79.

Zaraza przylazła bez uprzedzenia we wtorek wieczór.
Jeszcze wczesnym popołudniem robiłam sobie pyszny falafel z surówką w stylu colesław, jeszcze zjadłam ze smakiem, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wobec własnego ciała. Jeszcze poszłam z Tosią na spacer… Ale gdy wracałam czułam, że ten falafel coś mnie gniecie.
Może za dużo? Może przyprawy? Może za krótko pieczony?
A potem się zaczęło.
Myślałam, że zwrócę nie tylko to, co zjadłam, ale i to, czego nie zjadłam. Np własne flaki…
W środowy ranek żołądek się przestał buntować, przyjął odrobinę kisielu. Choć nadal bolał i przyszła gorączka.
Noż jak nic zaraza, największy postrach Wikinga: MAGSJUKA (czytaj: mogsziuka).
Tylko, że magsjuka jak nagle przychodzi tak nagle odchodzi. A zaraza rozsiadła się i siedzi. W gardle drapie, nos przytkany, ale lekko. Gorączka w pierwszy dzień całkiem spora (jestem z tych co umierają przy 37,1) w dniach kolejnych zatrzymała się na około 37,5.
Smak mi się zmienił. Wszystko stało się gorzkie lub słone. Kwaśny smak zniknął. Albo słodkie nad miarę, ale podszyte goryczą. Fuj…
A prawda… w poniedziałek bolał mnie cały człowiek, złożyłam na karb zmęczenia mięśni po stresie i kilkudniowej migrenie.
Może covid…
Jak zwał, tak zwał.
Uciekł mi tydzień, bo nie mogłam ani pracować, ani czytać, ani słuchać. Są jednak minusy dodatnie: zgubiłam 2kg.
Nadal nie mogę jeść. Na nic nie mam ochoty i wszystko smakuje jak rzygi.
Dziś uparłam się, że wracam do zdrowia, zobaczymy jak to dalej pójdzie. Wstałam o 4, bo głowa. Ogarnęłam bałagan w rachunkach, czas był najwyższy.
Na spacerze z Tosią zmarzłam w uszy, nos, dłonie i stopy! A ja znowu nie mam czapki jesiennej…
Ale kupiłam sobie kiecunię do filharmonii. Taką w moim stylu „spokojna, nobliwa elegancja w stonowanych kolorach”. (Kasia z Klippan, proszę się nie śmiać tak głośno). O, tę. Tylko na żywo kolorki są bardziej soczyste.

Wiskoza 100%. Oczywiście na zdjęciu nie ja, mnie jest 2x tyle. Ale co tam, kiecunia jest śliczna i nikt się nie dowie czy naprawdę jestem taka duża objętościowo czy to tylko kieca jest taka luźna.
A teraz chyba pójdę spać.




9 myśli w temacie “79.

  1. Zdrowiej! Mnie też chwyciło, ale krótko tym razem i łagodnie. Zmęczenie potworne j ból pleców, jakby mnie ktoś kijem obił. Też dobrnęłam do 37.5… czasu na umieranie nie miałam.
    Piękna ta sukienka!

    Polubienie

  2. WOW ! Śliczna i nikt się nie dowie czy naprawdę jestem taka duża objętościowo czy to tylko kieca jest taka luźna.

    pożyczysz ?? albo daj namiary gdzie kupiłaś… 😀

    Polubienie

Dodaj komentarz