Całkiem przypadkiem wylądowałam wczoraj w małym miasteczku tuż za Skövde.
Nie planowałam zwiedzania, choć wiedziałam że pewnie będę miała chwilę, aparatu taszczyć nie zamierzałam, bo po co?
Wszak wszystkie szwedzkie miasteczka są takie same. To znaczy: tak samo brzydkie.
Otóż Proszę Pani Zarozumialskiej: Szwecja utarła ci nosa i pokazała, że guzik wiesz, bo guzik widziałaś.
Z braku laku fotografowałam telefonem, więc jakość taka sobie…
Na początek przepiękny i strasznie przytulny kotek.















Wieczór był ciepły, cichy, pachnący a mijani ludzie uśmiechali się i pozdrawiali słysząc nie-szwedzką mowę.
Tak, że tak.
Biję się w piersi i obiecuję sobie zgłębić świat szwedzkich miasteczek. Może jednak tych pięknych jest więcej niż kilka… jak Vadstena, Marstrand czy Skara…