29.piątek

Dwa obrazki z wojny.

Na jednym idący samotnie chłopiec w kolorowej kurtce, z małą reklamówką w ręce. Chłopiec ma 11 lat, podały media. Idzie sam, zupełnie sam. Płacząc. Gdzie jego bliscy? Na filmie widać jak wokół niego idą inni ludzie. Chłopcem nikt się nie interesuje.

Na drugim przepiękny, wielki i puchaty berneńczyk na poboczu drogi.
Sam. Gdzie jego rodzina, bo jakąś miał, a sądząc po pięknym futrze – to była dobra rodzina.

Te dwa obrazki złamały mi serce. I były tą kroplą…

Już nie mogę. Słuchać, czytać, oglądać.
Nie chcę wiedzieć. Nie daję rady.
Tyle nieszczęścia. I nic nie pomaga, że Polacy tacy dobrzy. Że Szwedzi dobrzy. Że dziennikarz z mojego miejscowego „plociucha” pojechał na granicę koło Przemyśla z darami.
Po prostu boli tak, że …

Znowu uciekam w swój świat.
Piątek startuje z cenami paliwa: olej 26,10. Benzyna 22.
Bo wczoraj trochę spadło. We środę olej kosztował 28,22.

A jeszcze pół roku temu eM patrzył i mówił ze zgrozą:
– Przekroczy 15!
Teraz prawie 30 …i notujemy to tylko z bezradnością.
EM znowu jeździ do pracy rowerem.

Po słonecznych dniach, pełnych łagodnego bezwietrznego ciepła, przyszły mgły. Przez dwa dni miasto spowite było malowniczym woalem. Piękne to było, nawet przemknęła mi myśl by wyjść z Nikonem, ale było tak przenikliwie zimno, że poczekałam spokojnie, aż mi ta chęć przejdzie.
Wczoraj niebo znów zbłękitniało, ale było zamazane na biało. Po południu, gdy wyprowadziłam Tosię, oczyściło się i wyszło słoneczko. Jak ono grzeje!
Noce są wciąż mroźne. Niby nie tak wiele, ale ziemia wciąż zmarznięta. Mimo to: nad rzeką, wokół drzew z ziemi wyłazi zielone. Będzie cebulica wreszcie. I krokusy.

Odebrałam moje nowe, poprawione okulary. No i widzę normalnie. Uff.
Jest dobrze. Zatem niemal nic się nie zmieniło, tyle, że szkła mam nie porysowane. W drugich, tych do chodzenia, dodatkowo nic się odkleja, więc nie ma ryzyka, że np. w trakcie jazdy odpadnie mi szkło, czego najbardziej się bałam.

Tosia mi wyleniała jesienią… I nadal nie odzyskuje pięknej sierści. Ogon ma cienki, a na grzbiecie matowe, przyklapnięte futro.
Nie pomaga olej dolewany do karmy.
Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: znowu trzeba do weterynarza.
Dodatkowo martwi mnie to, że znów jest osowiała. Bo znów jedzie na karmie dietetycznej tylko. Ale kobieta w przychodni, gdy kupowałam karmę, wmawiała mi, że nie, że to nie od tego.
No przecież widzę!
Rozważam zmianę przychodni. Odkąd nie ma tam Katariny, której ufałam, coraz mniej podoba mi się opieka.
Ale rozsądkowo biorąc tam jest cała Tosina historia. Przenosić się do innej lecznicy to znaczy opowiadać od początku o wszystkim.

Obejrzałam na Netflixie „Moje wspaniałe życie”. Całkiem dobry. Tylko jak zawsze: dlaczego ten Woronowicz jest wszędzie? Naprawdę w Polsce nie ma innych aktorów? W dodatku on zawsze gra ten sam scenariusz: wrażliwy, seksualnie napalony ale lekki sukinsyn.
Reszta bardzo dobra.

Zaczęłam wczoraj oglądać „Bo we mnie jest seks”, ale coś mi nie leży.
Na początek to, że wszyscy mówią, że Kalina ma charyzmę, że przykuwa widzów do ekranów, a na żywo jest zawsze w centrum uwagi.
Film tego nie pokazuje. Gdyby to nie padło jako kwestia mówiona: nikt by tego nie wiedział.
Scenariusz wygląda kiepsko. Jak zlepek luźno powiązanych scen. W dodatku: nie wiadomo kto jest kim, bo dla scenarzysty jest oczywiste, że się domyślimy, że mały grubasek kreowany przez Szyca to Kutz…
Nie wiem… Tyle jest teraz nauczycieli pisania. Czy ktoś mógłby nauczyć Polaków zasad tworzenia scenariuszy? Serial o Osieckiej to taki gniot, że nie da się tego oglądać. Teraz ten o Kalinie… Tak zmarnować takie piękne historie.

Przeczytałam Anny Kańtoch „Łaska”. A wcześniej „Kobieta w białym kimonie” Any Johns. Ta ostatnia była bardzo dobra.
Teraz czytam „Milczenie matki” Kelly Rimmer i… dobrze się to czyta, owszem, ale książka jest jak jej pretensjonalny tytuł. Pretenduje do poważnej literatury, ale. Bohaterowie są wyraźnie, zbyt wyraźnie, podzieleni na tych złych i tych dobrych. Przez co są po prostu papierowi. A sama książka jest zbiorem scen-klisz z różnych innych książek o przemocowym mężu i zaślepionej miłością do niego, głupiej i podłej teściowej. Na Lubimy czytać ta książka ma ocenę 7,6!
Ale dobrze się to czyta, trzeba przyznać, doskonale odrywa głowę od tego, na co nie mamy wpływu.

Ostatnio nie szyję. Ale pierwsza pasiasta skarpetka dla Misi jest na ukończeniu.
Oraz dużo pracuję.

A co u was?

10. 2022

Spanie sekwencyjne – tak nazwała ten stan jedna znajoma i to jest to.
Przestanę boje kruszyć, jest jak jest. Szczęście pracuję w domu, sama sobie jestem szefem, to co się będę zabijać.
Zasnę o 21. Pośpię do 2. Potem wstanę, popracuję, ogony nadgonię, może książkę napiszę, jak mnie zmuli pójdę znowu spać.
Szczęście, że Tośka na stare lata też nie wstaje przede mną, póki śpię – śpi i ona. Najczęściej jest tak, że ja dopijam kawę a ona dopiero martwą powiekę rozkleja. Nie to, co kiedyś,gdy wstawała według zegarka, złaziła z łóżka tylko po to, by stanąć koło mojej twarzy i mi pufać w nos
„Mamaaaa, kiedy wstaniesz?” „Mamaaaaa…chodź na spacerek”.
Teraz, gdy poczuje, że ja wstaję rozwala się na całego w moim naszym łóżku. Choć prawdziwiej byłoby napisać, że rozwala się JESZCZE BARDZIEJ. Ostatnio sypia centralnie na środku łóżka. W poprzek, żeby dla mnie broń boże za wiele miejsca nie zostało. A jak jeszcze przyjdzie Basil to się robi naprawdę ciekawie.
Basil musi leżeć na kołderce. Na dokładnie tej kołderce jaką nakrywa się mamusia. I jeszcze najchętniej: w zagięciu ciała, najlepiej pod kolanami. A Basilek malutki waży jakieś 5kilo, i weź se naciągnij kołdrę z leżącym na niej kotem, podczas gdy jakaś jej część zdążyła utknąć pod pieseczkiem.
Naprawdę nie wiem czy nie powinnam kupić drugiego łóżka i zrobić w sypialni lotniskowiec. Może wreszcie byłoby miejsce i dla mnie?
Ale w sumie, te cztery godzinki to można i w fotelu na siedząco, nie?
Maria Czubaszek tak sypiała i co? Ani na intelekt ani na urodę jej nie zaszkodziło.
Weekend minął.
A prawda, mam jakieś zdjęcia, muszę zobaczyć czy coś się nadaje. Byliśmy w niedzielę z Tośką na Läckö. Mgła była gęsta, wiatr o jeziora przenikliwy, ale połaziliśmy chwilkę. Jakoś ostatnio coraz częściej nie jeździmy na dalekie spacery. Może dlatego, że po 5 dniach łażenia z Tośką i rano i po południu zastrzegłam sobie prawo do zaniechania popołudniowych spacerów weekendowych. Te dwa popołudnia w weekend może się eM poświęcić dla pieseczka.
Dzięki czemu moja sobota i niedziela są nieprzerwanie dla mnie. Wtedy mogę rozłożyć się np. z szyciem, bo wiem, że nie będę musiała w połowie roboty odkładać wszystkiego bo trzeba psa przegonić.
A eMowi też dobrze zrobi jak dwa razy w tygodniu wyjdzie na świeże powietrze na dłużej niż 5minut. Usprawiedliwiam się.
I tak w niedzielę uszyłam sobie ptaszka.
O.

No pewnie, że lekko krzywo, nie zeszły mi się szwy jak trzeba, ale i tak strasznie mi się podoba. Wzorek kupiłam sobie na etsy.
Jeszcze sobie poćwiczę, uszyję następnego i następnego i (z niewielką pomocą koleżanki blogerki) nauczę się robić tak, by mi te szwy się schodziły.
Co ja z tego zrobię to inna sprawa.
Może zacznę szyć małe formy: podkładki, poduszki, torby na zakupy i będę bezczelnie sprzedawać? Albo rozdawać jako prezenty?
Skończyłam mój pierwszy sweter robiony od góry.
Zaraz go wypiorę, bo ostatnie dni leżał pod fotelem na podłodze, gdy nie dziergałam. A potem sfotografuję.
Sweter jest kombinowany, bo w połowie zorientowałam się, że na biuście jest za wąski i się nie zejdzie, a nie chciało mi się pruć, więc dołożyłam listwę.
Potem stwierdziłam, że dół mi się zawija, więc innym kolorem przedłużyłam ściągacz. Rękawy mi wyszły szerokie, bo nie mogłam się zdecydować czy zrzucać oczka czy nie…
Ale w sumie wygląda chyba nieźle. Zobaczymy po upraniu.
Dziergając oglądałam Ozark. O ile pierwszy sezon mi się nawet podobał to w kolejnym było już coraz gorzej… Teraz lecę 3 i z pewną ulgą zanotowałam, ze 4 będzie kończący.
Ogólnie rzecz biorąc – nudzą mnie te seriale. I wiele książek.
Strasznie mi trudno znaleźć coś co bym miała chęć zgłębiać.
Zaczynam podejrzewać, że może jestem przebodźcowana?
Może powinnam odstawić filmy fabularne i książki? Tylko co robić wtedy?
Może poczytać i pooglądać jakieś dokumentalne historie? A może skupić się na pisaniu tego, co zaczęłam?
…Póki co pooglądam zdjęcia.
Ooooo… Poprzednio wyciągnęłam aparat 6 stycznia, gdy zima jeszcze rządziła. Wtedy byliśmy na Stenbrott. A słońce już zachodziło.

Tosia strasznie nie chciała wsiadać do samochodu z powrotem.

A tu już „pozimie” ale jeszcze nie „przedwiośnie”

Tosia na odmianę czegoś się boi na pomoście. Może wiatr świszcze w szczelinach, może pomost drży… Kto to zgadnie, czemu sto razy weszła bez protestów a teraz nie.