Home, sweet home

Ot, zagadka: dlaczego po…

Ot, zagadka: dlaczego po dwoch latach z okladem mieszkania pod starym adresem nie czulam sie tak bardzo u siebie jak po niespelna dwoch tygodniach pod nowym ?

Kiedy po prawie 24-godzinnej podrozy weszlam do mieszkania wreszcie poczulam sie u siebie. Zreszta…
Wyjezdzalismy w temperaturze 31stopni i wilgotnosci pewnie 90%. Marcepanek, widzialam to, byl juz bardzo zmeczony. Jemu ten "urlop" dal chyba niezle w kosc a na pewno bardziej niz mnie. Jedyne o czym marzylismy to wsiasc do samochodu bo…jest w nim klimatyzacja.
Wreszcie z maminym blogoslawienstwem, tysiacem prosb o telefon, calusow, przypomnien – ruszylismy samochodem zaladowanym po dach. Wracala z nami Misia z Zozolem a przypominam, ze po drodze byly Zozola urodziny gdzie jednym z prezentow byl rowerek…
Na dziurawej jak sito drodze do Pasleka Volvik stekal pod naporem ciezaru. Pobocza byly piekne, temperatura nareszcie dajaca wytchnienie. Zozol zmeczony spal, trojka mruczla spokojnie. 
A potem wyjazd na siodemke i "dalej chlopcy, za Kmicicem, hajda na Wolmontowicze". Marcepanek, ktory normalnie jest bardzo opanowany i agresja u niego na poziomie drugim, zaciskal tylko szczeki i coraz mocnej rece na kierownicy. Tylko w jednym wypadku nie zdzierzyl, popukal sie w czolo i rzucil kilka inwektyw. Jakby ten, co wyprzedzal na trzeciego na zakrecie lecac wprost na nas, tak zatrzymal sie kawalek za nami to nie wiem czy bym nie musiala mojego meza trzymac zeby chlopu krzywdy nie zrobil. 
Poza tym obylo sie bez korkow. Trase mielismy juz przerobiona dzieki wyprawie do Sopotu i na lotnisko, wiec wiedzielismy, ze na przebudowywanej obwodnicy Trojmiasta oznaczen nie ma zadnych no chyba, ze stare. 
Noc spedzilismy na promie. Bujalo dosc mocno. Rano wstalam z dziwnym uczuciem kolebania w glowie jak po suto zaprawianej imprezie. O 6 rano wyszlam na rufe w podkoszulce i spodniach, bez skarpet i swetra. Bylo bosko. Cieplo, ale nie duszno. Slonce nisko i szum wody.
Bylo mi troche zal ze wyjezdzam z Polski. Bo tym razem czulam, ze zmarnowalam czas na miotanie sie pomiedzy rodzina i rodzinnymi obowiazkami, sprzataniem i innymi pierdolami…
A kiedy zjechalismy z promu, juz w Szwecji, wyjechalismy na droge do domu i zobaczylam prawie pusta, rowna jezdnie, bez wariatow i samobojcow poczulam ze zaczynam oddychac normalnie. 
Marcepanek tez sie rozluznil.
No i wreszcie,po prawie dwudziestu czterech godzinach podrozy, stanelam we wlasnym progu. Dom. Domek. Domeczek. Domus. Ulga. Oddech pelna piersia. 
Jestem u siebie. Wrocilam do siebie. I do kota, ktory zaszyl sie gdzies w kacie, zeby zaakcentowac swoja obraze. 
Nie-nie-nie, nie mysl sobie Panciu, ze Kot sie z toba przywita po tym jakes go porzucila na dlugie tygodnie. Jeszcze sie poboczy. Moze ewentualnie da sie przeprosic ale to trzeba by te polska kielbaske wyjac.
I mimo deszczu za oknem, balaganu, starty prania, radosc z powrotu mnie nie opuszcza…Czy to znaczy, ze jednak zapuscialm korzenie na tej skalistej ziemi ?
 
 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s