W nocy znów czekałam na koncert Marka Knoppflera. Tylko tym razem miał to być koncert kameralny, a ja wiedziałam, że będę mogła go poprosić o ulubioną piosenkę. I nie wiedziałam jaką chcę, bo w głowie cały czas słyszałam inną. Ale wiedziałam, że będę mogła być blisko, patrzeć, wyznać miłość i poprosić by został ojcem moich wnuków. (Wolałabym „moich dzieci” ale nawet we śnie wiem, że:
a. nie chcę mieć więcej dzieci
b. nawet gdyby to to i tak już nie jest możliwe).
Najlepsze było to, że ludzie czekający wraz ze mną wcale nie uważali, że to dziwne lecz popierali mnie i wspierali w tej beznadziejnej miłości.
Obudziłam z myślą: Basil. Zagraj mi o Bazylu.
Ale w głowie wciąż mi gra „One song at a time”, a szczególnie ten wers:
And I’ll be out of this place
And down the road wherever
There but for the grace, etcetera
I’ll see you later somewhere down the line
I’ll be picking my way out of here
One song at a time
Wstałam z kłuciem w oczach…
Za oknem było wietrznie, termometr pokazywał 13 stopni. Wzięłam kurtkę.
Po wczorajszej burzy i deszczu wszystko lśni. Trawniki nad rzeką posypane żółtymi liśćmi lipy. Lekka mgła w jesiennym słońcu. Znowu gęgający klucz gęsi nad głową, na północ.
…down the road wherever…
Czarny, mały pudel, obcięty na pudla, ciągnie swoją panią przez ulicę.
Człowiek na motorze, w żółtej kamizelce „Nauka jazdy” dogonia drugiego i jada prawie ramię przy ramieniu.
…I’ll see you leter…
Na moście kobieta w rozwianej granatowej spódnicy w graficzny, czerwony wzór, kurtka dżinsowa, płaskie, żółte baleriny, proste, ciemne włosy zebrane w króciutki kucyk i czerwona szminka na ustach.
…somewere down the line…
Dwie kobiety ze stojakiem na ulotki i z pytaniem na szyldzie „Czy cierpienie się skończy?”.
Tośka się zapiera łapami przy wylocie ścieżki nad rzekę, wreszcie się kładzie w biernym proteście. Kobiety się nam przyglądają. Wreszcie któraś mówi:
– Zmęczył się pies?
– Nie- odpowiadam – Po prostu chce iść tam – pokazuję palcem.
– O! – zaskoczenie.
– Ona jest dosyć stanowcza – dodaję śmiejąc się. Na dowód ruszam w kierunku ścieżki a Tośka natychmiast zrywa się na cztery łapy.
…down the road wherever…
…I’ll be picking my way out of here
One song at a time
…I’ll be picking may way out of here
One song at a time…
Trzeba wziąć tabletkę.
Cudownie się z Tobą spaceruje. U mnie parno, nie ma czym oddychać. Właśnie wyszłam na kawę przed biurowiec, żeby zaczerpnąć pewnie ostatnich kilka oddechów dodających energii…
PolubieniePolubienie
Posłuchaj Marka! To dopiero towarzysz spacerów
PolubieniePolubione przez 1 osoba
W snach, to i ja mam zakodowane, ze nie chce miec wiecej dzieci. Jestem najszczesliwsza kobieta na swiecie, ze to juz jest niemozliwe, przynajmniej jeden stres zyciowy mniej.
PolubieniePolubienie