Ciągle coś.
Zuzu przejęłam w poniedziałek po szkole.
A ponieważ mam dużo roboty, to hohoho jakie miałam plany…
Muszę się wyrobić z raportami wszystkich moich firm, bo 12 listopada przypada termin na tych comiesięcznych i na tych kwartalnych.
A ja 2/10 wyjeżdżam.
A wracam 6/10 w nocy.
A tu ciągle coś.
W jednej firmie pomogłam pogadać Z Polakami, bo chłopaki w sprawie pracy się dogadają, ale ekonomii – to już nie bardzo, a tu zmiany w przepisach.
Potem jeszcze raz trzeba było polecieć, bo chłopaki zgromadzili potrzebne papiery i trzeba ich było zarejestrować. Pani poddała się przy imieniu Ryszard 😀 Więc ja wypełniłam wniosek. A przy okazji zasugerowałam pani, że ktoś jej udzielił nie do końca właściwych informacji i lepiej jakby zadzwoniła i zadała takie pytanie…
Sama byłam ciekawa odpowiedzi, przyznaję, że się panią trochę wyręczyłam, bo ja strasznie nie lubię przez telefon, z nieznanym urzędnikiem, po szwedzku.
Odpowiedź była jednak dokładnie taka, jak się spodziewałam…
Dlatego wyszła konieczność spotkania się z Polakami…
A tymczasem trzeba było zainstalować Zuzu. Zabrać jej ubrania od mamy (gdzie teraz mieszka Yankie), zrobić zakupy, bo dziecko musi mieć co jeść. A jeszcze zagnać do mycia, lekcji i mycia zębów.
We wtorek to myślałam, że zacznę wydajnie pracować… Hahahaha!
Telefony, jakby się wszyscy zmówili. Kończyłam jeden i natychmiast dzwonił kolejny.
Zuzu, cała dumna, przyszła sama ze szkoły i natychmiast trzeba było gnać, żeby ją odstawić do mamy Mela, bo Zuzu u niej ćwiczy na pianinie.
A mama Mela była w biurze gdzie pracuje jej mąż, bo pracują w firmach powiązanych ze sobą.
I tam usłyszałam, że z tymi Polakami to bardzo im pomogłam i oni są tacy zadowoleni. Znaczy – one, właścicielka i ta księgowa. A to mama Mela dała im kontakt do mnie.
Miłe to było. Początkowo się chełpiłam w duchu, potem się zganiłam za zadufanie, potem uznałam, że to super, że czytając szwedzkie przepisy zrozumiałam to, co trzeba i mogłam pomóc szwedzkiej koleżance, która się w tych przepisach lekko pogubiła.
Wyszło na to, że nie wiedziałam, że to jest takie trudne, i dlatego się nauczyłam.
Potem Mama Mela zaproponowała fika (czyli kawę) to nie odmówiłam, bo …no trzeba było. Już dawno mówiłam, że chętnie bym z nią pofikała, ale nie składało się.
Zamieszania między młodymi sprawiały, że fikanie z nią raz traciły, potem odzyskiwały sens.
No ale, przy Zuzu nie chciałam omawiać spraw naszych dzieci…
Więc się tylko pośmiałyśmy z opowieści Zuzu. A ja zobaczyłam moją wnuczkę w zupełnie innym świetle.
Już nie dziecko, a śmiałą dziewczynkę, która pięknie: barwnie i dowcipnie potrafi opowiadać i różnych rzeczach. Po szwedzku naturalnie. I potrafi rozmawiać swobodnie z dorosłymi.
A Papa Mela na widok Zuzu złapał zszywacz, żeby jej dziury w spodniach pozaszywać.
Zuzu ich bardzo lubi oboje.
A oni ją. Tak szczerze, nie z powodu Mela.
Mama Mela przyznała się, że jej ulubioną muzyką jest hard rock.
Wieczorem przyszli Polacy. Opowiedziałam jakie mają opcje, w związku ze zmianą przepisów.
Wczoraj wreszcie było spokojniej. Więc nadrabiałam zaległości.
A tu jeszcze zadzwoniła Litwinka z zaproszeniem na Wielkie Otwarcie ich firmy jubilerskiej. We wtorek za tydzień. W Falkoping.
Dobrze, że po południu, bo eM przecież od poniedziałku w nowej pracy, więc nie ma opcji o wcześniejszym wyjściu czy coś.
Wygląda na to, że będzie mu tam dobrze. Dobra atmosfera, spokojna praca, ale bardzo różnorodna, bo firma robi niewielkie zlecenia dla każdego, kto potrzebuje. Więc nie nudno. A jak się dostanie zadanie to trzeba je wykonać od początku do końca. Czyli wyciąć materiał, zmontować go, wykończyć. Czyli coś, co eM bardzo lubi.
Po tej galopce ostatnich dni, przeprosiłam wczoraj Zuzu i poszłam spać o 20.30.
Odpływałam już pod prysznicem. Czasem tak na mnie wieczorami spada, że nie jestem w stanie funkcjonować. Nawet nie czytałam.
A teraz, zaraz będzie pora się ogarniać.
Zuzu już nie śpi, zjadła swoje płatki, więc jeszcze 30minut może się pogapić w ekran.
A potem-odprowadzić ją kawałek do szkoły (rano jest ciemno i niefajnie mi puszczać ją samą). Potem wziąć Tosię. Nie mogę wziąć ich razem, bo Tośka nie chce iść do domu bez Zuzu (zgubiłaś jedną owieczkę ty głupi człowieku, skaranie z tymi ludźmi, do dwóch nie umieją policzyć, nie pójdę, tu będę czekać, położę się i będę czekać, a ty idź i znajdź owieczkę, albo najlepiej chodźmy razem jej tropem).
I dlatego muszę na dwa razy 😀
Potem siąść do roboty, tylko chyba wyciszyć telefon, czy coś?
Ja proszę: niech się już nic nie dzieje.
A tak. Łotwa wprowadziła ścisły lockdown na miesiąc. I teraz nie wiadomo jak będziemy jechać. Ale Zuzu nie jest w grupie ryzyka z racji wieku, a ja zaszczepiona, więc może jednak pozwolą nam lecieć, przelecieć i wylecieć.
Bo naprawdę nie chcę jechać na Arlandę i stamtąd lecieć bezpośrednio do Tallina. Proszę, nie!
Faktycznie dzieje się i nie dziwię się, że padłaś tak wcześnie
Ja też padam o 21.05. 😃
A dzieje się dobrze i ciekawie więc trzymam kciuki za całokształt. Uściski.
PolubieniePolubienie
ech…nie tylko dobrze, niestety… choć to tym razem nie u mnie, ale u kolegi…
PolubieniePolubione przez 1 osoba
To przykre.
PolubieniePolubienie
Ależ światowo i międzynarodowo w tym wpisie:) Czy kawa to fik po szwedzku? Bardzo zabawne to „fikanie”:)
PolubieniePolubienie
Tak, FIKA to szwedzkie słowo oznaczające wspólne picie kawy wraz jakąś przekąską.
Fika to i czasownik i rzeczownik.
Vi fikar – pijemy kawę
Vi tar fika – zabieramy kawę + coś do jedzenia.
Gdy mówimy fika to zawsze domyślnie chodzi o kawę (lub herbatę) wraz z przekąską: kanapką, słodką bułką, ciastkiem. Czyli jeśli ktoś pyta czy chcesz FIKA rozumie się przez to i gorący napój i coś małego do jedzenia.
Gdy ktoś proponuje ci wyłącznie kawę, lub mówi wyłącznie o kawie to jest to po prostu kaffe.
Fika to bardzo ważny element szwedzkiej kultury.
We wczesnych godzinach przedpołudniowych jest w firmach FIKA PAUS czyli przerwa na kawę i przekąskę. Biada temu kto się od tego zwyczaju uchyla, można zostać uznanym za dziwnego lub wręcz asocjalnego. Starym zwyczajem, w piątki, ciasto do kawy funduje pracodawca (kawa w każdej firmie jest gratis i bez ograniczeń).
FIKA to obok LAGOM drugie najważniejsze słowo w Szwecji (wg mnie i wielu Polaków w każdym razie).
My, Polacy sobie to słówko spolszczamy i mówimy np. „Pofikamy razem?” co kogoś, nieobeznanego w temacie może wprawić w zakłopotanie.
Jest też taki fajny portal o Szwecji, prowadzi go moja znajoma Aldona (nawet jej kiedyś coś tam napisałam): https://pofikasz.pl/
PolubieniePolubienie