Pogoda była niesamowita. Niebo bez jednej chmurki, lekki wiaterek, temperatura 15 stopni. Bosko!
Pojechaliśmy na Ålleberg (czyt: Olleberi). Tosia zaliczyła długi spacerek oraz leżenie w trawie. My napatrzyliśmy się na różne fruwaczki oraz cudne widoki.





Oraz TADAM! Odkryliśmy, że z Ålleberg widać Kinnekulle! Chociaż odległość w linii prostej wynosi lekko ponad 50km!
Nie jesteśmy do końca pewni, ale… wszystkie znaki na ziemi wskazują, że góra, której się przyglądaliśmy, to Kinnekulle.















Nasze widoki też nie takie najgorsze, choć my twardo nogami na ziemi.
A potem pojechaliśmy do domu, ale w ostatniej chwili skręciliśmy do ruin klasztoru Gudhem. Właściwe tylko po to bym mogła „pomacać” czy warto. Warto, najlepiej wcześnie rano, żeby się załapać na złotą godzinę. Namówię kiedyś Misię…




