Spanie sekwencyjne – tak nazwała ten stan jedna znajoma i to jest to.
Przestanę boje kruszyć, jest jak jest. Szczęście pracuję w domu, sama sobie jestem szefem, to co się będę zabijać.
Zasnę o 21. Pośpię do 2. Potem wstanę, popracuję, ogony nadgonię, może książkę napiszę, jak mnie zmuli pójdę znowu spać.
Szczęście, że Tośka na stare lata też nie wstaje przede mną, póki śpię – śpi i ona. Najczęściej jest tak, że ja dopijam kawę a ona dopiero martwą powiekę rozkleja. Nie to, co kiedyś,gdy wstawała według zegarka, złaziła z łóżka tylko po to, by stanąć koło mojej twarzy i mi pufać w nos
„Mamaaaa, kiedy wstaniesz?” „Mamaaaaa…chodź na spacerek”.
Teraz, gdy poczuje, że ja wstaję rozwala się na całego w moim naszym łóżku. Choć prawdziwiej byłoby napisać, że rozwala się JESZCZE BARDZIEJ. Ostatnio sypia centralnie na środku łóżka. W poprzek, żeby dla mnie broń boże za wiele miejsca nie zostało. A jak jeszcze przyjdzie Basil to się robi naprawdę ciekawie.
Basil musi leżeć na kołderce. Na dokładnie tej kołderce jaką nakrywa się mamusia. I jeszcze najchętniej: w zagięciu ciała, najlepiej pod kolanami. A Basilek malutki waży jakieś 5kilo, i weź se naciągnij kołdrę z leżącym na niej kotem, podczas gdy jakaś jej część zdążyła utknąć pod pieseczkiem.
Naprawdę nie wiem czy nie powinnam kupić drugiego łóżka i zrobić w sypialni lotniskowiec. Może wreszcie byłoby miejsce i dla mnie?
Ale w sumie, te cztery godzinki to można i w fotelu na siedząco, nie?
Maria Czubaszek tak sypiała i co? Ani na intelekt ani na urodę jej nie zaszkodziło.
Weekend minął.
A prawda, mam jakieś zdjęcia, muszę zobaczyć czy coś się nadaje. Byliśmy w niedzielę z Tośką na Läckö. Mgła była gęsta, wiatr o jeziora przenikliwy, ale połaziliśmy chwilkę. Jakoś ostatnio coraz częściej nie jeździmy na dalekie spacery. Może dlatego, że po 5 dniach łażenia z Tośką i rano i po południu zastrzegłam sobie prawo do zaniechania popołudniowych spacerów weekendowych. Te dwa popołudnia w weekend może się eM poświęcić dla pieseczka.
Dzięki czemu moja sobota i niedziela są nieprzerwanie dla mnie. Wtedy mogę rozłożyć się np. z szyciem, bo wiem, że nie będę musiała w połowie roboty odkładać wszystkiego bo trzeba psa przegonić.
A eMowi też dobrze zrobi jak dwa razy w tygodniu wyjdzie na świeże powietrze na dłużej niż 5minut. Usprawiedliwiam się.
I tak w niedzielę uszyłam sobie ptaszka.
O.

No pewnie, że lekko krzywo, nie zeszły mi się szwy jak trzeba, ale i tak strasznie mi się podoba. Wzorek kupiłam sobie na etsy.
Jeszcze sobie poćwiczę, uszyję następnego i następnego i (z niewielką pomocą koleżanki blogerki) nauczę się robić tak, by mi te szwy się schodziły.
Co ja z tego zrobię to inna sprawa.
Może zacznę szyć małe formy: podkładki, poduszki, torby na zakupy i będę bezczelnie sprzedawać? Albo rozdawać jako prezenty?
Skończyłam mój pierwszy sweter robiony od góry.
Zaraz go wypiorę, bo ostatnie dni leżał pod fotelem na podłodze, gdy nie dziergałam. A potem sfotografuję.
Sweter jest kombinowany, bo w połowie zorientowałam się, że na biuście jest za wąski i się nie zejdzie, a nie chciało mi się pruć, więc dołożyłam listwę.
Potem stwierdziłam, że dół mi się zawija, więc innym kolorem przedłużyłam ściągacz. Rękawy mi wyszły szerokie, bo nie mogłam się zdecydować czy zrzucać oczka czy nie…
Ale w sumie wygląda chyba nieźle. Zobaczymy po upraniu.
Dziergając oglądałam Ozark. O ile pierwszy sezon mi się nawet podobał to w kolejnym było już coraz gorzej… Teraz lecę 3 i z pewną ulgą zanotowałam, ze 4 będzie kończący.
Ogólnie rzecz biorąc – nudzą mnie te seriale. I wiele książek.
Strasznie mi trudno znaleźć coś co bym miała chęć zgłębiać.
Zaczynam podejrzewać, że może jestem przebodźcowana?
Może powinnam odstawić filmy fabularne i książki? Tylko co robić wtedy?
Może poczytać i pooglądać jakieś dokumentalne historie? A może skupić się na pisaniu tego, co zaczęłam?
…Póki co pooglądam zdjęcia.
Ooooo… Poprzednio wyciągnęłam aparat 6 stycznia, gdy zima jeszcze rządziła. Wtedy byliśmy na Stenbrott. A słońce już zachodziło.



A tu już „pozimie” ale jeszcze nie „przedwiośnie”



