściągnęłam Potwory i zrobione. Zajęło nam to godzine czasu i jeden kontener na śmietniku. Ufff… zostały jakies ciężkie , metalowe kawałki, wystawię je jutro – może zbieracze złomu się tym zainteresują.
A potem spałam całe popołudnie. Cztery godziny snu w dzień- jeszcze chyba nigdy tak nie było, wyłączając stany gdy miałam gorączkę. Wysprzatałam całe mieszkanie, odczuwajac dziką satysfakcję gdy o 21:45 wyłam odkurzaczem , a o 22:05 wirująca pralka napełniła łoskotem cały blok. Taka mała zemsta za niedzielne kotlety i Radio Ma – Ryja.
Potwory się poniosły na jakąś impreze w parku, to mam wolną chatę z pełnym dostępem do komputera i telewizora. Hurra!
Tyle , że jak na złość – blogi już poczytałam, a w TV nie ma nic ciekawego jak dla mnie. Wysłuchałam Listy Przebojów w Trójce, pierwszy raz od odejścia Marka-Niedźwiedzia. Poziom trzyma, łaska boska. Baron godnie go zastępuje, ale…Co Marek to marek, ech…
Tak naprawdę to chciałabym być już w Szwecji. Mimo wszystkich obaw jakie mnie dręczą. Tęsknię do Marcepanka, do wspólnych poranków, do wspólnego robienia zakupów, do wspólnych wyjazdów gdzieś tam, w nieznaną dróżkę.

Grupowe zwolnienia

<font…

Moje dżinsy w sobotę odmówiły współpracy i
stwierdziły, że naszych relacji nie da się już nareperować.
Pewnie obraziły
się na mnie za to, że na dziś zaplanowałam przyjęcie na ich miejsce
innych…
Cóż…pewnie nie wiedzą, że trudno je zastąpić
Ciekawe czy dadzą
się ubłagać jakąś ładną łatką …

 Patelnia smażyła buble i w ogóle się zapuściła ostatnio . Dałam jej  wolne do końca życia.
Sokowirówka z wrażenia się zaczerwieniła i wzieła do roboty.
Zastanawiam się  jak zmotywować rondelek.

Tytuł zbyt długi był…

Sąsiadka na górze tłucze…

Sąsiadka na górze tłucze kotlety schabowe. U niej to chyba jakaś tradycja, bo co niedziela budzi mnie mnie to łupanie młotkiem. Oraz Radio " Ma Ryja" . Ona przestrzega ciszy nocnej i nie wali po uszach przed szóstą. Ale już po siódmej – czemu nie…Irytuje mnie to w najwyższym stopniu, bo rano wybudzam się powoli, lubię w ciszy , bez pośpiechu wypić kawę , poczytać, pomyśleć. W jazgocie tłuczka wymieszanego z wyjącym radiem się nie da. Zastanawiam się czy by jej uwagi jednak nie zwrócić, zwłaszcza w temacie radia, ale oczywiście tchórz we mnie zaraz zaczyna wymyślać, ja wcale nie lepsza, że moje dzieci to nawet o dziesiatej głosno słuchają, zwłaszcza jak mnie nie ma, pies szczeka a ja czasem wrzeszczę…Kulę uszy po sobie, zagłębiam się we własny świat, uciekam…
Od wczoraj sen z powiek mi spędza remont. Dosłownie. Obudziłam się o 2:41 i ani rusz zasnąć na powrót. Ból pomiędzy łopatkami, galopada mysli na sto tematów. Nie mogłam samej siebie zdiagnozować na okoliczność braku snu tym bardziej, że od kilku miesięy śpię znów jak zabita. Dopiero jak poczułam swędzenie skóry to mnie olśniło, że może się czymś denerwuję. Przejrzałam szafę ze sprawami godnymi stresu i wyszło, że to chyba ten remont.
Bo tak :
Kuzyn Piotr jest specem od instalacji gaz, woda, c.o. Ma dobrą markę w Miasteczku, jest solidny, dokładny, nietani i…powolny. Ale on mi tylko zrobi instalacje w/w. A ja potrzebuję kogoś z pomyślunkiem, kto pomoże rozwalić półścianki ( z cegieł) a następnie wzniesie drugie półścianki metr dalej. Tyle, że może nie z cegły, a z płyty, i jeszce osadzi w tym drzwi przesuwne. I jak zaczynam o tym myśleć to od razu zaczyna mi wirować : administarcja-wywóz gruzu, kupno zlewozmywaka, zamówienie szafki na wymiar bo kuchnia będzie nietypowa mocno, a kuchenka się nie zmieści, to znaczy- zmieści, ale nie otworzę piekarnika, a może kupić tylko samą płytę, bo Miśka wszak piec nie będzie, a przecież wyjeżdżam, ale skąd wziąć na to wszystko pieniądze, ciekawe ile taka płyta kosztuje, jak znam nasze realia to kuchenka z piekarnikiem pewnie okzałaby się dużo tańsza, ale po co mi piekarnik?, a co zrobię ze starą, na złom? ale ona jest zupełnie dobra,może by ją kto kupił,albo i wziął za darmo, za to że ją wywiezie, zabierze, zniesie…
Jak zaczynam się zagłebiać to widzę, że nie da się zrobić tak, że najpierw tylko Piotr zrobi instalacje, a ja sobie potem dokończę resztę. Bo się to robi niemożliwe logistycznie. Żeby przestawić zlew i kuchenkę muszę przesunąć drzwi do łazienki, więc nie mogę zostawić tego na później bo zostanę z łazienką bez drzwi…
I tak dookoła wojtek.
O, już mnie temat uprowadził, bo skasowałam trzy kolejne zdania, które to niby miały być o czym o czym innym a były o tym samym.
Ciekawa rzecz, że moje wlasne stany emocjonalne rozpoznaję nie po emocjach a po dolegliwościach fizycznych. Że swędzi skóra, że głowa boli, że nagła senność. Niby rok terapii, a uczucia nadal się chowają za kurtynką i muszę je dla własnego dobra wywlekać stamtąd za łeb niczym Kocia z szafki Młodego.
Ranek się sączy leniwie, Potwory śpią, cisza zapanowała – sąsiadka przestała tłuc kotlety, a radia nie włączyła. Przez balkon wpada smuga słonecznego światła, czerwienią się kwiaty pelargonii, a bez rosnący pod balkonem kołysze się na wietrze. Kilka dni temu był intensywnie lilaróż, dziś jest już jakiś spłowiały. Przekwita. Ostatnio nad trawnikiem uganiały się kosy- to rzadkość, bo nigdy ich tutaj nie widziałam. Lubię ich śpiew. Chciałabym żeby zostały.
Słońce zagrało nam znów na nosie: cały długi weekend siedziało za chmurami, jak trzeba wracać do pracy to i pogoda się robi ładna. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.

Się cuda czasem jednak dzieją

<span style="font-size: …

Wczorajszy powrót do domu odbył się w nie
zachęcającej atmosferze.
Pusty fotel przed komputerem wytnie wskazywał, że Kolega-Cudotwórca nie pomógł.
Jeszcze na wszelki wypadek kliknęłam w swojego liska, ale się nawet pasek
postępu nie pokazał. Młodego nosiło czort wie gdzie , Miśka w Olsztynie, bo
Kortowiada wszak.
Tak naprawdę czułam się jak śnięta ryba i przysnęłam. Jak się ocknęłam dziecię
moje siedziało przy komputerze tłukąc potwory a Kot z wyrzutem zajrzał mi oczy.
Że niby pora późna o on bez kolacji…Nie mógłby ten Kot choć raz sam sobie
wziąć ? Cholera, Marcepanek jest mniej wymagający, zirytowałam się.
Stan komputera nie miał na moją drażliwość oczywiście żadnego wpływu…
Młody zameldował, że Kolega był, karta sieciowa się znalazła, ale nie wiele to
dało. Tyle, że działa gadu-gadu, a strony się czasem otwierają a czasem nie,
ale nawet jeśli, to trwa to trzy dni…I tu mnie naszło pewne zdziwienie,
bowiem przed reinstalacją było dokładnie tak samo.
Sięgnęłam po telefon
– Grześ, czy ja ci mogę zadać pytanie z gatunku debilnych ?- zapytałam bez
wstępów bo Grześ w chwilach wolnych od przywożenia mnie do pracy zajmuje
szczytne stanowisko informatyka w Fabryce.
– Jak musisz- Grześ był ostrożny, bo chyba mnie już zna trochę.
– Czy jak działa gadu to znaczy, że komputer łączy się z internetem , a to
znaczy, że karta sieciowa jest dobra ?
Grześ się zacukał i na wszelki wypadek nie dał mi jednoznacznej odpowiedzi,
cholera. Pan od neta się za to zdziwił, co wyraźnie usłyszałam w jego głosie,
po czym postanowił, że w poniedziałek przyjdzie osobiście, z własnym laptopem.
Nie pogodziło mnie to z rzeczywistością, oj nie. Że dopiero w
poniedziałek.  Kuzyn Artur nie odebrał
telefonu, Basia też nie, a to jedyne znane mi osobniki posiadające na stanie
laptopa. A tymczasem Marcepanek wysłał mi smsa „sprawdź konto”. Otworzyłam i
zamarłam. Jak to „sprawdź konto” ? Przecież wypłata ( 1 szwedzka) ma być
dopiero na 25 maja ( właśnie dziś odebrałam kartę do szwedzkiego banku, w
którym Marcepanek założył nam konto). A Polacy już nie mają co wysyłać…
” Nie mam neta. –odpisałam- a co ma być ? „
” 875 złotych „
Wkurzyłam się. Cholera- nie może jak człowiek wszystkiego od razu ? Tylko tak
cyka po dwa słowa ?
Wreszcie zadzwoniłam. Acha – jakiś bonus w postaci ekwiwalentu za urlop czy
coś. I sprawdź konto. Ba, sprawdź- ale jak ? Basia neta nie ma w domu.
Przejrzałam listę w telefonie. Madzia…
– Sprawdzisz mi konto ? zadzwoniłam
– Mam ci się na konto włamywać ?
– Ale jakie włamywać ?? Przecież ci podam hasło – oburzyłam się.
Nie  była zachwycona.
– Też se bank wybrałaś –  narzekała jak
powiedziałam, że bankomat mam w Olsztynie i tu mi salda może nie pokazać jakiś
obcy.
– Też se bank wybrałaś – narzekała gdy kazałam jej wyszukać bank googlem.
– Też se hasło wybrałaś – narzekała wybierając hasło z klawiatury. Ale stan
konta się zgadzał. O cholera. Ziemia łupnęła, od kamienia co spadł mi z serca.
Bo w schowku tylko ostatnia stówa się poniewierała, a do wypłaty daleko.
Z wrażenia  i z braku innego zajęcia
obejrzałam „Wyspę” w całości.
Rano , w bibliotece zajrzałam na chwile na blox, westchnęłam, poszłam unosząc
pełen koszyk książek.
A potem się okazało, że internet  zaczął
działać w miarę normalnie…

Do człowieka

Pan od neta powiedział, …

Pan od neta powiedział, że jego zdaniem urządzenie działa dobrze, a skoro porobiłam w komputerze już prawie wszystko a nei pomogło to czas na to "prawie".
!@#$ !!! Kolejna reinstalacja systemu. No szlag jasny by to…!
Wczoraj Młody  wziął i przeinstalował. Ale jakimś cudem nie zainstalowała się karta sieciowa stanowiąca integralną część z płytą główną. Żadne instalowanie kolejnych coraz bardziej dziwnych rzeczy nie przyniosło spodziewanego rezultatu.
Zła poszłam spać o 22.30.
Śnił mi się pociąg, do którego znów nie zdążyłam wsiąść. A potem K. zapatrzony w jakąś piękną pannę i smagnęło po sercu jak batem. A Marcepanek, który przyjechał neioczekiwanie był jakiś taki obcy w czerwonych włosach.
Dziwolągi jakieś.
Do domu pora. Znów nie wiem kiedy będę, bo nie wiem czy co pomoże wezwany przez Młodego kolega.
To nara…

…cholera, a tak się chce do człowieka!

Konformizm – takie brzydkie słowo

Bo …

Bo tak w ogóle to to jest trudne. Bardzo trudne.
Już  od dzieciństwa wdrażani jesteśmy do
posłuszeństwa i do ukrywania własnych osądów.

– Pozbieraj zabawki – mówi Mama
– Nie – protestuje Maluch. Nie. I nie. I nie. Kończy się klapsem i komentarzem
:
– Jesteś niegrzeczny.
Mama  w końcu zbiera zabawki sama, a
malec rycząc krzyczy :
– Głupia jesteś!- i na jego tyłku ląduje drugi klaps.
Proste dwie zasady utrwalają się na zawsze:
1. odmawianie karalne
2. wyrażanie swojego zdania jest karalne.
Uczymy się więc takiego postępowania żeby i wilk był syty i owca cała.
Konformizm to się nazywa chyba. Brzydkie słowo?
Zabawki sprzątamy byle jak, a inwektywy mruczymy pod nosem. I udajemy, że nie
rozumiemy, jak ktoś ma pretensje do źle wykonanej pracy.
I tak rośniemy – lawirując, żeby uniknąć kary. Im starsi jesteśmy tym coraz
trudniejsze się staje odmawianie komuś i obrona własnego zdania. No bo jak
powiedzieć NIE szefowi od którego zależy nie tylko awans i podwyżka ale i
zatrudnienie w ogóle ? Jak powiedzieć koleżance, że się czegoś nie zrobi  skoro może się obrazić?
Asertywność to umiejętność odmawiania. Niedobrze jak jej nie ma. Ale jak jest w
nadmiarze to też niedobrze.
Tydzień temu zgłosiła się do mnie koleżanka z innego działu.

– Słuchaj, muszę wypisać umowę zlecenie a nie wiem jak ,
pomożesz ?
– Jasne ! – powiedziałam i pomogłam. To znaczy- wypisałam tę umowę na
szablonie, który mam w swoim komputerze.
Wczoraj koleżanka przyszła ponownie.

– Wypisz umowę dla tej samej dziewczyny co wtedy – rozkazała.
Wyjątkowo mi refleks zadziałał.
– A ty nie wypiszesz ? – zapytałam
– Nie mam druku.
– To ci prześlę szablon na pocztę 
zaproponowałam.
– To jeszcze mam się zajmować wypisywaniem umów ?- oburzyła się.
– Wiesz, jakby zaczęła wypisywać wszystkie umowy w Fabryce nie miałabym czasu
na nic innego – tłumaczyłam jak dziecku. Stała nade mną z nadąsaną miną. – Po
za tym dostane burę od Żaby, bo mam robić coś innego- sięgnęłam po ostateczny
argument.
– To jaki masz adres tej poczty ? – zapytałam. Burknęła niechętnie przez ramię i
poszła wyraźnie niezadowolona.
A mała dziewczynka została ze mną w pokoju, zdziwiona i smutna, że „ znów mnie
ktoś nie lubi”. Dotknięta do żywego po raz drugi tego samego dnia.
Od dziś ćwiczę zdania :
” Swoje uwagi proszę zachować dla siebie”
” To nie należy do moich obowiązków”.
A tchórz we mnie już trzęsie majtkami, że trzeba będzie ich użyć.
Za szybą akwarium mam taki dobry wzorzec. Niemal jak metr z Sevre. Nic, tylko
się uczyć.
Dlaczego to takie trudne ?

Jeden dzień w Warszawie

Bilans :
– jeden …

Bilans :
– jeden bąbel na stopie
– wyrzuty sumienia bo:
a) brak chleba w niedzielę bo święto i sklepy pozamykane
b) zmęczenie, a w związku z tym spalone mięso obiadowe
c) wydane pieniądze na kebab bo swięto i patrz punkt a.
– awaria netu jako wynik działania dziwnego wirusa, który najpierw zaatakował  Kocia, potem Cyferki, potem Dianę, potem Marzenkę, a w końcu mój komuter – chyba rykoszetem poleciał.
…e, tam. Warto było.
W domu neta nadal niet. To nie wiem kiedy będą zdjęcia. I opis. I w ogóle cośkolwiek.