21. Normalnie

Jednak przeżycie grudnia i stycznia pochłania ogromną ilość energii. A tę wysysają te ciemności, powracające wichury, permanentna szarość.
Zafundowałam sobie dwa dni wolnego, bo nie wyrabiam. Świąteczne dwa tygodnie zabrały mi energię…Każdego ranka, wstając mam ochotę płakać. Znowu będę wykonywała te same czynności, w tej samej kolejności, w tym samym porządku pozdrawiając napotykanych ludzi. Robię od czterech lat i jeszcze chyba żadnego roku nie miałam tak przemożnej chęci by pizgnąć to i uciec.
To chyba stąd rośnie we mnie coraz bardziej natarczywa chęć wyjazdu. Choć na trochę zmienić klimat, widok, język i ludzi. Choć przez chwilę uwierzyć, że TAM na pewno jest lepiej.
Dobra, wiem, że wszędzie jest tak samo, że piekło to każdy ma swoje własne, które nosi w sobie. Więc umówmy się, że chcę wakacji, myślenia o czymś innym niż o obiedzie, sprzątaniu, spacerze z psem.
Wiedziałam, zawsze wiedziałam, że jestem niespokojnym duchem, nie wiedziałam, że jestem nomadem. Ciekawe czy kiedykolwiek znudziłoby mnie przenoszenie się z miejsca na miejsce?  Tak myśli kobieta, która do czterdziestego roku życia mieszkała w tym samym miejscu od urodzenia, która nigdy nie przekroczyła granicy Polski, nie płynęła statkiem ani nie leciała samolotem. Dziś marzy mi się wędrówka po całym świecie, bez stałego domu, bez adresu, bez kotwicy. A najbardziej mnie ciągnie na południe.
Moim marzeniem od zawsze był Paryż bo język francuski jest muzyką dla moich uszu. Mój pomysł na zwiedzanie to usiąść na ławce z ładnym widokiem (może być ogródek przy kafejce) siedzieć, patrzeć na ludzi, słuchać melodii ulicy, strzępków rozmów w języku, którego nie znam, przyglądać się wszystkiemu bez pośpiechu i skrępowania, czasem gołym okiem czasem przez wizjer aparatu.
Paryż od jakiegoś czasu już nie nęci.
A od niedawna woła mnie Lizbona. Woła. I woła. Od przyszłego miesiąca zaczynam zbierać pieniądze. Pojadę sama czy z kimś…nie ma znaczenia. Byle tylko ten ktoś nie narzucał mi stylu zwiedzania.  Pojadę w tym roku. Chciałam wczesną wiosną, ale może być wczesna jesień.
Co ja chcę tam znaleźć?
Oto jest pytanie…

4 myśli w temacie “21. Normalnie

  1. Twoja wizja spędzania czasu w Paryżu spełniła mi się, gdy byłam miesiąc we Francji w 2009. Janusz w pracy, bo był w delegacji, a ja całymi dniami spacerowałam po Clermont-Ferrand, gapiłam się na okolicę, przyglądałam ludziom, robiłam zdjęcia. Często przysiadałam w ogródkach kawiarnianych na „cafe o’le”, czyli kawę z mlekiem i chłonęłam. Otaczał mnie niezrozumiały gwar, a ja czułam się jak w kosmosie, przez nikogo niezauważona, prawie niewidzialna. Było wspaniale, choć dzisiaj chłonęłabym bardziej. No, i wtedy nie umiałam robić zdjęć, nie umiałam „patrzeć”, czego sobie nie mogę darować. Same jpgi, nosz fak! 😉

    Polubienie

    1. Ewa, lepszy jpg-rydz niż nic ;).
      Może trzeba tę wyprawę powtórzyć? Może się jednak jakoś da? Jak się człowiek mocno spręży, poszuka tanich biletów i taniego noclegu?
      Jak byłam w Berno to odkryłam, że moja nieuświadomiona wizja zwiedzania tak właśnie wygląda. Wtopić się w obcy tłum, zniknąć, istnieć tylko, nie zakłócać „integralności przedsięwzięcia”.
      Dlatego teraz z uporem maniaka łażę po stronach wyszukujących przeloty oraz po booking.com szukając najtańszego mieszkania.
      Bo kurczę, na wyjeździe, to ja mogę suchą bułkę z wodą jeść, nakarmię się wrażeniami i to mi da tyle siły, że mi nawet kawa nie będzie potrzebna.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s