Miałam wolne w ten weekend.
eM pojechał na północ, nie jakoś tam daleko, tylko 500km. Pojechali razem z Zuzu do Misi i Mela.
Na północy jest teraz pusto… bardziej niż zawsze.
Lato minęło, zima jeszcze nie przyszła.
Podobno pięknie, podobno wciąż jest masa jagód: wielkich i słodkich.
Podobno…
A ja zostałam w domu, z Tosią.
Cisza przez całe dwa popołudnia. Cisza rano. Brak trzaskania drzwiami, pozapalanego światła choć dzień, jazgoczącego telewizora.
Posprzątałam jak lubię, i miałam porządek przez cały weekend. Rano, gdy szłam robić kawę witał mnie czysty i pusty blat w kuchni.
Miałam pomysł, żeby gdzieś pojechać, jakieś zdjęcia, jakieś życie towarzyskie… A potem okazało się, że wcale mi się nie chce.
Czytałam papierową książkę siedząc na balkonie we wrześniowym słońcu. Głaskałam psa i kota. Gadałam do nich.
Spałam gdy poczułam, że jestem senna.
Spacerowałam w Tosią powolnym krokiem, luźno trzymając smycz, pozwalając jej samej wybierać kierunek.
W sobotę głowa jeszcze lekko dokuczała, ale niedziela już była wolna od bólu.
Miałam popracować, nadgonić zaległości z minionego tygodnia, ale pozwoliłam sobie tego nie robić.
Reset. Całkowity reset.
Warto było.
Najwyraźniej potrzebujesz odpoczynku. A tu zapukał poniedziałek…
PolubieniePolubienie
Tego Ci bylo trzeba! Nie żałuj sobie, jeszcze się pomęczysz. Trzeba dbać o siebie:)
PolubieniePolubione przez 1 osoba