taki czas mamy.
Stary sobie poszedł. Nowy jakoś nie może się zacząć. Czas zatrzymał się gdzieś między nocą a dniem, o szarej godzinie. Szyby zlane deszczem, obudziło mnie bębnienie w parapet. Jarzębina za oknem roni łzy jak grochy.
Śniła mi się czysta, przejrzysta jak kryształ, ciepła woda, z miękkim piachem na dnie i strachem na wróble na brzegu. Zanurzyłam się w tej wodzie cała. Było cicho, bezpiecznie, kojąco. Kłopoty z wyjściem nie były straszne, raczej zabawne.
Oby to była wróżba na nadchodzący rok.
Fajerwerki na rynku o północy, pierwszy raz oglądane gołym okiem a nie przez obiektyw aparatu nie zrobiły szczególnego wrażenia. Może muzyka była nie taka ? (była nie taka) Myśl o przerażonych ptakach może przeszkadzała? (przeszkadzała) Refleksja o tym, że my też jak te iskry na niebie, może niepotrzebna? (potrzebna)
Miasto śpi po nocnym szaleństwie.
PanMarek Trójkowy w słuchawkach.
Jak to dobrze, że jutro już normalnie.
Do spotkania z Zozolem 14 dni.