Wyprzedaże…
To już nie to samo co kiedyś.
Różnica cen mała a i samych towarów przecenionych nie za wiele.
Mimo to z radością odkryłam jak wiele jest rzeczy, bez których się obywam.
Ciuchy – ale po co mi sweter z plastiku z 2% wełny jak w domu mam wełnę 100% i mogę sobie zrobić?
Co mnie nęci zawsze to bielizna. Gatki -moje ulubione jak zwykle nigdy nie podlegają redukcji cenowej. Skarpetki -jaki kretyn wpadł na pomysł, że skarpetki się rozciągają więc można je robić wielorozmiarowe. I tak, oczywiście, 36-39… co to za różnica? Staniki – na nich nawet się nie zatrzymuję, bo wiadomo, że dla mnie tam nic nie ma.
Ale piżamy… o tak piżamy nęcą.
Kupiłam sobie czerwoną w białe serduszka. Rozmiar porypany i pewnie dlatego przeceniony.
Pościel też nęci, ale hamuję samą siebie. Bo nie potrzebuję. Mam chyba 5 kompletów, a i tak w zasadzie używam dwóch.
Reszty nie potrzebuję. A jeśli nawet – to szukam najpierw w second handach. Skąpa się zrobiłam.
No i mamy koniec roku.
A wiecie… Mam takie poczucie, że to był całkiem dobry rok. Jeden z tych lepszych, więc mogę zaśpiewać razem z Sewerynem Krajewskim
To był rok, dobry rok…
Miejcie się dobrze w następnym.
I bardzo was proszę: nie strzelajcie. No chyba, że korkiem od szampana.

