Listopad jest w tym roku łaskawy. Mało wieje, mało leje a i słońce pokazuje się dość systematycznie. Prawda, że blade jest i słabo grzeje, ale za to złotą godzinę mam przez prawie cały dzień. Czyli przez jakieś 6 godzin.
Kot mi się zrobił strasznie przytulny. Chwila nieuwagi i już leży na biurku, na lewej ręce i złości się, że mu przeszkadzam. I nie, Basil nie rozumie co znaczy słowo NIE! Biedy kotek przecież nie włada ludzkim językiem, skąd ma znać to słowo.
Oczywiście każde inne, w tym „Basil, chodź jeść” zna doskonale. I nawet nie trzeba dzwonić miską,. Ba! nie trzeba nawet iść do kuchni.
Tośka natomiast staje się coraz gorzej wychowana. Ostatnio posuwa się nawet do tego, że drze paszczę na mamusię, bo jak śmie przytulać kogokolwiek innego? Taką Zuzu na przykład… Nie mówiąc o kocie. Kot to w ogóle wszak parszywy jest i każdy kto go dotyka parszywieje od razu i żeby nie było, że nie ostrzegała. Bo ostrzega głośno, wyraźnie i każdego, kto wejdzie w nasze progi.
Ukisiłam brukselkę i nie mam odwagi spróbować. Co zrobić?
A wczoraj umyłam Malutka przed zimą.
Zderzak wciąż nie naprawiony. Warsztat ubezpieczyciela się nie spieszy…