A zatem urlop.
Dziś spałam do 10.30.Za oknem hulał wiatr na przemian z deszczem, podnosiłam głowę, notowałam godzinę, szarość za oknem i zapadałam na powrót w sen.
Miśka na podwójnym łóżku ( dołączyła sobie łóżko brata) odsypiała nocne imprezowanie z okazji Dni Młodzieży panujących w Miasteczku.
Pogoda zrobiła mi psikusa. Wybrawszy się wreszcie po zakupy w kurtce na polarku stwierdziłam, że jest dużo cieplej niż się wydawało. Do domu z ryneczku wróciłam prawie ugotowana, w dodatku taszcząc wypakowany kosz.
" Chaziajka odnażdy z bazara priszła.
Chaziajka z bazara damoj priniesła :
karkoszku, kapustu, markowu, garoch
pietruszku il świokłu. Och! "
Ja przyniosłam : jabłuszka, śliweczki, gruszeczki, winogrona, papryczkę, pomidorki i jajeczka od kurek wiejskich.
Oczywiście kupiłam tego dużo za dużo, ale nie mogłam się oprzeć. Bo teraz owoce są prawie za darmo i nareszcie mogę się ich najeść do syta. Czasem żałuję, że nie mogę sobie doczepiać drugiego żołądka w razie potrzeby. Inna rzecz, że cały dzień, w obawie by się nie zmarnowało tyle cennego dobra, wciąż pojadam owocki zamiast czego innego. Ciekawe czy dwa tygodnie diety owocowej dałoby realny efekt na wadze ? Bo w sklepie mięsnym , gdzie kupowałam kiełbaskę ulubioną dla Miśki, pani powiedziała radośnie :
– No, ale się pani nareszcie poprawiła, bo całe życie taka szczupła, że aż do przesady-
Nie wiem czy ludzie to robią, bo im się wydaje, że są mili ??? Choć z drugiej strony mnie też się zdarzyło napaść znajomą :
– O matko, jak pani schudła, jak ładnie pani wygląda –
W każdym razie zaczynam z lubością powtarzać tę samą odpowiedź :
– To wszystko z tego dobrobytu…
Ludziom robi się wtedy, nie wiedzieć czemu, jakoś wstyd. A mnie dopiero wtedy śmiesznie.
Posprzątałam, zrobiłam obiad na który Miśka nawet nie spojrzała, bo zaganiana.
A ja spokojnie poszłam do kuzynki Ani, na dawno obiecywaną kawę.
Zdaje się, że znów prawie cały czas to ja gadałam. Ale przerobiłam rodzinne plotki z ostatnich dziesięciu lat. Na szczęście kuzynka z gatunku tych, co relacjonują wydarzenia bez oceniania kogokolwiek.
Ciocia nazbierała mi malinek, wujek na chwilę się oderwał od dziennika.
Jutro jadę na wieś. I zostanę tam co najmniej do poniedziałku.
Niech mi Vincent zazdraszcza. O!
a ja mam urlop!
A zatem urlop.
Dziś…