Pod wpływem „pomroczności jasnej” odpowiedziałam na pytanie co mnie wkurza… i wysmarowałam podły, rasistowski tekst.
Napisałam wszystko to, o czym wiem, że tak myśleć nie wolno.
W głębi duszy chyba jestem złym człowiekiem, bo tak myślę, zanim moje własne sumienie nie przywoła mnie do porządku i nie przypomni, że tak nie wolno. Tym razem sumienie zaspało, a ja niestety piszę dość szybko.
Oczywiście dostałam zjebkę, więc naturalnie próbowałam się bronić, zamiast przeprosić z wdziękiem.
Nie chcę być takim człowiekiem. Dlaczego więc jestem? Ale przecież właśnie nie jestem… choć bywam.
Czy jeśli impulsywnie chcę zrobić coś złego, ale szybko się reflektuję i sobie na to nie pozwalam, to jestem zła czy dobra?
Gryzę się tym od kilku dni.
Miesiąc: Październik 2021
99. Październik
Zadziwiające.
Człowiek utknie na kilka dni w domu, bo przeziębienie, a gdy wreszcie po długich, zasmarkanych trzech dniach wystawi nos za drzwi to okazuje się, że świat się zmienił drastycznie.
W niedzielę, tydzień temu było jeszcze zielono i liściasto.
We czwartek było żółto…
A wczoraj zaczęło być łyso.
Pyk. I już.
Byliśmy na Festiwalu Światła nad Nossanem.
Pojechała z nami Misia. A na miejscu spotkaliśmy Adamków, bo się im naraz zachciało zobaczyć i festiwal i nas, szybciej niż za pół roku.
Szliśmy sobie powoli, bo tłum był ogromny, a w tłumie dzieci i psy.
I przez większość drogi deliberowaliśmy nad tym czy rok temu byliśmy, czy nie.
Nikt z nas nie miał w telefonie zdjęć sprzed roku.
Ale Misia pamiętała, że byliśmy, bo właśnie kupiła sobie swoją ukochaną parkę… Ale jakim cudem JA nie pamiętam? Przecież ja pamiętam wszystko!
Troszkę siąpiło, ale nie za mocno.
Gadałam z Adamkową o włóczkach. A z koleżankiem o pisaniu, bo oboje mamy takie zapędy, tylko on to rozgryza naukowo, a ja zawsze szłam na żywioł. Niemniej zachęcona jego uwagami zaczęłam też się dokształcać w tym temacie… i ciekawe rzeczy mi wychodzą. Bardzo ciekawe.
Potem zastanawiałam nad tym, że koleżanek to chyba pierwsza osoba z którą mogę pogadać o pisaniu… i rozmaitych ograniczeniach osobistych.
Dziwne, odprężające uczucie, móc mówić bez konieczności tłumaczenia wszystkiego i z poczuciem, że nawet żart w stylu „jak łysy warkoczem o beton” ujdzie mi na sucho…
W domu sprawdziłam mój pamiętniczek czyli zdjęcia. I okazało się, że owszem, byliśmy rok temu. Tylko impreza nie była szumna, bo covid, chyba nawet biletów nie było. Nie było Lasu Duchów, ani koncertów (na które i tak nigdy nie chadzamy) tylko oświetlona ścieżka.
Mam zdjęcia! Mało, bo mało, ale mam. Tyle, że …w RAWach. Nawet ich nie wywołałam! Ani nie obejrzałam. Nadrobiłam w niedzielę i poniżej efekty.
Wychodzi na to, że pamiętam poprzez zdjęcia. Można rzec: mam pamięć fotograficzną, haha!




W tym roku byłam bez aparatu. Bo mogło lać. Bo robienie zdjęć w ciemności wymaga statywu, a ja go nie lubię. Bo wolałam się skupić na ludziach.
Za rok znowu się będę zastanawiać czy byliśmy czy nie :D.
Coś jeszcze chciałam, ale mi uciekło…