31 lipca

Donosze, ze …

Donosze, ze zyje. 

Zauwazylam, ze moje pisanie ma zwiazek z nastrojem. Jak jest baaardzo zle – to milcze. Ale milcze takze, gdy zle nie jest, gdy jest codziennie, spokojnie, normalnie. Gdy pisaniem niczego nie musze zagluszac ….
Albo i nie jest tak jak pisze. Milcze, bo pisanie bez znakow polskich to dla mnie trauma a polskie znaki na lapku wraz z Jankim jeszcze wciaz w Polsce. Wracaja za tydzien…nie, za cztery dni i nie przyznam sie za nic, ze oba powroty ciesza mnie jednakowo a moze i lapkowy – bardziej. Bardziej, bo Janki wroci i wykopie mnie ze swojego pokoju ktory w pakiecie do samotnosci i odosobienia ma jeszcze wiatrak ( bo okna poludniowe) i najwygodniejsze lozko w calym domu.
A lato nam sie zrobilo w regionie Västra Götaland powiat Skaraborg. Cieplo to bylo tylko dzdzyscie i wilgotno. Wczoraj pojachalismy "na ryby"  na skaly nad taki przesmyk gdzie ruch jak na drodze na Bezledy. Marcepanek zabral sie za grilla ….tadam ! – nie wzielismy rozpalki. Plan byl taki, ze zostajemy do wieczora, jedzenie bylo surowe – grill musial wiec byc. M. wrocil do  miasta, ja zostalam na skalach. Najpierw tylko w opalaczu. Zaraz potem wciagnelam spodnie dresowe i koszule. Potem narzucilam chustke plazowa. Potem zdjelam chuste i owinelam sie kocem starajac sie nie zwracac uwagi na marznace stopy. Wialo, wiec czapke wcisnelam jak najglebiej na uszy. Jak zaczelo kapac wrocil Marcepanek. Nim rozpalil grilla zdjelam koc, potem spodnie a wreszcie koszule. Czapka i opalacz zostaly. 
Tak tu jest, ze pogoda zwykle zmienia sie po godzinie 14 i wtedy tez robi sie najgorecej.
Lubie szwedzkie lato. Dni wciaz sa dlugie -slonce zachodzi o 21.30.
Jagod i malin w lesie zatrzesienie. Mielismy dzis zbierac na ppierogi, ale M. zle sie poczul. Swoim zwyczajem – zajal sie czyms tam, tradycyjnie bez jedzenia i bez picia. W pelnym sloncu.
Zozol nieodmiennie cudny. Lubi byc wozona rowerkiem, lubi tez przy nim spacerowac. Koty, psy i ptaki wzbudzaja entuzjazm. Ale najlepsza przytulanka jest dziadek. A najlepsza zabawa to w chowanego. Chowac mozna sie nawet pod sciana – wystarczy zamknac oczy.
Mieszkanie wciaz mnie cieszy. Oddycham tu. O dziwo – niby scisle centrum a wiecej mam zieleni wokol a co za tym idzie – wiecej tez mam ptakow mniejszych: wrobli i jaskolek zwlaszcza. Lubie posiedziec na balkonie i popatrzec jak jaskolki z wizgiem ganiaja wokol starej wiezy cisnien.
No i znam juz dwie sasiadki – obie starsze panie, ale daleko im do zapedow Pani Prezes i jej Zastepcy. 
Mam material na patchworkowy obrus i juz mnie rece swiezbia by zaczac…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s