12. -4 ale nie, już nie wieje

Niebo błękitnieje. Sztorm przegnał chmury.
Mój dawny kolega z fotoklubu zrobił wczoraj takie zdjęcie znanej wam latarni.
Cudowne moim zdaniem.
No, Peter był moim ulubionym fotografem w klubie.

Plecy nadal bolą jak jasna cholera. Najbardziej rano, potem w ciągu dnia ból jest rozchodzony, więc łatwiej. Gorzej, że skończył nam się zapas voltarenu w kapsułkach. A w Szwecji i kapsułki i tabletki są na receptę. Napisałam żebraczego maila do lekarza, może mi da receptę. Pytanie tylko: KIEDY?
Chciałam kupić w aptece wysyłkowej, ale zdaje się, że jest zakaz wysyłania takich leków, które w kraju docelowym są tylko ze wskazań lekarza. Noż kurde, komu poczciwy voltaren przeszkadza?
Jako ostateczną ostateczność mam w domu oxicodon. Został po ostatniej operacji mojego męża. Ale ponieważ to lek opioidowy i może uzależniać, to …jest na samym końcu możliwości.
Od razu uprzedzę wszystkie życzliwe dusze: nie da się wysłać pocztą. Nie dojdzie. Próbowałam. Można jedynie przemycić przez osobę jadącą do Szwecji.
Na pociechę powiem, że właściciel polskiego sklepu obiecał, że w razie czego może mi kupić. No, ale to dopiero za tydzień. I będzie trzeba znowu pojechać te 100km.
Mówię „znowu” bo byliśmy wczoraj. Najpierw zaliczyliśmy sklep, a potem lotnisko, by odebrać Zuzu, którą Mel odwiózł z Malagi.
Mel, kochane dziecko, przeleciał całą Europę z Zuzu, przekazał nam ją na lotnisku i poszedł się znowu odprawiać bo wracał do Malagi via Paryż. W ciągu jednego dnia.
Zuzu wyszła zapłakana, bo znowu, jak w drodze do Rygi, rozbolały ją zatoki. Znowu ma lekki katar. Zastanawiam się, czy podanie kropli do nosa przed lotem nie pomogło by jej następnym razem. Z lądowaniem w Goeteborgu jest trudno, bo tu odczuwalne schodzenie trawa jakieś pół godziny. I dzieją się jakieś dziwne rzeczy z ciśnieniem czy czymś. Ja zazwyczaj nie choruję, ale lądując w Gbgu często czułam/czuję nudności lub ból głowy, zatykanie uszu, na które nie pomaga przełykanie śliny.
Noc za to była wesoła.
Zuzu zasnęła u siebie, ale o trzeciej przyszła z chlipaniem, że tęskni za mamą. Przytuliłam, zrobiłam miejsce na łóżku, poprosiłam Tosię, żeby się łaskawie nie rozwalała. Chwilę potem było
-Mrrryt…?-
Zawołałam Basila, a on przyszedł.
No i mieliśmy komplet. Zuzu jeszcze lekko chlipała, ale jak powiedziałam, że jeszcze tylko dziadka nam tu brakuje zaczęła chichotać. Chyba naprawdę powinnam dokupić drugie łóżko i zrobić lotniskowiec w sypialni.
Poczekałam aż Zuzu zaśnie i cichutko przeniosłam się na jej miejsce. Nie umiem z kimś spać.
Do zasypiania włączam sobie teraz Polska Piastów Pawła Jasienicy. Mógłby ten lektor się nieco mniej aktorko wyżywać, ale już rozumiem to uwielbienie wielu ludzi dla autora. Wiedziałam, kurde, wiedziałam! Że historia nie jest nudna.

A w chwilach wolnych, uszyłam kolejne ptaszki.

Chyba nie było?
Te ślimaczki na czarnym tle są złote, a tło kratki- lekko żółtawe.

Basiu, zobacz, że robię postępy! Odkryłam, że trzeba wzór wycinać z papieru takim samym zapasem. A potem spiąć szpileczką i lekko przyfastrygować.

i kolejne serce.

Te serduszka to genialny sposób na wykorzystanie najdrobniejszych resztek tkanin. Szyje się szybko i bez komplikacji.

Poza tym nauczyłam się robić skarpetki od palców z piętą rzędami skróconymi według tych filmów:

Te skarpetki to REWELACJA! Robi się szybko, prosto, w dodatku można a nawet wygodniej jest robic na normalnych drutach z żyłką. Warunek: żyłka musi być dość długa i giętka.
Do skarpetek natchnęła mnie Helena, która odwiedziła mnie w piątek. Przeprosiłam za to, że nie posprzątane. Tośczyne kłaki walają się po całym domu, ale nie miałam siły walczyć z odkurzaczem z obolałymi plecami. Bo ja mogę siedzieć, ale chodzenie, schylanie się, ciąganie, podnoszenie różnych rzeczy sprawia mi ogromny ból.
Helena, która wciąż walczy z depresją i syndromem wypalenia, ucieszyła się, że to tak fajnie spotykać innych, u których też nie jest idealnie.
Dzięki Helena, pomyślałam, ale u ciebie jest jakoś tak porządniej nawet jak nie posprzątasz niż u mnie, nawet gdy się do sprzątania przyłożę.
Bo prócz mojej własnej ułomności w zachowywaniu porządku, mam jeszcze męża, który w tej kwestii jest jeszcze gorszy niż ja. Czasem się zastanawiam jak wyglądałoby mieszkanie gdyby mój mąż mieszkał sam.
Nie powiedziałam jej tego :D.
Siedziałyśmy sobie potem na kanapce, gadały, dziergały, oglądały wzory. Helena w dzierganiu jest równie skrupulatna jak w porządkach w domu. Nic nie robi z głowy, wszystko według wzoru, w dodatku trzyma się tego wzoru co do joty.
Ja to zaraz szukam opcji na skróty, modyfikuję i kombinuję.

Do dziergania oglądam Ozark i cieszę się, że już niedługo koniec, bo Wendy i Marty są coraz mniej sympatyczni. Najbardziej chyba lubię Ruth… i Darlene.
A przed spaniem czytam rosyjską baśń czyli Niedźwiedź i słowik. Inna. Ciekawa.