33. taka rozmowa

– NATO musi wejść – ona
– Masz syna, ile ma lat? -ja
– 19… Jakby co to go tu zabierzemy
– Jak będzie wojna NATO-Rosja to mężczyźni od 18 roku będą podlegać mobilizacji i nikt go nie wypuści z Polski
– Ale on nie jest żołnierzem

Jak łatwo wysyła się na wojnę cudze dzieci…

29.piątek

Dwa obrazki z wojny.

Na jednym idący samotnie chłopiec w kolorowej kurtce, z małą reklamówką w ręce. Chłopiec ma 11 lat, podały media. Idzie sam, zupełnie sam. Płacząc. Gdzie jego bliscy? Na filmie widać jak wokół niego idą inni ludzie. Chłopcem nikt się nie interesuje.

Na drugim przepiękny, wielki i puchaty berneńczyk na poboczu drogi.
Sam. Gdzie jego rodzina, bo jakąś miał, a sądząc po pięknym futrze – to była dobra rodzina.

Te dwa obrazki złamały mi serce. I były tą kroplą…

Już nie mogę. Słuchać, czytać, oglądać.
Nie chcę wiedzieć. Nie daję rady.
Tyle nieszczęścia. I nic nie pomaga, że Polacy tacy dobrzy. Że Szwedzi dobrzy. Że dziennikarz z mojego miejscowego „plociucha” pojechał na granicę koło Przemyśla z darami.
Po prostu boli tak, że …

Znowu uciekam w swój świat.
Piątek startuje z cenami paliwa: olej 26,10. Benzyna 22.
Bo wczoraj trochę spadło. We środę olej kosztował 28,22.

A jeszcze pół roku temu eM patrzył i mówił ze zgrozą:
– Przekroczy 15!
Teraz prawie 30 …i notujemy to tylko z bezradnością.
EM znowu jeździ do pracy rowerem.

Po słonecznych dniach, pełnych łagodnego bezwietrznego ciepła, przyszły mgły. Przez dwa dni miasto spowite było malowniczym woalem. Piękne to było, nawet przemknęła mi myśl by wyjść z Nikonem, ale było tak przenikliwie zimno, że poczekałam spokojnie, aż mi ta chęć przejdzie.
Wczoraj niebo znów zbłękitniało, ale było zamazane na biało. Po południu, gdy wyprowadziłam Tosię, oczyściło się i wyszło słoneczko. Jak ono grzeje!
Noce są wciąż mroźne. Niby nie tak wiele, ale ziemia wciąż zmarznięta. Mimo to: nad rzeką, wokół drzew z ziemi wyłazi zielone. Będzie cebulica wreszcie. I krokusy.

Odebrałam moje nowe, poprawione okulary. No i widzę normalnie. Uff.
Jest dobrze. Zatem niemal nic się nie zmieniło, tyle, że szkła mam nie porysowane. W drugich, tych do chodzenia, dodatkowo nic się odkleja, więc nie ma ryzyka, że np. w trakcie jazdy odpadnie mi szkło, czego najbardziej się bałam.

Tosia mi wyleniała jesienią… I nadal nie odzyskuje pięknej sierści. Ogon ma cienki, a na grzbiecie matowe, przyklapnięte futro.
Nie pomaga olej dolewany do karmy.
Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: znowu trzeba do weterynarza.
Dodatkowo martwi mnie to, że znów jest osowiała. Bo znów jedzie na karmie dietetycznej tylko. Ale kobieta w przychodni, gdy kupowałam karmę, wmawiała mi, że nie, że to nie od tego.
No przecież widzę!
Rozważam zmianę przychodni. Odkąd nie ma tam Katariny, której ufałam, coraz mniej podoba mi się opieka.
Ale rozsądkowo biorąc tam jest cała Tosina historia. Przenosić się do innej lecznicy to znaczy opowiadać od początku o wszystkim.

Obejrzałam na Netflixie „Moje wspaniałe życie”. Całkiem dobry. Tylko jak zawsze: dlaczego ten Woronowicz jest wszędzie? Naprawdę w Polsce nie ma innych aktorów? W dodatku on zawsze gra ten sam scenariusz: wrażliwy, seksualnie napalony ale lekki sukinsyn.
Reszta bardzo dobra.

Zaczęłam wczoraj oglądać „Bo we mnie jest seks”, ale coś mi nie leży.
Na początek to, że wszyscy mówią, że Kalina ma charyzmę, że przykuwa widzów do ekranów, a na żywo jest zawsze w centrum uwagi.
Film tego nie pokazuje. Gdyby to nie padło jako kwestia mówiona: nikt by tego nie wiedział.
Scenariusz wygląda kiepsko. Jak zlepek luźno powiązanych scen. W dodatku: nie wiadomo kto jest kim, bo dla scenarzysty jest oczywiste, że się domyślimy, że mały grubasek kreowany przez Szyca to Kutz…
Nie wiem… Tyle jest teraz nauczycieli pisania. Czy ktoś mógłby nauczyć Polaków zasad tworzenia scenariuszy? Serial o Osieckiej to taki gniot, że nie da się tego oglądać. Teraz ten o Kalinie… Tak zmarnować takie piękne historie.

Przeczytałam Anny Kańtoch „Łaska”. A wcześniej „Kobieta w białym kimonie” Any Johns. Ta ostatnia była bardzo dobra.
Teraz czytam „Milczenie matki” Kelly Rimmer i… dobrze się to czyta, owszem, ale książka jest jak jej pretensjonalny tytuł. Pretenduje do poważnej literatury, ale. Bohaterowie są wyraźnie, zbyt wyraźnie, podzieleni na tych złych i tych dobrych. Przez co są po prostu papierowi. A sama książka jest zbiorem scen-klisz z różnych innych książek o przemocowym mężu i zaślepionej miłością do niego, głupiej i podłej teściowej. Na Lubimy czytać ta książka ma ocenę 7,6!
Ale dobrze się to czyta, trzeba przyznać, doskonale odrywa głowę od tego, na co nie mamy wpływu.

Ostatnio nie szyję. Ale pierwsza pasiasta skarpetka dla Misi jest na ukończeniu.
Oraz dużo pracuję.

A co u was?