50. Ranek

Kot mi się zepsuł.
Od 10-15 minut siedzi nieruchomo na sekretarzyku, pod zegarem i udaje, że jest martwą naturą. Albo figurką z porcelany.
Cisza.
Tosia chrapie.
Za oknem deszcz majowy i zieloność majowa. Chyba też wreszcie temperatura majowa. Czyżby wiać przestało?
Jeszcze wczoraj na porannym spacerze z Tosią byłam w zimowej kurtce, ze swetrem pod spodem. I nie, nie było mi za ciepło choć było słonecznie.
Zimny ten maj

48.

Będąc (nie)młodą księgową na rubieży przyszedł dziś do mnie nowy klient…
Młody (7 lat młodszy ode mnie), przystojny, zadbany, kulturalny i w dodatku ogarnięty.
– Pani wybaczy, jadłem serek z czosnkiem na śniadanie i chyba to czuć.
Chyba ma zazdrosną żonę…

44. Olandzka majówka -piątek

Nie będę wam pisać tego, co każdy może sobie wygoglować.

1100kilometrów! Samochodem a la szafa gdańska. Nawet nim jechałam tzn jako kierowca. I co? Kocham Astrę!

Było zimno, wietrznie, miejscami chmurnie.
Był wszechobecny zapach „krowiny”.
Była zimna łazienka, zwłaszcza w nocy.
Była Zuzu, którą przytulałam z pewną obawą, bo miała kontakt z osobą, która zachorowała na covid.
Ale jak nie przytulić kogoś, kogo się kocha najbardziej na świcie?! Zresztą – szybki test we we czwartek nie wykazał wirusa, a Zuzu nie miała żadnych objawów…
Było… przestrzennie. Światła i powietrza aż nadmiar. Widoki. Wiatraki. Martwy waleń. Żywa żmija zygzakowata. Dwie latarnie na obu krańcach wyspy. Pełno ptaków – w tym czaple. Ale też łabędzie. Kormorany. Żurawie. Pełno zwierząt i nie tylko krów. Zające i króliki! Sarenki, jeden koziołek. I foki! Całe stado fok!
Była natura – kwiatki, drzewa, skały, morze. Oraz znowu wiatraki. Jeszcze więcej wiatraków. Grobowce, kamienie runiczne, kamienne kręgi, na które człek wreszcie przestał zwracać uwagę bo jest tego tyle, że nie da się zatrzymać przy każdym… Nie, gdy ma się niecałe dwa dni…
Na zdjęciach jak zawsze tylko migawki.

Pierwszy olandzki wiatrak
Most Kalmar -Olandia

43.

Wiać jakby nieco przestało. Ale niech nikomu nie przyjdzie do głowy, że zrobiło się cieplej. O nie. Jest może tylko mniej zimno, ale nadal ranne spacery nie są przyjemne.
Dziś to już zupełnie nie, bo całe miasto zasmrodzone gnojówką, którą tu polewają pola. EKOLOGIA to się nazywa. Na tej ekologii jednak mocno rosną chwasty różne, więc się posypuje pola ruondupem.
Widać wyraźnie kto używa: tam nie ma polnych kwiatków różnych jest tylko to co ma być. Pszenica albo rzepak.
Obym tylko migreny od tego smrodu nie dostała, bo ostatnio sumatripan słabo pomaga na głowę, za doskonale na wywalenie z żołądka tego co w nim jest…a nawet tego co już dawno nie ma…
Szfak.

Godzina W jak WYJAZD coraz bliżej. A tu sirpryza taka: Volvo powiedział, że skoro ma się władzą i przywilejami dzielić to sorry, ale on tego nie ma w kontrakcie. Miał być jedynym auteczkiem kochanym, a tu się zrobił jednym z dwóch, a nawet trzech jak dobrze policzyć. I on się tak nie bawi. I wysiada. I wysiadł.
Powiedziałam mu, że ja się też tak nie bawię i albo robi co ma do zrobienia, albo idzie precz. Pomyślał i zaczął działać, ale czort wie kiedy znowu focha strzeli. A do Olandii mamy jakieś 500km. W jedną stronę. Oraz na Olandii jakieś 400… bo wyspa jest długa, a my chcemy zobaczyć jak najwięcej. Marszrutę ustaliłam, podzieliłam się nią z Misią, która się ucieszyła, bo ona ma podobną ścieżkę więc w większości będziemy sobie oglądać razem.
EM postanowił pożebrać w robocie, żeby mu pożyczyli firmowe auto.
Powiedzieli, że pożyczą, ale autu pali się jakaś ikonka na czerwono, więc nie wiedzą czy się da…
Wyjdzie, że pojedziemy Astrą więc bez Tośki.
Co, nie powiem, może by i mnie nawet ucieszyło. Bo Tosia ma właśnie „swoje dni” czyli mówiąc po prostu: cieczkę ma. No i nie dość że plami wszystko (na propozycję zakładania gaci już za pierwszym razem mnie wyśmiała i tak zostało…Poza tym wymiana wkładek w gaciach jest jeszcze bardziej obrzydliwa niż pranie narzut i zmywanie podłóg) to jeszcze spacer z nią to koszmar. Trzy kroczki: niuchanie. Każdy słupek, murek, drzewko, kamień…wszystko… Przy czym szarpie znienacka bo naraz jej po drugiej stronie chodnika zapachniało i ona musi.
Przysięgam: każdy następny pies, bez względu na płeć, będzie kastrowany i nie będę miała tej hormonalnej histerii.

Oglądam serial Ty. Nawet niezły, choć patrząc na bohaterów to ona wydaje mi się mniej sympatyczna choć to ona niby jest ten zły…
Dłubię przy tym szal szaro-turkusowy dla kuzynki Kasi. Choć jest w paski zygzakowate to nasuwa mi się skojarzenie z pawim ogonem, a bałam się, że będzie brzydko/
Dłubię też fioletowo-fioletowy sweterek dla Zuzu.
A teraz mi się marzy udzierganie torebki na szydełku, z bawełnianego sznurka, skórzanego dna i rączek. Szydełko stosuję zmiennie do drutów.
Przeczytałam Washington Black. Taka sobie. Podobno ulubiona książka Baracka Obamy, no ale on pewnie czyta inaczej niż ja.
Teraz czytam Babska Stacja Fannie Flagg. Nudnawe…Amerykanie mają okropnie rozwlekły styl pisania. Na trzech stronach opis całego dnia bohaterki godzina po godzinie. Jak była w sklepie, co wybierała, jak wybierała, kogo spotkała, co kto powiedział… Small talk w książkowej postaci. Ale brnę, bo mówią, że warto…

Niechże wreszcie nocne temperatury wejdą powyżej skali zero-jedynkowej! Bo ciągle jest -1 -0- 1. Ileż można?!


42. Gdy się nie zgadzasz z porządkiem świata

Obejrzałam „Nomadland”.
Obejrzałam kilka dni temu, ale ta historia nadal we mnie tkwi.
Rozgryzam dlaczego.
Opisy mówią, że to historia kobiety, która w wyniku recesji utraciła dom i wybrała życie nomady.
Według mnie opis powinien brzmieć „Kobieta, która nie zgadza się żyć pod dyktando „bo wszyscy tak robią”, wybiera życie nomady”.
Ten film, wbrew pozorom nie jest smutny. On pokazuje, że możemy żyć po swojemu, pod prąd, bez kredytów, na które nas nie stać, bez wielkiego domu, bez tysiąca rzeczy. Możemy…i mamy do tego prawo, jeśli tego chcemy.
Ten film…to coś, czego chyba bym chciała dla siebie.