Ziuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!
– Co to było? Coś przeleciało?
– Tak. Wrzesień.
Ten czas zgłupiał czy co?
Września prawie nie zauważyłam. Był lipiec… a teraz październik. Październik? Ale jak to? Wrzesień przeleciał, no dobra, ale powinien być jeszcze sierpień…
Był, wpadł na chwilę tak krótką, że nie zdążyłam zauważyć.
No i mamy jesień na całego. Żółto, zielono, łysawo.
W sumie to nic więcej się nie dzieje.
Pracy jest dużo i choć to nieco stresujące to lepiej, gdy jest jej dużo niż mało.
Wciągnęłam syna do pomocy i tym sposobem stałam się wyzyskiwaczką, która żeruje na cudzej pracy. Ale wiecie co? To wcale nie jest łatwy kawałek chleba. Zawsze wiedziałam, że bycie pracodawcą to nie dla mnie. Bo weź powściągnij swą potrzebę kontroli. Czy naprawdę ma aż tak wielkie znaczenie czy konto 1930 będzie pierwsze czy ostatnie na …(jak to się nazywa po polsku?!) weryfikacji? No nie ma, jeśli zapis jest poprawny to co z tego, że inaczej? Ale moja stara dusza księgowej się upiera. BO TAK JEST ŁADNIEJ.
A po drugiej stronie jest człowiek, który jest zainteresowany pracą średnio. Choć mówi, że jest. Według mnie powinien mieć więcej zapału, być bardziej samodzielny i więcej myśleć.
Czy byłam taka sama?
No i irytuje mnie sama obecność drugiej osoby. Siedzi przy moim biurku, przy moim komputerze. Oddycha moim powietrzem.
Tośka w tym czasie lata jak opętana, bo co to jest, że dodatkowa osoba w domu, a głaskać to nikt nie chce.
Ja w tym czasie siedzę na kanapie, na starym lapku robię swoje. Wczoraj mnie wreszcie zeźliło ślepienie się w malutki monitor – kupiłam klawiaturę i mysz bezprzewodowe. Laptop, który ma już jakieś 10lat, a nadal mi dobrze służy, jest na stałe podpięty do telewizora. Telewizor nie młodszy, ale też w dobrej formie. Ale od września platforma na N przestała wspierać ten model. Nie wiem dlaczego, ale teraz oglądam przez komputer.
Uznałam, że w takim razie mogę wykorzystać telewizor jako monitor do pracy. I tak zrobiłam.
Aaaale wygodnie to nie jest…
A na drugie, porządne stanowisko do pracy brak miejsca. I środków płatniczych. Poza tym nie wiem czy ta współpraca będzie na stałe, więc nie ma sensu inwestować. Pożyjemy – zobaczymy.
Misia w listopadzie leci do Malagi. Wynajęli mieszkanie na 4 miesiące. Ale nie będą tam przez cały czas. Więc jeśli chcę, to mogę wpaść.
Myślę.
Zagadnęłam Izkę czy by reflektowała. Mówi, że chętnie.
Myślę. Bo jak Malaga to nie Włochy…
No nic, zobaczymy co przyniesie czas: czy Misia będzie na miejscu wtedy kiedy ja będę mogła polecieć. Czy będę miała kasę w ogóle na jakiekolwiek wakacje?
I tak sobie ten czas płynie.

















