Nie mam gorączki, coś jakby lekki katar, mięśnie-kości przestały boleć tak bardzo pod wieczór, noc przespałam od 22 do 3:30(magiczna godzina) a potem od 5:30 do 7:40.
A teraz czuję ból… pod uszami. I na szyi zauważyłam dziwne dolinki, jakby jakaś część napuchła. Ból jest na tyle silny, że wzięłam znowu paracetamol. Węzły chłonne?
Oczywiście ani wczoraj, ani dziś terminu na test nie zabukuję. Muszę czekać do jutra … No dobra, poczekam, bo wolę jednak wiedzieć czy przeszłam zarazę i na najbliższe kilka miesięcy mogę być spokojna czy jeszcze to przede mną.
No nic. Czekamy i obserwujemy rozwój sytuacji.
To teraz ten obiecany tekst.
Najpierw wyjaśnienie: Warsztaty… a raczej: warsztacik w którym brałam udział miał temat „Superpragnienie bohatera”
Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, ja np. nie wiedziałam o tym, że aby jakakolwiek opowieść miała sens jej bohater musi czegoś chcieć. (No, chyba że chodzi o biografię lub autobiografię to wtedy chyba nie?).
Jak przyjrzymy się najbardziej znanym powieściom, to zauważamy, że bohater/bohaterowie czegoś pragną. A cała fabuła opiera się na tym, że los/narrator ciągle rzuca bohaterowi różne kłody pod nogi.
Dla mnie jest to naprawdę odkrycie, bo wreszcie zrozumiałam czego brakowało moim bohaterom, że w którymś momencie utykali i nie wiedziałam co z nimi dalej robić.
Jako zadanie domowe Kasia Sz. poleciła wybrać jedno superpragnienie i pokazać je w krótkiej scence w której bohater namawia swojego kolegę na wagary.
Mój bohater pragnął być doceniony.
A oto mój tekst w wersji pierwotnej:
– Chudy, a czemu ty nie w szkole? – zaskoczony głos ojca przedarł się do świadomości zaczytanej dziewczynki.
– Na dwunastą mam – odmruknęła szybko, nie podnosząc głowy znad książki.
– A śniadanie jadłaś?
– Zaraz… tylko stronę skończę… –
Mężczyzna westchnął. Znowu „jeszcze tylko stronę”.
– Z głodu byś umarła przez tę swoją „jeszcze tylko jedną stronę”- zagderał choć trochę fałszywie. Bo tak prawdę mówiąc, to lubił się chwalić tym, że jego córki to takie mole książkowe, choć w codziennym życiu bywało to trochę uciążliwe. Zwłaszcza u młodszej, zwanej Chudym.
Podszedł i zdecydowanym gestem odebrał dziecku książkę zerkając na tytuł
– Pan Wołodyjowski… A nie znasz już tego na pamięć?
– Tatoooo – zajęczała prosząco – Daaaj…
Schował książkę za plecy.
– Jak zjesz. Mama ci kanapki zrobiła
– Ale tato, Baśka ucieka przed Azją i muszę przeczytać czy ucieknie, przed szkołą, wiesz…
– Przecież to znasz i wiesz jak będzie – droczył się. – Oddam jak zjesz.
– A nie mogę czytać przy jedzeniu?
Zgodził się, bo zaczytana zjadała więcej niż pół kromki. Pomaszerował do kuchni. Dziecko poszło posłusznie za nim. Chwilę później pił herbatę i patrzył na małą, chudą rękę dziewczynki trzymającą ogromną, zdawałoby się, pajdę chleba z dżemem.
Dziwne dziecko. Skąd ona taka w rodzinie? Wiecznie z nosem w książce odkąd nauczyła się czytać. Ani przytulić się nie da, ani porozmawiać nie chce. Siedzi w jakimś kącie mieszkania, a potem wychodzi i ni z gruszki ni z pietruszki mówi coś od rzeczy. Najczęściej powtarza to, co usłyszała. Ile razy jej tłumaczyli, że nie wolno? Nie, zawsze wystrzeli z czymś, papla. Co w głowie to i na języku…
Przyszło mu coś do głowy.
– Chudy?
– … co?
– A może byś poszła dziś na wagary?
– Nie mogę, mam klasówkę z matmy.
– Umiesz?
– Nie wiem…
– No widzisz. Poszłabyś ze mną do pracy.
– A mogę z książką?
– Pewnie! Tam będziesz mogła cały dzień czytać. Tylko mamie nie mów – zastrzegł fałszywie.
– Nie powiem – obiecało dziecko.
Czekał do wieczora, ale żona nic nie wspominała. Ani wagarach, ani o tej pracy. Niemożliwe, Chudy nie wypaplał?
Sprzątał po kolacji, żona z papierosem siedziała nad krzyżówką przy kuchennym stole.
– Kasia coś ci mówiła? – zapytał żonę siląc się na lekki ton.
– Nie, a co?
– A nic, byłem w dzień w domu, dobrze że zaszedłem bo by znowu bez jedzenia poszła do szkoły.
– Nie, nic nie mówiła. Kasia! – zawołała matka w stronę pokoju – A czemu nie mówiłaś, że tata był rano w domu?
– Bo mu obiecałam!
Westchnął bezwiednie. Będzie musiał sam się przyznać, że go wyrzucili z tej znienawidzonej fabryki. Ale przecież już ma inną. Chyba nawet może tam lepiej zarobić. Może żona będzie wreszcie z niego zadowolona?
Powiedzcie mi czy wg was widać, że bohater (tata) chce zostać doceniony?



