4/2022 Pamiętnik zarazy

Żyjemy.
eM kaszle, ale ma się coraz lepiej. Ja – nadal nic, choć dziś bardzo bolą dłonie i plecy. To może być początek, ale może być też reakcja na stres… Nie robię testów co chwila, bo to bez sensu, poczekam …Może jutro- pojutrze? eM ma jutro rano taki oficjalny test, w przychodni, wyniki pewnie za dwa-trzy dni, zobaczymy.
Gorzej z Misią: oni w piątek mieli lecieć do Malagi na miesiąc. Z Zuzu. To znaczy Zuzu miała lecieć tylko na dwa tygodnie, bo tylko na tyle zgodziła się szkoła. A tu ZONK. Misia pozytywna, Mel -nie. Zuzu póki co u ojca.
No i lipa. Zobaczymy co dalej.
Izolujemy się od Yankiego: on, też jutro, ma drugą dawkę szczepienia dopiero. Pierwszą przyjął już dawno, a potem się okazało, że jakieś komplikacje i został nie szczepiony aż do teraz.
Siedzę w domu, jak zawsze, wczoraj wieczorem zrobiłam zapasy na kilka dni, żeby nie latać i nie siać wirusa. W zasadzie nie powinnam, ale nie mam żadnych objawów, umyłam ręce przed wyjściem, dwukrotnie spryskałam spirytusem i wtarłam go dokładnie, starałam się nie brać do ręki niczego niepotrzebnego, kasjerkę oddzielała ode mnie pleksa.
A teraz siedzę w domu. No, ale pies się sam nie wyprowadzi.
Rano poszłam ja, po południu eM.
Zdążyliśmy się złapać wczoraj za grzywki i w domu panuje milczenie… Nie ma sensu tego roztrząsać…

W niedzielę wyciągnęłam maszynę do szycia, bo chciałam spróbować szycia po numerkach. U Basi, która już prawie nie pisze, niestety, znalazłam wzorek, który zmałpowałam.
Wyglądało na proste, ale takie nie było. W końcu, jak już wszystko zawiodło przeczytałam instrukcję Basi…potem wykminiłam, że to się doszywa i wtedy odwraca… Potem już było łatwo. W try miga uszyłam dwa serduszka.

Resztę niedzieli spędziłam na kopaniu w internecie żeby znaleźć jakieś wzory darmowe, ale dupatam. Za to na etsy znalazłam takie cuda:

A w innym miejscu, tu: https://www.patterntrace.com/free-foundation-piecing-projects/ całą broszurę PDF z wzorami na motyle, o takie:

Jednego nawet zaczęłam, ale ludzieeeee… to jest wielkości prawdziwych motyli! To trzeba mieć rączki sprawne, nie sztywne, i oko dobre i wprawę. Ale kiedyś się wezmę, jak tylko rozkmnię jak powiększyć wzór i zachować proporcje.
Poza tym skrobię w kajeciku jaki dostałam od Kasi z Klippan. Skrobię ołówkiem i to jest jednak najlepszy sposób na pisanie.
Czy coś z tego będzie – nie wiem, ale samo zapisywanie zdań i obrazów daje mi satysfakcję.
Zima pokazuje swoje najzłośliwsze oblicze. Mało śniegu, temperatura -0 lub +0. W dzień skacze pół stopnia powyżej – wszystko lekko rozmarza. W nocy spada lekko poniżej zera – i robi się lód. Ludzie poruszają się krokiem posuwistym. Rozważam zakup kolców na buty, ale to zawracanie głowy, bo na kolcach dobrze się idzie po lodzie, ale betonie albo sklepowych kaflach można pojechać.
Idealne byłyby buty jakie kiedyś miałam, takie ze specjalnym wihajstrem z kolcami. Podnosiłam nogę, podważałam kluczem, obracałam – i gotowe, noga uzbrojona w kolce. Potem równie szybko się te kolce chowało. Niestety: zawiasik się wyrobił już chyba po pierwszej zimie i wihajster odpadł w jednym bucie. Szkoda.
Wiem, że są w klepach takie, ale nie będę kupowała kolejnej pary, skoro kilka dni temu kupiłam jedne. Skórzane, dobrej firmy, zachciało mi się być elegancką. I teraz na spacerze w Tośką zadaję szyku: w spodniach dresowych, ale za to w eleganckich butach.

Taaak.
Padłam chwilę po 20. Po 22 się wybudziłam. Do 23.30 słuchałam „Kirke” Madeline Miller. A teraz chyba wezmę Różę z Wolskich i zobaczę czy dam radę czytać czy mnie zmuli.
Problem w tym, że to nocne czuwanie jest takie „ani spać, ani wstać”.
Czytać się nie da, ani nic innego. Spać też nie.
Snuję się potem w ciągu dnia rozbita, zmęczona, nie do życia.
Polska melatonina nie działa, niestety