56. Sobota

Rano obowiązkowy oblot second handów. Komoda na którą się czaiłam, została sprzedana. Trudno – nie była mi pisana.
Stopniowo pozbywam się najstarszych, białych regałów. Cel jest taki by zastąpić je drewnianymi lub przynajmniej przypominającymi drewno. Najchętniej jasne. Fajny regał na książki widziałam na facebookowym markecie. Uczciwie napisano „ciężki jak cholera”, wzięłabym, ale jeszcze nie wymyśliłam jak to przetransportować… No i jak umocować do ściany, żeby nikogo nie zabiło…
Więc myślę.
W dzień się troszkę leniłam, potem poszłam na przechadzkę z audiobookiem. Zaczynam odzyskiwać formę, bo dystans jaki do niedawna robiłam w 40minut wczoraj pokonałam w 25. Znaczy: trzeba wydłużyć…
Miałam poodkurzać, ale strasznie mi się nie chciało.
A wieczorem pojechałam „w świat”. Misia i Mel kupili kampera. Żadne cudo, jest starszy od nich, więc wiadomo. Ale jest sprawny i w zeszłym roku był nawet we Włoszech. Wczoraj robili inaugurację wstępną. Czyli pojechali nad jezioro i postanowili tam spać. Przysłali mi lokalizację, byli 17km od domu, więc ruszyłam tyłek i pojechałam, choć strasznie mi się nie chciało.
Postanowiłam sobie, że póki eks zabiera Tosię (nie wierzę, że to będzie na stałe, jestem przekonana że zaraz się z tego wykręci) będę wyciskać z dni wolności ile się da.
I dobrze zrobiłam. Oczywiście wzięłam aparat.
I o.

W drodze „tam”
Na miejscu
Z powrotem…

Dokończyłam aktualnie słuchanego audiobooka Jessica George „Maame”.
Dokończyłam serial „Syreny” i poszłam spać.
Ale chyba było mi za mało tego dnia, bo nie mogłam zasnąć, jeszcze chciałam coś porobić, choć dochodziła północ…
Spałam do siódmej, pewnie spałabym jeszcze, ale Basil oświadczył, że śniadanko rzecz świętsza od wszystkiego…
Zdjęcia, teraz widzę, nieco za ciemne, w rzeczywistości było jaśniej mimo, że było dobrze po 21, wiecie jak to u mnie jest o tej porze roku.
To był bardzo fajny dzień.

55. Piątek wieczór

Wbrew różnym niedowiarkom, temperatura choć niska, nie spadła poniżej zera i białe niedźwiedzie nie zaczęły grasować po moim mieście.
Eks zabrał Tosię.
A ja poczekałam troszkę, żeby słońce się zdecydowało. Potem wzięłam aparat i samochód na spacerek, do portu małych łodzi i niedawno otwartej trasy spacerowej wzdłuż plaży.
Ciężkie od deszczu chmury wisiały nad wodą, przez nie przebijało słońce. I prawie nie wiało.


Mokre dmuchawce skrzyły się w słońcu.

Zanim ktoś zacznie krytykować betonozę powiem, że to jest falochron. Mimo, że to zatoka, Wener potrafi się tu tak rozhuśtać, że bez tego całą inwestycję szlag by trafił po pierwszym sztormie. Na falochronie jest żwirowana ścieżka spacerowa, są też schodki po których można zejść do płytkiej wody, na piaszczyste dno.
Brzeg tutaj był bagnisty, grząski, ale zamiast z tym walczyć – zostawiono to jako siedlisko dla awiafauny, która mieszkała tutaj od zawsze. I tak po jednej stronie falochronu kąpią się ludzie, po drugiej – ptaki i inne fruwaczki. Falochron jest więc też ochroną dla tych słabszych mieszkańców tego miejsca.
W tych trzcinach wczoraj brzmiało prawdziwe ptasie radio.

Są też drewniane pomosty, a dalej, tam na styku z chmurami – jeszcze nie otwarty pomost kąpielowy. Jego inauguracja odbędzie się na początku czerwca. Cały teren szczodrze obsadzono drzewami i zielenią. Jednocześnie też dołożono starań by zachować jak najwięcej starych drzew. Tutaj starych drzew nie widać, bo ich nie było. Był falochron oddzielający port małych łodzi, a tam gdzie nowy pomost było wyjście z portu. Był asfalt i kamienie… Za rok, dwa będzie pięknie.
To pierwszy projekt w moim mieście, którym jestem wręcz zachwycona.
Nareszcie brzeg jeziora jest zagospodarowany, nareszcie aby znaleźć się na piaszczystym dnie, nie trzeba brnąć w mule. W całym projekcie widać przemyślaną strategię zrównoważonego rozwoju: szacunek i troska i dla przyrody i dla człowieka.
Znaczy: można.
Miejsce to stało się moim ulubionym…

A potem słońce się schowało za chmury i wróciłam do domu.

Weekendowe resety dobrze mi robią na kontakt z Tosią. Mam dla niej więcej cierpliwości i powolne dreptanie już mnie tak nie irytuje. Dobrze tez robią Basilowi. Jest czas na dopieszczenie go, bez zazdrosnej paszczy tosinej. Jest czas na wyczesanie i głaskanie, na przytulanie się na kanapie i wspólne spanie w łóżku.
Robią tez dobrze i mi. Bo mogę wyjść z domu. Na zdjęcia, na spacer, na kontakty towarzyskie i buszowanie po moich ukochanych „szmatexach”. Dzięki temu czyszczę głowę i jestem lepsza dla innych.
Znowu mam w sobie spokojną, wyrozumiałą łagodność. Lubię swój świat i świat w ogóle.

54.

No teraz to już naprawdę przegięcie z tą pogodą.
4? CZTERY STOPNIE?!
Ale co się dziwić. Jutro zaczynamy weekend, więc jakże ma być inna pogoda. Co innego w poniedziałek i wtorek, nie? Wtedy może być ciepło, słonecznie i bez wiatru ze wschodu.
Ych…
Obiecuję sobie, że w weekend pojadę na zdjęcia poranne lub wieczorne, ale aż taką desperatką nie jestem. Nie w taką zimnicę.
Tydzień temu byłam na wyborach.
I tak, odkąd mieszkam w Szwecji uważałam, że nie powinnam głosować, bo przecież mnie w Polsce nie ma. Ale w 2023 mus był. I teraz też.
Już nawet nie chodzi o to, że mimo wszystko wciąż jestem Polką i wolałabym nie wstydzić się tego, kto moją ojczyznę reprezentuje. Teraz to prostu jest głos przeciw faszyzacji Europy.
Na drugą turę też pójdę.
W duszy mi się uspokoiło. Kontakty z eksem ograniczyłam do absolutnego minimum, choć nie demonstruję już niechęci. Po prostu trzymam dystans oraz pilnuję się by sama tego nie przekraczać, bo czasem się wyrywam.
Pracuję. A gdy nie pracuję słucham audiobooków. Prawie nie włączam telewizora, choć w weekend coś tam oglądałam.
Będzie dobrze albo i jeszcze lepiej.

Ach! Zapomniałam o czymś.
Jakoś tak …pod koniec marca, tak. Wchodząc z domu natknęłam się na sporą grupę ludzi. Wśród nich był Głupek z Głupkową, pracownicy administracji i jeszcze kilka innych osób. Wszyscy z poważnymi minami. A zaraz potem dostałam powiadomienie, że jedno z dwóch miejsc parkingowych pod oknem mojej sypialni jest wolne. Szybki rzut oka i tak: to miejsce Głupka. Od JUŻ.
Zostali eksmitowani dowiedziałam się od sąsiadki. Usunięto ich ze względu na uciążliwość oraz dewastację mieszkania. Do mieszkania weszła ekipa remontowa. Wymieniali podłogi, malowali, tapetowali…Cały kwiecień.
Trochę mi ich szkoda, bo podobno teraz mieszkają w jakiejś chacie bez prądu i kanalizacji… Ale z drugiej strony, nie da się ukryć, że czuję ulgę. Żadnego jazgotu psiego, żadnego smrodu na klatce, poznikały psie kupy z trawników, nikt nie lata po schodach w środku nocy, nie napieprza drzwiami, nie dziamga pod oknem sypialni. No i Tośka prawie nie szczeka.
A w bonusie mam parking pod własnym balkonem.
Nie triumfuję. Bo wiem, że ja mogę być następna w kolejce…
Nowy sąsiad ma na imię Tommy, jest miły i polubili się z Tosią.

53.

Wieje i zimno się zrobiło. Spacerując z Tośką żałowałam, że nie wzięłam czapki, szalika i rękawiczek. Wieje z północnego wschodu, to zawsze przynosi przenikliwe zimno.
Wczoraj i przedwczoraj było ciepło, łagodnie, z lekkim wiaterkiem. Posiedziałyśmy na trawie.
A dziś wstałam z zatkanym nosem, migreną i w złym humorze.
Kot mnie wkurza bo wyje.
Tośka mnie wkurza swoją namolnością, szczekaniem, i wąchaniem każdej trawki…
W nocy znowu z kimś się kłóciłam i wrzeszczałam, rzucałam przedmiotami i kopałam ludzi.

Dziś nie doszukuję się w tej złości niczego, bo ten zimny wicher wzbudza we mnie zawsze mordercze instynkty. Zawsze.

Poszłabym spać…

52. Sny kolejne

Szuflada. Czegoś szukam, otwieram szufladę – ale jest pusta.
Wyciągam ją, wytrząsam. I widzę, że za nią ukryły się jakieś stare, nieważne papiery.

Lotnisko. Odlatuję za morze. Eks mnie odprowadza. Odwracam się, przytulam go. On mnie przytrzymuje, ale ja się odsuwam i mówię „Jeszcze się zobaczymy”. I odchodzę.

Budzę się z myślą „Dalej pójdę sama”

51. Wyjaśnienie

Wpis „O Fryzjerce”- jak go tytułujecie- zniknął, bo dotykał bardzo osobistych spraw i nie tylko moich, więc nie chciałam, żeby był tak łatwo dostępny. Kto wie kto i kiedy by się do niego dokopał i jaki zrobił z tego użytek. Oczywiście w internetach nic nie ginie, więc pewnie jak ktoś się uprze to znajdzie, ale mam nadzieję, że nikt się nie będzie upierał…

Ach, prawda. Dziś kolejny ciekawy sen.
Jestem w ciąży. I właśnie pokłóciłam się z Eksem. Spotykam jego siostrę (jedna z dwóch osób, których szczerze nienawidzę). I ona mi mówi, że ma dla mnie doskonałe danie, coś co muszę jeść. Odpowiadam, że nie chcę. Na co ona naciska, ze przecież muszę. Na co mówię dobitnie „Ja nic nie muszę! I tak mam się dobrze!”. I odchodzę.

Oraz taka myśl mnie naszła:
W wieku lat 60 KasiaP odkryła, że w mężu szukała ojca. I wreszcie dorosła.

Tosia u eksa.
Wczoraj pracowałam do 18:30. Potem poszłam na spacer.
I robiłam zdjęcia telefonem.

Dziś, o ile nie będzie padało, chciałabym pójść z nikonem. Ale to dopiero wieczorem, bo cały dzień spędzę na pracy.

50. Sny

Eks był nad rzeką. Był już długo i poszłam zobaczyć, co się dzieje, bo się niepokoiłam. Przeszedł rzekę, niezadowolony, że przyszłam. Powiedział, że łowi ryby i że na razie nie wraca. Kiedy machałam ręką z palca spadłą mi obrączka i wpadła do wody.
Zdziwiłam się, że obrączka, na palcu, przecież nie noszę jej już od lat.
Eks ją wyjął z wody i mi podał. Włożyłam ją na palec i zacisnęłam, żeby siedziała mocniej. Eks wrócił za rzekę. I wtedy obrączka znowu spadła. Upadła na wodę i widziałam jak tonie. Eks był na drugim brzegu. A ja powiedziałam: zostaw, nie trzeba.


A kilka dni temu miałam sen na zamówienie. Dusza mnie bolała i potrzebowałam dobroci.

On (nie eks) miał na sobie jasną koszulę. Widziałam jego plecy. Położyłam mu dłonie na łopatkach i przesunęłam na ramiona. Koszula była taka gładka, chłodna i kojąca. Oplotłam mu szyję ramionami i wyszeptałam „Kocham cię”. Odwrócił głowę w bok, w moją stronę i odpowiedział „ja ciebie też”. A wtedy serce mi zamarło z żalu… na sekundę, na ułamek sekundy. A on mówił dalej, że odpowiada mi w ten sposób, bo tak jest i żebym nie myślała, że to tylko taka automatyczna odpowiedź. I dodał: Bardzo.


49.

Chyba lepiej.

Dyscyplina umysłowa czyli cenzura na myśli. Jak tylko zaczynają się te niechciane staram się odwrócić uwagę na coś innego. Głównie na słuchanie radia lub audiobooka. Lub na pracę, ale tu jest trudniej, bo nie ma nagrody od razu.

Byłoby łatwiej jakbym miała jakąś grupę wsparcia – kilka osób w fizycznej bliskości. Kogoś z kim możnaby wyskoczyć na kawę czy spacer, pogadać na żywo, choćby o tzw. dupie maryni.

48. Mam dość

Jakie znacie sposoby na uwolnienie się od niepożądanych myśli?
Mój mózg pracuje na najwyższych obrotach, dyskutuje z Eksem, ripostuje i snuje wywody.
Tak, wczoraj znów się kłóciliśmy, ale tym razem to on zaczął. A ja nie zostałam dłużna, bo nie umiałam odpuścić, przemilczeć.
Choć każde z nas zostało przy swoich przekonaniach, rozmowa skończyła się jakimś tam rozejmem, więc to była dobra rozmowa, mimo wszystko.
Ustaliliśmy przy tym, że eks będzie zabierał Tosię na każdy weekend od piątku do niedzieli. No chyba, że wyjedzie, to mnie uprzedzi, że wtedy nie. Od przyszłego tygodnia.
No ale potem, kiedy zakończyliśmy mój cholerny mózg włączył swoją płytę.
Nie chcę tego! Mam dość tych emocji, tego miotania się od żalu do złości, do nienawiści, oskarżeń. Po prostu mam już tego dość.
Świat jest taki piękny teraz, jeszcze mnie czeka maraton pracowy do 12 maja. Mam dużo do zrobienia i potrzebuję trzeźwej głowy. Nie chcę tracić piękna tej wiosny na grzebanie w przeszłości.
Chcę wrócić do siebie. Chcę spokoju.
Jak to się robi?