83.

Wczoraj miałam spotkanie online z lekarzem od migren.
Pani doktor zasugerowała „odtrucie się” czyli przetrwanie dwóch tygodni bez sumatriptanu…
Poza tym wypisała mi magnez oraz lek na obniżenie ciśnienia, który działa też zapobiegawczo przeciwmigrenowo.
Na sugestię by odstawić sumatriptan żachnęłam się początkowo, no bo jak mam przeżyć te dwa tygodnie bez? Jak pracować i jak żyć?
Zasugerowała zwolnienie lekarskie.
Ych, byłoby fajnie gdyby lekarz choć trochę interesował się sytuacją ekonomiczną pacjenta. Bo nie każdy jednak jest na etacie i nie każdy może sobie po prostu powiedzieć „jestem chory”. Ci, co na własnym rachunku – na pewno nie, zwłaszcza jeśli są jedyną siłą roboczą w firmie.
Ale oczywiście znam problem z drugiej strony i wiem, że to też nie jest takie proste… Lekarzy w Szwecji jest mało, presja czasu ogromna i czasu na empatię naprawdę nie ma za wiele.
No ale potem włączyłam sobie myślenie. I przyszło mi do głowy, że może coś być „na rzeczy”. I że jeśli ten stały ból jest wtórny, to innej rady nie ma… Bo to tak, jak z każdym innym uzależnieniem – nie ma innej rady jak odstawić.
No więc spróbuję zastosować się do sugestii doktor Pernilli. Ale dopiero po weekendzie. W weekend wyjeżdżam do Pana W, będę jechać samochodem w nocy (tam i z powrotem) więc nowego leku nie zacznę brać, bo on może powodować zmęczenie i senność, a to kiepska perspektywa. Ale przynajmniej jakieś plany są a wraz z nimi nadzieja, bo bóle są coraz częstsze i silniejsze, że może jednak da się nad tym panować.
Jak się komuś wydaje, że cóż to takiego, zwykły ból głowy, wystarczy spacer sen czy coś tam…to od razu proponuję: weź sobie metalowy szpikulec, rozgrzej do czerwoności i wbij w oko na wylot, aż wyjdzie z drugiej strony czaszki. A potem wyjmij i wbij w ciemię. I tak dźgaj raz za razem, miejsce obok miejsca po całej lewej stronie. Dodaj do tego nadwrażliwość na światło, dźwięki, zapachy i temperaturę. A teraz jeszcze pracuj, funkcjonuj normalnie.
Nie pomaga śledzenie diety, stresu, bo albo wszystko pasuje, albo nic.
Ale jest nadzieja…

A tymczasem jesień proszę państwa. Bywa zimno, rankami bywają przymrozki, ale dzień potem jest jak z kryształu. Przejrzyste powietrze, słońce na błękitnym niebie, złoto i czerwień na drzewach.
Bywa też i tak jak wczoraj: rano +9stopni, potem mgła lub kapuśniaczek, bez wiatru. Pachnie jesienią: zgnilizną, mokrą ziemią, dymem z komina…



Żyję wsobnie. Okładam się futrami i kocykami. Robię na drutach. Oglądam Teorię podrywu, w przerwach coś innego. Słucham nowego Małeckiego (Jakuba). Przytulam Tosię. Głaszczę Basila. A w trakcie porannych pogawędek z Panem W – rysuję/maluję/babrzę.
O takie:

W sobotę byliśmy całą rodziną (Yankie, Misia, EM, Tola i ja) na festiwalu światła. Pięknie jak zawsze.

Byliśmy trochę ponad godzinę, ale Tosia wyglądała na zmęczoną. Tak to z nią teraz jest. Skraca spacery, sama prowadzi do domu, a nocami śpi obok mnie na łóżku, zwłaszcza jak otworzę okno. Nadal potrafi psocić, więc nie jest źle. Tylko spowolniała i robi się coraz przytulniejsza.

A pan W… dobrze. Czasem czyta mi w myślach. Czasem mnie irytuje. A czasem rozczula do łez. I każdego dnia rozśmiesza.

4 myśli w temacie “83.

  1. Oj, trzymam kciuki, żeby nowe leczenie pomogło. Pamiętam, jak kiedyś miewałam migreny, koszmar- u mnie dochodziły jeszcze mdłości i zawroty głowy. Miałam zazwyczaj migreny z aurą, więc jeśli udało mi się wstrzelić z zażyciem leku kiedy pojawiła się aura, a jeszcze nie zaczął ból, to atak był wyciszony, ale nie zawsze była taka możliwość. A kiedyś z niewiadomego mi powodu migreny poszły sobie precz i nie wracają od dziesiątek lat. I Tobie też tego życzę!

    Polubienie

Dodaj komentarz