Raport

Po 1. Zważyłam się dziś …

Po 1. Zważyłam się dziś w szkole i albo kłamała waga albo Kitchaja. Wybieram wagę…
Po 2. Dziecko okazuje się zdolne nad podziw- awansował do grupy C.
Po 3. Ja awansowałam za to do D, co wydaje mi się dość dziwne zważywszy, że w C zostali Mark i Cengiz, którzy rozumieją po szwedzku wszystko. Ze mną do D idzie Sonia, Djulejman i Gulsum.

Ferie

W tym tygodniu nie …

W tym tygodniu nie chodzę do szkoły. Mam ferie, zatem zaopatrzyłam się w lekturę.

Artur & George – Julian Barnes
W imieniu obrony – Irving Stone
Szkoła zaopatrzyła mnie w lekturę dwóch nowelek pod zbiorczym tytułem :

Normal
0
21

<!–
/* Style Definitions */
p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal
{mso-style-parent:"";
margin:0cm;
margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:"Times New Roman";
mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}
@page Section1
{size:612.0pt 792.0pt;
margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;
mso-header-margin:35.4pt;
mso-footer-margin:35.4pt;
mso-paper-source:0;}
div.Section1
{page:Section1;}
–>
Läsa till max. Novellhäfte 1.

Czytam z szybkością jednej strony dziennie. Stron jest 47…

Notka gadana, czyli o niczym.

Pogoda zrobiła się taka …

Pogoda zrobiła się taka bardziej wiosenna. Mgła wygładziła kontury budynków, stłumiła hałas, horyzont nad jeziorem zasnuła tajemnicą. Po rzece wolno płynęły kaczki.

Femal działa. Dla mnie jest on odkryciem na miarę penicyliny. Znów czuję, że jestem sobą, a nie wiecznie zmęczoną, marudzącą i czepliwą jędzą rozchwianą emocjonalnie. Nawet włosy coraz mniej wypadają. Po umyciu głowy nie wyciągam  już w nieskończoność kłaków garściami. Paznokcie też znów mają właściwą odporność. Zaczynam rozpoznawać samą siebie. Hurra. Przynajmniej jedna korzysć z tej Szwecji.
Pogoda niestety choć miła, jest zdradliwa. Po powrocie ze szkoły, po lunchu…
A tak. Dygresja będzie.
TenMój ostatnio pracuje do 18 zamiast do 16. W związku z tym, jako dobra kobieta domowa, obiad przygotowuję dopiero na porę jego powrotu. Takim więc sposobem nasz rozkład posiłkowy przesunął się w stronę zachodniego i stąd po powrocie ze szkoły zjadamy z MoimKolegąKlasowym lunch – posiłek posredni pomiędzy drugim sniadaniem a obiadem.
No więc (wiem, wiem) po lunchu poczułam sennosć. A że pozwoliłam sobie na rozpustę i zjadłam go w naszej sypialni, która jest po kuchni najwygodniejszym miejscem w tym domu, to wystarczyło tylko odstawić talerz, odłożyc książkę. Resztką tomnego umysłu sięgnęłam po telefon by włączyć minutnik na godzinę i pięć minut (te pięć potrzebnych na zasnięcie), po czym położyłam telefon z dala od zasięgu ręki. Minutnik ma donosniejszy sygnał i bardziej natarczywy.
A potem sobie gdzies jechałam, jak zawsze ostatnio gdy spię, z kims rozmawiałam, cos się działo. Obudziłam się w półmroku. Pomyslałam, że to przez tę mgłę. Czekałam na minutnik, aż w końcu zdecydowałam się spojrzeć która godzina.
Rany boskie! 16:30! Spałam dwie i pół godziny, w zlewie sterta garów, obiad nie przygotowany, a jeszcze trzeba po kartofle isć bo wymysliłam babkę ziemniaczaną. Sklęłam minutnik i własne głupie pomysły.
Ustawiłam czas na 65 minut, tak…Tylko minuty wpisałam w miejsce godzin. Ostatnio coraz częściej dokonuję takich pomyłek. Ciekawe czy pierdołowatosć przenosi się mailem czy wystarczy czytać bloga iksińskiej?
A teraz się zastanawiam co ja do licha będę w nocy robić. No chyba, że zasnę…
E, jakby co, mam od Ivana "Pociągi pod specjalnym nadzorem". Po czesku. Lektora lub napisy mogę mieć jedynie po angielsku. Może być ciekawie.
A wczoraj sobie zafundowalismy na dobranoc Misia. Nie, nie tego "Z okienka" a tego co to oczko mu wypadło, temu misiu. Ivan nie zna komedii Barei, chyba mu pożyczę tego "Misia". Ciekawe czy załapie, bo po polsku rozumie więcej niż gada. Za to oglądał Seksmisję i Testosteron , oraz Wesele Wajdy i Katyń.
W przygotowaniu mam wpis o moich kolegach szkolnych. Będę ich obgadywać. Myslicie , że to wypada ?

Sobotni optymizm

U mnie dziś ciemno i …

U mnie dziś ciemno i szaro, brrrrr. Chmury to się chyba na chodniku położyły, po o 8:45 nadal miałam zmierzch.
Wstałam z bolącą łepetyną.
A w perspektywie same przyjemności :
– wizyta w banku i odebranie ID-kort( trzeba się znów będzie wysilać w mówieniu)
– kupno kolejnej dawki Femal (trzeba wydać 200 koron)
– są bluzki w wyprzedaży po 49 kr – zwykłe jednolite, coś w rodzaju
podkoszulki, normalnie kosztują od 150 do 200 koron a ja nie mam bluzek
więc trzeba kupić ( znów wszystkie będą mnie obciskały jak szynkę w
siatce, nawet te XXL za to rękawy będę mogła sobie zawiązać a dekolt
pokaże mój pępek).
A może by nie iść ?
Kartę odbiorę w poniedziałek, Femal kupi TenMój, to nie zobaczę jak
płaci i nie będzie mnie aż tak boleć, a bluzki przecież i tak w końcu
żadnej nie kupię…
Potem jeszcze trzeba odkurzyć te swoje 66 metrów ( nienawidzę odkurzać!)
Potem zrobić obiad (kurwa, znowu?)
Potem pozmywać (znowu, kurwa?)
Potem poczytać jedyną książkę jaką mam jeszcze nie czytaną (o kurwa, jakie nudy!)

niechce mi się, niechcemisię niechcemisieniechcemisię…- oddalam się mamrocząc pod nosem inwektywy na wszystko i wszystkich.

Pierwsza prawdziwa notka w nowym roku

<meta …

Normal
0
21

<!–
/* Font Definitions */
@font-face
{font-family:"Arial Unicode MS";
panose-1:2 11 6 4 2 2 2 2 2 4;
mso-font-charset:128;
mso-generic-font-family:swiss;
mso-font-pitch:variable;
mso-font-signature:-1 -369098753 63 0 4129279 0;}
@font-face
{font-family:"@Arial Unicode MS";
panose-1:2 11 6 4 2 2 2 2 2 4;
mso-font-charset:128;
mso-generic-font-family:swiss;
mso-font-pitch:variable;
mso-font-signature:-1 -369098753 63 0 4129279 0;}
/* Style Definitions */
p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal
{mso-style-parent:"";
margin:0cm;
margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:"Times New Roman";
mso-fareast-font-family:"Times New Roman";}
@page Section1
{size:612.0pt 792.0pt;
margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt;
mso-header-margin:35.4pt;
mso-footer-margin:35.4pt;
mso-paper-source:0;}
div.Section1
{page:Section1;}
–>

Przez brak obowiązków życie porąbało mi się zupełnie.
Wczoraj zasnęłam w porze, o której zdarzało mi się wstawać.  Dziś 
wstałam w porze, kiedy powinnam już pracować z motorkiem na czwartym biegu. Tak
jest od wyjazdu dzieci.
Termometr pokazuje jakieś straszne temperatury ujemne, zwykle strzałka mija
dziesiątkę, w związku z czym nie mam żadnej motywacji by wyjść na spacer, że o
rowerze nie wspomnę.
W domu dość chłodno, zwłaszcza po zachodzie słońca, gdy promienie nie dają
dodatkowego ciepła. Ubieramy się w swetry i rozgrzewamy gorącym gloggiem. Ja
dodatkowo zakładam na zwykłe skarpety, skarpety wełniane podwędzone mężowi. On
i tak nie nosi bo (uwaga!): oczka ściegu go uwierają. Ktoś to sobie wyobraża?
Taki delikatny. Pamiętacie jak w filmie "Nigdy w życiu" Tomasz mówił
do Judyty, że jadła w łóżku i potem mu całą noc okruchy spać nie dały? Wypisz
wymaluj Marcepanek.
Z nudów oglądam taką masę filmów, że zaczynają mi się całkiem mieszać. Z
drugiej strony nadmiar czasu przejawia się tym, że go całkowicie roztrwoniłam.
Do książek nie zajrzałam ani razu. Już nie mówię do podręczników, ale
przyniosłam sobie z biblioteki dwie książeczki dla dzieci, po szwedzku, i nie
ruszyłam. No ale całkiem bezczynna nie byłam: wypełniłam dwa formularze do CSN,
na zasiłki szkolne dla Młodego i dla mnie. Piszą, że mamy prawo się ubiegać, a
w obecnej sytuacji każdy grosz się przyda, bo żyjemy mocno na styk.
Nie chcę narzekać, bo i tak żyjemy lepiej niż w Polsce: z jednej, jedynej
wypłaty Marcepanka utrzymujemy dwa mieszkania oraz czworo ludzi i jeszcze nam
zostaje na jedzenie. Przy czym utrzymanie Miski w Polsce z opłatami i
zwierzakami to mniej więcej 1/3 naszego dochodu. Jakieś kalekie te proporcje,
skoro za prąd i gaz w Polsce płacę więcej niż za prąd (tu gazu się nie używa) w
Szwecji.

Z mieszkaniem w Polsce mam dodatkowe atrakcje w postaci
pogróżek sąsiadek, że starają się o eksmisję Miski. Naprawdę! Bo ona jest już
trzecim pokoleniem w tym mieszkaniu. Nie wiem co to ma do rzeczy, ale pomijając
wszystko inne, to moja matka jest tam nadal zameldowana a czynsz jest płacony
regularnie…

E, niepotrzebnie o tym myślę, bo znów mi się ciśnienie podnosi i łupie z
tyłu w głowie.
Tak czy siak, leniuchowałam do bólu przez ostatnie dni. Do tego stopnia, że
zgłupiałam dziś rano zobaczywszy na gadu-gadu świecące słoneczko koleżanki, o
której wiem, że internetu używa tylko w pracy. Chwilę trwało nim przypomniałam
sobie, że w Polsce trwa już rok w pełni i wszyscy zagnani do ciężkiej roboty –
bo nowy rok, inwentaryzacje trzeba skończyć, pity porobić, bilanse i inne
sprawozdania- i o Nowym Roku zapomnieli na amen, że Bożego Narodzenia nie wspomnę.
Ja jeszcze jutro mam wolne, bo 6 stycznia, czyli Trzech Króli jest w
Szwecji  świętem i dniem ustawowo wolnym od pracy.
Dziś musze pójść spać jak człowiek – przed północą, i męża też zagnać, bo
inaczej we środę będzie bolało.
Obiecałam sobie, że bez względu na temperaturę wyjdę dziś z domu. To idę się
zbierać.
U Was też taki mróz? Może choć na pociechę macie słońca trochę?

No to witajcie w Nowym Roku

<img height="112" …

Dobrze się bawiliscie ? Ja byłam na Nya Staden Torg , oglądałam fajerwerki. Fotorelację  w trzech częsciach zdałam Wam tu:
http://prowincjuszka.blox.pl
No to idę założyć nowe majtki (zgodnie z zaleceniem odwodnik) i ruszam do pracy : w zlewie sterta garów, w łazience pranie wysypuje się z kosza, kwiaty zwiędły,a lodówka aż się prosi o odmrożenie.
Nowy Rok zaczyna się słonecznie i mroźnie nadal nie ma śniegu jest tylko szron.

Załóż czapkę, święta idą…

W oddalonym o 19 km …

W oddalonym o 19 km Innym Miasteczku są polskie produkty, doniosła Madzia któregoś dnia.
Pojechaliśmy. Sklep nazywa się Coop. Jest półka z polskimi specjałami, a na niej : kapusta kiszona, ogórki kiszone, korniszony, chrzan, dżem wiśniowy, powidła śliwkowe oraz barszcz w kartoniku. Do tego jakieś małe puszeczki z polskimi konserwami.
Na konserwy machnęliśmy ręką, ale za resztę się złapaliśmy. Dwa słoiki kapusty, po słoiku korniszonów i kiszonych, słoik chrzanu oraz powidła śliwkowe. Podumaliśmy chwilę nad barszczem z kartonu, ale stwierdziwszy, że buraków w Szwecji dostatek, odstawiłam karton na półkę.
W leżącym obok Lidlu kupiłam twarożek mielony, kwaskowy, w sam raz do nalesników lub sernika.
Śledzie kupiłam już w Miasteczku, pod Willisem, porządne, solone, nie paczkowane. Właśnie się moczą. Pod Willisem kopiliśmy także choinkę, którą już ubraliśmy (ja ubrałam, młodzież okupowała komputer a Marcepanek naprawiał lampkę nocną).
Jutro umyję okno w pokoju Młodego i przystępuję do gotowania.
Będzie się działo!

To boli

Drzemanie nad książką …

Drzemanie nad książką nie jest wskazane dla osób przesadzonych w inną glebę. Półsen przyniósł najpierw widok tętniących życiem ulic Olsztyna, zamku wśród kwitnących drzew, a potem widok MOJEGO lasu i Łyny lśniącej i wijącej się. Piękny był to prezent, ale …

I cóż że ze Szwecji ?

Ano dojechałam wczoraj …

Ano dojechałam wczoraj około 21. Tutaj czas jest taki sam w Polsce. Niestety zaraz na wstępie okazało się, że internet nie działa…
No rozpacz w czarną kratkę. Z tej rozpaczy dziś napisałam list papierowy i choć w zamyśle miał on być do Ali to jednak pisząc wiedziałam, że jak już ten net w końcu uruchomię to go tutaj umieszczę.
Nad netem głowił się Młody.
Głowiła Madzia.
Głowił Roland-Dobroczyńca.
Głowił Robert – mąż Madzi.
A sprawił by zadziałało kto ? No jak to kto ? MARCEPANEK! Nasz McGywer skrzyżowany z Adamem Słodowym (kto go pamięta?).
Teraz więc tłoczymy się z Młodym.
Jako starsza, a zatem mądrzejsza ustępuję dziecku pola, bo wiem, że jutro rano ja wstanę o siódmej, a Młody nie wiem kiedy. Wtedy opiszę wszystko "po porządku".
I tak, tak, dobrze widzicie- mam polskie znaki choć używam szwedzkiej klawiatury. Jedyna z czym mam problem to literka s z kreseczką. Muszę kombinować by ją wstawić, więc proszę o wybaczenie jakby co.
A tymczasem oddalam się w celu sprawdzenia czy inni żyją.
Aha i jeszcze jedno: dziękuję za wszystkie dobre i ciepłe słowa. Oraz za gromadnie nadsyłane smsy w dniu mego wyjazdu. To wszystko sprawiło, że jednak lżej było jechać, ale łaza w oku się kręciła i to nie jedna…