Sąsiadka na górze tłucze…
Sąsiadka na górze tłucze kotlety schabowe. U niej to chyba jakaś tradycja, bo co niedziela budzi mnie mnie to łupanie młotkiem. Oraz Radio " Ma Ryja" . Ona przestrzega ciszy nocnej i nie wali po uszach przed szóstą. Ale już po siódmej – czemu nie…Irytuje mnie to w najwyższym stopniu, bo rano wybudzam się powoli, lubię w ciszy , bez pośpiechu wypić kawę , poczytać, pomyśleć. W jazgocie tłuczka wymieszanego z wyjącym radiem się nie da. Zastanawiam się czy by jej uwagi jednak nie zwrócić, zwłaszcza w temacie radia, ale oczywiście tchórz we mnie zaraz zaczyna wymyślać, ja wcale nie lepsza, że moje dzieci to nawet o dziesiatej głosno słuchają, zwłaszcza jak mnie nie ma, pies szczeka a ja czasem wrzeszczę…Kulę uszy po sobie, zagłębiam się we własny świat, uciekam…
Od wczoraj sen z powiek mi spędza remont. Dosłownie. Obudziłam się o 2:41 i ani rusz zasnąć na powrót. Ból pomiędzy łopatkami, galopada mysli na sto tematów. Nie mogłam samej siebie zdiagnozować na okoliczność braku snu tym bardziej, że od kilku miesięy śpię znów jak zabita. Dopiero jak poczułam swędzenie skóry to mnie olśniło, że może się czymś denerwuję. Przejrzałam szafę ze sprawami godnymi stresu i wyszło, że to chyba ten remont.
Bo tak :
Kuzyn Piotr jest specem od instalacji gaz, woda, c.o. Ma dobrą markę w Miasteczku, jest solidny, dokładny, nietani i…powolny. Ale on mi tylko zrobi instalacje w/w. A ja potrzebuję kogoś z pomyślunkiem, kto pomoże rozwalić półścianki ( z cegieł) a następnie wzniesie drugie półścianki metr dalej. Tyle, że może nie z cegły, a z płyty, i jeszce osadzi w tym drzwi przesuwne. I jak zaczynam o tym myśleć to od razu zaczyna mi wirować : administarcja-wywóz gruzu, kupno zlewozmywaka, zamówienie szafki na wymiar bo kuchnia będzie nietypowa mocno, a kuchenka się nie zmieści, to znaczy- zmieści, ale nie otworzę piekarnika, a może kupić tylko samą płytę, bo Miśka wszak piec nie będzie, a przecież wyjeżdżam, ale skąd wziąć na to wszystko pieniądze, ciekawe ile taka płyta kosztuje, jak znam nasze realia to kuchenka z piekarnikiem pewnie okzałaby się dużo tańsza, ale po co mi piekarnik?, a co zrobię ze starą, na złom? ale ona jest zupełnie dobra,może by ją kto kupił,albo i wziął za darmo, za to że ją wywiezie, zabierze, zniesie…
Jak zaczynam się zagłebiać to widzę, że nie da się zrobić tak, że najpierw tylko Piotr zrobi instalacje, a ja sobie potem dokończę resztę. Bo się to robi niemożliwe logistycznie. Żeby przestawić zlew i kuchenkę muszę przesunąć drzwi do łazienki, więc nie mogę zostawić tego na później bo zostanę z łazienką bez drzwi…
I tak dookoła wojtek.
O, już mnie temat uprowadził, bo skasowałam trzy kolejne zdania, które to niby miały być o czym o czym innym a były o tym samym.
Ciekawa rzecz, że moje wlasne stany emocjonalne rozpoznaję nie po emocjach a po dolegliwościach fizycznych. Że swędzi skóra, że głowa boli, że nagła senność. Niby rok terapii, a uczucia nadal się chowają za kurtynką i muszę je dla własnego dobra wywlekać stamtąd za łeb niczym Kocia z szafki Młodego.
Ranek się sączy leniwie, Potwory śpią, cisza zapanowała – sąsiadka przestała tłuc kotlety, a radia nie włączyła. Przez balkon wpada smuga słonecznego światła, czerwienią się kwiaty pelargonii, a bez rosnący pod balkonem kołysze się na wietrze. Kilka dni temu był intensywnie lilaróż, dziś jest już jakiś spłowiały. Przekwita. Ostatnio nad trawnikiem uganiały się kosy- to rzadkość, bo nigdy ich tutaj nie widziałam. Lubię ich śpiew. Chciałabym żeby zostały.
Słońce zagrało nam znów na nosie: cały długi weekend siedziało za chmurami, jak trzeba wracać do pracy to i pogoda się robi ładna. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.