Dziś w nocy śniła mi się wiosna.
Taka wczesna, z zieloną mgłą na drzewach i tym jedynym zapachem…
Będzie lepiej.
Dziś w nocy śniła mi się wiosna.
Taka wczesna, z zieloną mgłą na drzewach i tym jedynym zapachem…
Będzie lepiej.
Czy to możliwe, by kombinacja wiatru, zmiany pogody oraz pełni sprawiła, że moja dusza spadła gdzieś w gigantyczny dół?
Bo w niedzielę miałam nastrój „rzucę to wszystko i zniknę”. Miałam chęć uciec od własnej rodziny. Od każdego jego członka z psem i kotem włącznie.
No to w poniedziałek około 5 obudziła mnie franca migrena. Ta z góry, czyli nie od napięcia mięśni szyi.
Łyknęłam pełen zestaw prochów, po 45minutach udało mi się zasnąć, a gdy wstałam o 7:30 było tylko gorzej.
Łyknęłam kolejny zestaw.
A potem usiłowałam pracować. Choć kiepsko mi szło. Żułam słowa eksa. Gryzłam się unieruchomionym Malutkiem, bo w niedzielę po południu wziął i stanął u Zuzu pod domem i trzeba było schować dumę do kieszeni i zadzwonić do eksa.
Musiałam zainwestować w nowy akumulator.
W dodatku musiałam odmówić Helenie, że zawiozę ją weterynarza z chorym Kotem Zorro. A szykowało się niestety pożegnanie…
Źle, czarno, chęć ucieczki. Tośka latała jak wściekła pod drzwi i darła japę jak tylko zaczynałam się skupiać na pracy.
A za oknem wiało jak durne.
W dodatku na koncie pusto, rachunki się piętrzą, a u klientów na kontach też przeciąg. Styczeń.
Skończyłam najpilniejsze. Poszłam z Tośką na spacer.
Wróciłam i zrobiłam to, o co eks się upomniał.
„Nie ma pośpiechu, mnie nie zależy, ale mówiłaś, że lepiej” – odwracał kota ogonem.
Dzięki temu, że mam jego elektroniczny podpis na swoim komputerze mogłam to zrobić za nas oboje. Zapłaciłam 900kr. I teraz tylko czekam.
Za kilka tygodni będę oficjalnie wolną kobietą.
Potem posprzątałam w domu. I nagle w głowie zabrzmiała mi Edzia G.
To nie ja byłam Ewąąąąąą…
To nie ja skradłam niebo
Nie dodawaj mi win, to nie ja, nie ja jestem Ewą…
Uśmiechnęłam się krzywo pod nosem.
Gdzieś kiedyś przeczytałam zdanie: Prawda, że życie jest całkiem jak w piosence?
O tak.
Przede mną była Ewa. Po mnie też jest Ewa, choć inna. I może to to jest moja największa wina: nie byłam tamtą pierwszą…
Przykro trochę.
Trójkę chyba przekonała moja deklaracja majątkowa… bo milczy.
Przyszło mi do głowy, by w profilu tak napisać, może w ten sposób wyeliminuję naciągaczy?
Siódemka milczy także.
Odezwał się do mnie kolejny pan. To chyba już 8. Nick niepokojąco podobny do imienia Trójki… Oczywiście whatsapp. Odpisałam standartowo: najpierw trochę anonimowo popiszmy maile, potem zobaczymy.
9. widać nie ma konta płatnego, więc wysyła durne emotki, no ale innych opcji nie ma, więc staram się zrozumieć. Podaje, że ma lat 65, ale na zdjęciu profilowym co najmniej o 25 mniej. Na innych – okulary przeciwsłoneczne (to plaga -80% pozuje w takich okularach). Napisałam wiadomość z adresem email. I zapytałam co chowa, za tymi okularami.
Mam do końca miesiąca opłacony abonament, więc doczekam te dwa tygodnie, a potem skasuje, bo faktycznie czuję się jak w second handzie – masa badziewia, nie mam cierpliwości tego odsiewać.
——————
Natomiast w realu zmieniło się światło. Nawet w pochmurne dni nie jest tak ciemno, a w pogodne jasno jeszcze o 15:30.
Słyszałam sikorkę… Idzie sobie wiosna…
—————
Rozmyślam nad zmianą miejsca zamieszkania. Rozglądam się po okolicy, bo chciałabym wyprowadzić się z tego miasta.
Po pierwsze wolałabym ograniczyć kontakty z Eksem, bo co drugie spotkanie kończy się tym, że mnie telepie ze złości lub urazy.
Wczoraj się dowiedziałam, że jego nałóg to moja wina… Noż…
Po drugie chciałabym nie być ekstra rodzicem, gdy moja córka realizuje swoje plany. Owszem kocham wnuczkę, ale nie chcę mieć jej pod opieką przez kilka miesięcy w roku.
Tak więc zaczynam się rozglądać za inną miejscowością, ale co najmniej 30km od tego miasta.
Trójka – przenieśliśmy komunikację poza portal, ale pan nie ma facebooka, więc komunikujemy się przez inny komunikator powiązany z numerem telefonu.
Owszem kierunkowy z odpowiedniego kraju.
Pan zapytany wprost powiedział(napisał), że nie pisze i nie mówi po polsku, posługuje się translatorem.
Bardzo gorąco przekonywał mnie, że bariera językowa to nie jest bariera jak dwoje ludzi chce się porozumieć. I że na pewno odrobinę mówię po angielsku, a on będzie mówić powoli.
Pisze długie epistoły, ale wciąż ogólniki i w stylu: wierzę w przeznaczenie, wspólna podróż przez życie, nie szukam ideału, oraz jestem normalnym, porządnym, hojnym facetem. I że dotąd trafiał na same wyrachowane damy lub wręcz oszustki. I czy byłam kiedykolwiek tak oszukana. Odpowiedziałam, że nie, a w duszy mi coś odpowiedziało męskim głosem „no to teraz będziesz”.
Po kolejnej wzmiance na temat oszustw, napisałam wprost: nie szukam sponsora. Wprawdzie nie jestem zamożna, żyję z tego co zarobię, oszczędności nie mam, ale cenię sobie niezależność i wolność ekonomiczną. Mam nadzieję, że „aluzju poniał” i nie będzie liczył, że się na mnie obłowi.
Pół dnia cisza.
Teraz dotarło zdjęcie zaśnieżonej uliczki, że niby to widok zza okna z wczoraj. Bo chyba to dla mnie ważne skoro się dopytuję…
Jeszcze się chwilę pobawię póki mnie nie znudzi.
Szóstka odpisał, że czytał coś o Żydach… Skomentowałam, że trudny temat, podałam tytuł książki, którą właśnie skończyłam. Ale nie odpisał.
7. Polak ze Szwajcarii. Zostaliśmy facebookowymi znajomymi. Umówiliśmy się na pogawędkę przez messenger. Powiedziałam, że pasuje mi czas między pomiędzy 17 a 19. Odparł, że zadzwoni.
Zadzwonił o 18:54.
Miło, owszem, się rozmawiało, ale z tej mąki raczej chleba nie będzie. Bo ja szukam kogoś o podobnych zainteresowaniach, a on chyba z całkiem przeciwległego biegunka. Choć brzmi sensownie i pewnie to całkiem fajny facet…dla jakiejś innej kobiety.
8. Kilka dni temu dostałam wiadomość: mam whatsapp + nr. Zadzwoń. Odpowiedziałam, że wolałabym najpierw popisać anonimowo. Zadał jakieś pytanie w stylu jak długo tu jesteś, czego szukasz… Odpisałam.
A dziś rano nowa wiadomość „Mam whatsapp” + całkiem inny numer.
Idiotom serdecznie dziękujemy 😉
Tak więc póki co na tapecie są dwaj panowie 3 i 7 choć wiem, że nic z tego nie wyjdzie.
Ale uważam, że słusznie wolę rodaka, bo w języku polskim fałsz i ściemnianie wyczuję od razu.
Zaczyna mnie to coraz bardziej nudzić. To jest jak szukanie pracy… trzeba mieć dużo czasu i grubą skórę.
PS. Dziewczyny! Która mi kiedyś pisała, że bierze jakiś błonnik w kapsułkach? Noż kurde! Niedługo będę chyba się żywiła wyłącznie kapustą i sałatą, żeby mieć ten cholerny błonnik … Ile bym nie żarła zieleniny guzik z tego wynika. Pomocy.
1. Miał nick związany z polskimi górami. I twierdził, że jest Polakiem z Polski. Ale pisał albo przez translator, albo na zasadzie kopiowania kawałków zdań… Odpowiedziałam grzecznie, że nie wygląda mi to prawdziwie, więcej nie odpisał.
2. Polak z Polski. Wysyłał emotki „prezenty” kwiatek, buźka, szampan, serduszko… W końcu wiadomość: Zadzwoń + nr telefonu. Kilka godzin później: zadzwoń, czekam. I za chwilę: zadzwoń… Odpowiedziałam, że nie jestem zainteresowana. Umilkł.
3. Imię ma niby polskie ale pisownia z rosyjska. Podobno za sprawą mamy Polki i ojca Duńczyka. W Polsce był trzy razy w życiu. Pisze po polsku DOSKONALE. Bogaty, dobrze ustawiony… Wietrzę jakieś oszustwo, ale piszemy dalej.
4. Polak z Malty. Bez wstępów zadał krótkie pytanie czy mogę przyjechać na Maltę (ta, już rzucam wszystko i lecę). Odpisałam, że mogę, ba! mogę nawet sama sobie kupić bilet i zapłacić za hotel, ale może najpierw się lepiej poznamy? Odpowiedź „to odezwij się jak będziesz na Malcie.”
5. Polak ze Szwecji. Imię typowo polskie. Napisał krótko, podał numer telefonu – zadzwoń, ale ostrzegam, że mogę cię zagadać na śmierć.
Odpisałam, że nie zadzwonię i numeru telefonu też nie podam bo po nim łatwo mnie zidentyfikować, a ja nie wiem kim on jest. Popiszmy i zobaczymy co z tego wyniknie.
Obraził się i odpisał, że przecież nie jest oszustem, a w ogóle to po co mu kobieta tak daleko…
W profilu ma miejsce zamieszkania… i bingo. Znalazłam pana na facebooku, znam dokładny adres i wiem, że mieszka z kobietą w podobnym wieku. Zakładam, że tą kobietą jest pulchna blondynka, która się do niego przytula na zdjęciu na fejsie…
Miałam chęć odpyskować, ale dałam se spokój, bo po co mam tracić energię na kogoś takiego. Odpisałam „Powodzenia w szukaniu”.
6. Jedyny, który w zainteresowaniach ma czytanie. Napisałam. Odpisał, że czyta już tylko literaturę faktu. I czy bywam w Polsce. Odpisałam dyplomatycznie, że bywam, jeśli mam powód.
Netflixowy serial „Tęsknię za tobą” był baaaardzo sugestywny…
cdn… chyba.
Rano. Wstaję. Idę do łazienki. Zakładam coś cieplejszego, bo w domu chłodno, zwłaszcza jak mocno wieje.
Odwracam się – w progu stoi Tosia. Mruży oczy jeszcze zaspana. Ale gdy się odwracam robi takie coś z uszami, opuszcza je i chyba lekko przesuwa. Kąciki warg się podnoszą. Ogon się kołysze, biały pędzelek na jego końcu rysuje uśmiechy.
Uśmiecha się całą sobą.
– Mamusia? Ja tylko sprawdzam czy jesteś…
Całuję wystającą kość na czubku głowy. Głaszczę aksamitne uszka. Głaszczę biały pyszczek.
– Dzień dobry śpioszku. Jestem, jestem, nigdzie się nie wybieram.
Tosia podnosi nos w górę, węszy, sprawdza? Czy ja to ja? Czy może wciąga mój zapach z lubością? Mamusia=bezpieczeństwo. Fuka przez nos, znaczy: szczęśliwa.
Być dla kogoś całym światem to wielka odpowiedzialność. Nawet jeśli, jak mówi wielu, „to tylko pies”.
———————







Byliśmy wczoraj oglądać wodospady. W takich okolicznościach przyrody jak powyżej.
Pomyślałam: eee, po co będę aparat ciągnąć, ciężki, a słońca nie ma…
A teraz żałuję, bo jak zawsze telefoniczne zdjęcia nie zaspokajają moich wymagań.
Termometr pokazuje -15.
Basil zakopał się w kocyku leżącym na starym fotelu, tuż przy kaloryferze.
Tosia na spacerze biegła, ale do domu nie chciała.
Ja – ubrana w dwie kurtki, wełnianą podwójną czapę, ocieplane spodnie założone na legginsy, dwie pary skarpet- czułam jak po 15 minutach chłód zaczyna ogarniać plecy, kolana, stopy…
Natomiast w nocy powietrze było tak suche, że budził mnie zatkany nos i obolałe gardło. W końcu około godziny drugiej przypomniałam sobie, że mam nawilżacz i go włączyłam. Uchyliłam też okno. Leciutko, na milimetr może, ale dopiero wtedy udało mi zasnąć porządnie.
Poza tym zachciało mi się mięsa! Słyszał to ktoś???
Kupiłam gulaszowe, wrzuciłam do żeliwnego gara i zrobiłam coś w stylu pulled pork. Jem z chlebem, lub bułką hambugerową. Jak wymyślę jakiś sos to zjem jeszcze na obiad z kartofelkami i surówką z kapusty kiszonej lub słodkiej.
Poza tym postanowiłam sprawdzić swoje opcje i założyłam konto na takim jednym portalu. Przymusu nie czuję, ale w sumie co szkodzi sprawdzić, czy rzeczywiście każda potwora znajdzie swego amatora. O czym donoszę z pewnym takim zawstydzeniem.
Nie wiem czy się odważę, ale może od czasu do czasu doniosę o postępach oraz przemyśleniach.
Nawaliło tego białego syfu…
I -4.
A tak było fajnie i komu to przeszkadzało?
A tym, co strzelali w Sylwestra życzę żeby dostali sraczki. Proporcjonalnej do huku jaki zrobili.
Wyprzedaże…
To już nie to samo co kiedyś.
Różnica cen mała a i samych towarów przecenionych nie za wiele.
Mimo to z radością odkryłam jak wiele jest rzeczy, bez których się obywam.
Ciuchy – ale po co mi sweter z plastiku z 2% wełny jak w domu mam wełnę 100% i mogę sobie zrobić?
Co mnie nęci zawsze to bielizna. Gatki -moje ulubione jak zwykle nigdy nie podlegają redukcji cenowej. Skarpetki -jaki kretyn wpadł na pomysł, że skarpetki się rozciągają więc można je robić wielorozmiarowe. I tak, oczywiście, 36-39… co to za różnica? Staniki – na nich nawet się nie zatrzymuję, bo wiadomo, że dla mnie tam nic nie ma.
Ale piżamy… o tak piżamy nęcą.
Kupiłam sobie czerwoną w białe serduszka. Rozmiar porypany i pewnie dlatego przeceniony.
Pościel też nęci, ale hamuję samą siebie. Bo nie potrzebuję. Mam chyba 5 kompletów, a i tak w zasadzie używam dwóch.
Reszty nie potrzebuję. A jeśli nawet – to szukam najpierw w second handach. Skąpa się zrobiłam.
No i mamy koniec roku.
A wiecie… Mam takie poczucie, że to był całkiem dobry rok. Jeden z tych lepszych, więc mogę zaśpiewać razem z Sewerynem Krajewskim
To był rok, dobry rok…
Miejcie się dobrze w następnym.
I bardzo was proszę: nie strzelajcie. No chyba, że korkiem od szampana.
W tym roku przeczytałam mało. Tylko 44 książki.
Tak, wiem, i tak drastycznie zawyżam średnią.
Wiele książek zaczęłam, wiele – przeczytałam nawet więcej niż 1/4. A potem porzuciłam, bo albo irytował mnie styl, albo fabuła przewidywalna, albo bohaterowie jednowymiarowi. Ale najczęściej szwankuje język. Jakbym czytała wypracowanie na temat dowolny…
No ale dobra. Powiem co mi się podobało w tym roku
(kolejność chronologiczna, od ostatnio do najdawniej czytanej)
1. Wieloryb i koniec świata John Ironmonger – zaczyna się przerażająco, ale warto czytać dalej.
2. Wizyta Helen Phillips – dziwna, niepokojąca
3. Horyzont Jakub Małecki – no, tego autora to chyba nie trzeba uzasadniać?
4. Złote Nietoperze Grazyna Jeromin Gałuszka – jak ktoś lubi realizm magiczny w polskim wydaniu + język + historię niebanalną
5. Tofa. Księżniczka Słowian Grzegorz Gajek – całkiem sprawna powieść historyczna
6. Tove. Królowa Duńczyków Grzegorz Gajek – jak wyżej
7. Sen o drzewie Maja Lunde – najbardziej optymistyczna część Kwartetu Klimatycznego
8. W świetle latarni Zofia Mąkosa – szkoda, że wyszła jak dotąd tylko ta jedna część
9. Szepty Ashley Audrain – wciąż tkwi mi głowie pytanie „i co dalej”
10. Korzenie Miika Nousiainen – ooo, to było dobre, zdaje się że nawet kilka razy się zaśmiałam, choć to nie komedia
11. Wojna, która ocaliła mi życie Kimberly Brubaker Bradley – czasem dziecko rodzi się niewłaściwej kobiecie
12. Czarownica znad Kałuży Artur Olchowy – polskie postapo, dobreee
13. Wpływ gwiazd Emma Donoghue – nieodkładalna
14. Cudowne lata Valerie Perrin – oooo, tak, takie historie i tak napisane to lubię
15. Noc szpilek Santiago Roncagliolo – też nieodkładalna
16. Jutro, jutro i znów jutro Gabrielle Zevin – jak wyżej
17. Drogi Edwardzie Anna Napolitano – o chłopcu, który jako jedyny przeżył katastrofę
18. Dallas ’63 Stephen King – o, ta to dopiero była nieodkładalna, zarwałam noc. I nie, serial nie oddaje nawet połowy…
19. Gra w życzenia Meg Shaffer – pamiętam, że mi się podobała, ale nie wiele więcej
20. Chłopiec pochłania wszechświat Trent Dalton – proza australijska, lata 80, coś całkiem innego – serial równie dobry
21. Mroczna kołysanka Polly Ho-Yen – niepokojąca wizja przyszłości
22. Problem trzech ciał Cixin Liu – naszpikowana fizyką, więc dla mnie trudna, ale warta uwagi. I znowu: serial to nie toooo
Prócz tego było kilka Chmielewskich i jakieś takie co niby skończone, ale wrażenia jakiegoś specjalnego nie zostawiły.
A jak wam minął rok czytelniczy? Dajcie jakieś dobre tytuły