96. Weekend

minął spacerowo.
Każdy weekend to są dwa zasadnicze pytania: co na obiad i gdzie z psem.
Na obiad zwykle są schabowe dla chłopaków bo to najszybsze danie a jednak przynajmniej wydaje się wartościowsze niż pizza z mrożonek.
Dla chłopaków, bo ja nadal mięsa nie jem. Czasem zjadam puszkę tuńczyka bo lubię, ale też rzadko.
Spacery z psem to oddzielna historia.
Tosia lubi pobiegać, powęszyć, potropić. Jak każdy w pies. Cały tydzień, każdego ranka pies chodzi asfaltowanymi ścieżkami, na smyczy. W weekendy chcemy jej dać trochę radości: brak smyczy, potaplanie się w wodzie, chaszcze, gdzie tyle zapachów. Problem w tym, że choć Szwecja jest o wiele rzadziej zaludniona niż Polska to znalezienie miejsca w miarę bezludnego jest praktycznie nie możliwe. Oczywiście mamy swoje pewniaki jak ta droga pośrodku niczego, ale tam nie ma wody. A woda to absolutnie obowiązkowy element spaceru. Może być rzeczka, strumień, bajorko, jezioro. Ale może być też śnieg. No, ale w Szwecji, cokolwiek ktoś by sobie nie myślał, śniegu latem nie ma. Nie w Zachodniej Gotlandii w każdym razie.
Poza tym…jak często można jechać w miejsce, gdzie zna się każdy kamień, każde drzewo na drodze?
Dlatego skrzętnie notuję, gdy znajomi różnej maści pokazują swoje wycieczki i trasy spacerowe w okolicy bliższej lub dalszej.
I tak w sobotę byliśmy na takim szlaku, który startuje koło kościoła w Varnhem. Kościół ten „grał” w w filmie Arn, więc od dawna chciałam go zobaczyć z bliska. Są tam ruiny klasztoru, ale z psem się tam nie pchałam. Ot tak…z szacunku.
Spacerek takie ze dwa kilometry, spora część wzdłuż rzeczki, która kiedyś zapędzała młyn i dawała mnichom wodę, dziś prawie wyschnięta, odsłoniła koryto pełne kamiennych płyt i uskoków. Ale jak to w Szwecji: szlak wytyczony jest przez prywatne posesje, najczęściej będące pastwiskami, więc pies niestety na smyczy, długiej, ale jednak.
Na koniec były owieczki…i trzeba było widzieć Tośkę. Nagle zbystrzała, zaczęła się wdzięczyć, to znaczy robić coś takiego jakby tańczyła: przestępuje z łapy na łapę i każda część ciała się kręci w innym kierunku. To taka oznaka radości i ekscytacji. eM musiał trzymac z całej siły bo rwała się do owieczek strasznie. Nie chciała iść dalej, odwracała się i opierała z całej siły. Podobnie reaguje na konie. Na krowy na kolejnym pastwisku zareagowała zwyczajnym zaciekawieniem, powęszyła*, popatrzyła, obejrzała, bez oporów poszła dalej.
Wczoraj inna trasa, też wzdłuż innej rzeki. Stary, bardzo stary las, leniwa rzeka płynąca zakolami, nad rzeką małe drewniane ale stabilne mostki, nad mokradłami kładki. Pełno zwalonych drzew, bo to rezerwat, więc jedyne co się robi to w zwalonym na ścieżkę drzewie wycina się przejście na szerokość ścieżki. Pierwszy raz widziałam żeremie, ale się domyśliłam, że to musi być to.
Było mroczno, duszno bo bezwietrznie (no, w wiatr to ja bym nie chciała tam być, bo pewnie uschłe konary latają co i rusz) i prawie bez różnej maści owadów, których w takich miejscach zwykle pełno.
Ciekawa trasa, ale Tośka znów na smyczy, bo znowu blisko pastwisk.
Niemniej pies się zmęczył, my też a potem w poczucie dobrze spełnionego obowiązku mogliśmy się uwalić na sofach i fotelach.
W lesie już cisza, ptaki nie śpiewają. A od kilku dni nad miastem słychać gęganie i widać klucze gęsi lecące na północ. Nie pytajcie mnie czemu na północ, bo to dziwne, nie?

*oczywiście tak krowy jak i owieczki były oddzielone od psa ogrodzeniem a my trzymaliśmy się kilka metrów od ogrodzenia, żeby nie stresować zwierząt ale i nie narazić psa na kontakt z prądem.

Jedna myśl w temacie “96. Weekend

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s