Jak ja nienawidzę tych rozliczeń kwartalnych, a większość moich klientów tak ma. Kogo mogę namawiam na miesięczne… W teorii mogliby mi wysyłać dokumenty co miesiąc, w teorii nawet mają zamiar to robić… Jak do tego dodamy moją zdolność do prokarstynacji, moje zjazdy różne oraz wyjazdy i wszelkie sprawy nieoczekiwane – to kończy się tak, że w miesiącu w którym wypada złożyć raporty mam dwa tygodnie wycięte z życiorysu. I stres bo jakbym się nie sprężała to wszystkiego zrobić nie zdołam na czas.
Znów sobie obiecuję, że to ostatni raz, że się sama zbiorę w kupę oraz, że pogonię ociągalskich…
Jutro ostatni dzień, dzis już wymiękam i nie dam rady siedzieć do 19. Trudno. Jakoś to będzie.
Odliczam godziny do spotkania, to już taka nasza tradycja…
Jesli ktoś ma zamiar 14 listopada być w Koszalinie to uprzedzam, że będzie lało. Musi, bo leje za każdym razem gdy się tam spotykamy. Też nasza tradycja.
Odkryłam portal Sellpy – coś jak Vinted – i kupiłam dwie cudowne, białe bluzki. Niestety jedna jest o co najmniej dwa rozmiary za mała, a szkoda, bo cudna. Druga też cudna i o dziwo- dobra i biuście i w ramionach.
Do opery wybieram się w klasyce czyli czarne spodnie garniturowe + owa biała bluzka (gładka, prosta, z rozkloszowanymi mankietami) i może czarny żakiet. A może bez, zobaczę.
Pan W pewnie wystąpi w garniturze.
Jak mi się w tym gajerku pokazał po raz pierwszy, to zaniemówiłam.
Ja wiedziałam, że to całkiem ładny chłopak, ale żeby aż tak?!
Jest cholernik szczupły i ma długie nogi. Tacy to we wszystkim dobrze wyglądają.
Sensor jeszcze nie przyszedł… Ciekawe czy mogę go przewieźć przez granicę w bagażu podręcznym? Pan W by mi założył – inżynier to chyba będzie umiał, nie? Potrafi o żeglarstwie gadać po angielsku to i instrukcję sensora chyba rozkmini?
Za oknami listopad na dobre: światło potrzebne przez cały dzień, słońca ani ani… a w powietrzu ni to jeszcze mgła, ni to już deszczyk…
Futrzaki dobrze, tfu tfu…
















