W sobotę wpakowałam Tośkę do Hyundaia!
Przy pomocy synka, ale jednak.
O matko jaka była zestresowana, jak dyszała, jak próbowała zwiać…
Zabraliśmy ją do lasu, tuż za miastem, żeby w razie czego móc z nią wrócić piechotą. Bo Tośka ma charakter i jak skamienieje, to dźwig jej nie ruszy.
Ale jednak wsiadła znowu do samochodu. Nie, nie dobrowolnie, ale matczyne krótkie „Tośka! Już!” oraz przytrzymanie za szelki pomogło.
Na szczęście Tośka nie wie, że jest silna.
W niedzielę było 14 stopni, brak wiatru, ciepło!
Wydzwoniłam synka i pojechaliśmy do Broddetorp nad Horborgasjön.
Ptaków jeszcze mało. Ludzi sporo.
Ale i tak było pięknie!



W drodze usłyszałam od synka, że nie wyglądam na 60lat wcale a wcale. Powiedziałam, że jedna młoda klientka się zdziwiła moim wiekiem. Zna mnie tylko z głosu, a według niej głos mam młody i energiczny sposób mówienia.
Synek potwierdził. I dodał, że powinnam się czasem wystroić. Ot tak – dla samej siebie.
I po wczorajszej terapii stwierdziłam, że tak właśnie zrobię.
Nauczę się lubić nie tylko swoją osobowość ale i wygląd.
Sama dam sobie to, czego nie dostałam od ludzi, którzy jakby z urzędu byli mi to winni: rodzice, krewni, mąż.
Walcie się! Udowodniłam, że dam sobie radę. Udowodnię raz jeszcze.
…
Tylko niech minie ta śnieżyca i migrena. Czyli jak w piosence.
Jeszcze kiedyś bracie będziesz
Piękny zdrowy i bogaty
Trzeba was tu ściągnąć siłą
Świat weźmiemy na powrózek
Będzie tak jak kiedyś było…!
Tylko mi popchnijcie wózek,
Pierdolnięci!















































































